The Art of Attraction XXXVII

Początek wakacji w podróży


   Drzwi od sali wykładowej otworzyły się szeroko i ze środka wylała się fala studentów. Niektórzy wychodzili w niewielkich grupkach, inni samotnie, ale najważniejsze było to, że zajęcia wreszcie się skończyły. W końcu który uczeń by się z tego nie cieszył?
   Junmyeon pomachał grupce znajomych i zbiegł po schodach, poprawiając na ramieniu starą torbę. Ukłonił się wykładowcy, którego minął na dziedzińcu, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę głównej bramy. Szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy zauważył Yifana, nonszalancko opierającego się o swój lśniący motor. Taki prezent od rodziców z okazji dobrze zakończonego semestru.
   - No hej Krasnalu! - Yifan uśmiechnął się półgębkiem, przyciągając do siebie swojego chłopaka. Pochylił się, by pocałować go na przywitanie i dopiero jęk zawodu, dochodzący gdzieś zza pleców Junmyeona, przypomniał im, że są w miejscu publicznym. - Znów nieświadomie złamałeś komuś serce.
   - W końcu nie na darmo czasem z tobą biegam, nie? - Jun posłał Yifanowi szeroki uśmiech i wreszcie wyplątał się z jego objęć.
   - Lecą na twój sześciopak. - Blondyn ponownie przyciągnął do siebie niższego i żartobliwie podciągnął nieznacznie rąbek jego koszulki.
   Spanikowany Junmyeon odepchnął od siebie Yifana i szybko zaczął poprawiać ubranie. Na jego policzki wypłynął szkarłatny rumieniec na co nic nie mógł poradzić. Nadął w złości policzki, posyłając swojemu chłopakowi mordercze spojrzenie. Tak bardzo nie lubił być zawstydzany.
   - Wredny dupek. - burknął, patrząc spod byka na Yifana.
   - No już się nie burmusz, Krasnalu. - Blondyn uśmiechnął się szeroko i potargał włosy Junmyeona. Chwycił kask, po czym założył mu go na głowę, a na koniec cmoknął w nos i gestem zaprosił na motor. Usatysfakcjonowany zauważył, że Jun nieco się rozchmurzył, co niewątpliwie było dobrą oznaką.
   Wreszcie obaj znaleźli się na wąskim siodełku motoru i Jun objął swojego chłopaka ciasno w pasie, szykując się mentalnie na szybką jazdę. Osobiście nie przepadał za motocyklami, ale przynajmniej mógł bezkarnie wtulać się w szerokie plecy Yifana. Co prawda w normalnych sytuacjach nikt mu tego nie zabraniał, ale z dodatkiem odrobiny adrenaliny wywołanej prędkością, było to chyba nawet przyjemniejsze.
   Błyskawicznie dotarli pod kawiarnię, którą zwykle odwiedzali po zajęciach. Było to bardzo przyjemne miejsce zlokalizowane w piwnicach. Może i brzmiało to ponuro, ale kafejka mijała się z wyobrażeniami o podziemiach. Ściany wytapetowane były w jakieś ciepłe kolory. Zresztą sporą ich część zakrywały regały pełne starych książek. Podłogę pokryto ciemnymi, miękkimi dywanami, a po całej powierzchni porozstawiano stoły różnej wielkości i kanapy z fotelami do kompletu. W ten sposób zostały połączone ciche miejsce do nauki z przytulną kawiarnią, tworząc klimatyczne miejsce.
   Yifan jak zwykle musiał schylić się, by nie uderzyć w szyld z krwistym napisem "Red Velvet". Takie życie wysokich ludzi. Wewnątrz opadł na ich ulubioną kanapę tuż obok regału z literaturą europejską - ulubioną Junmyeona.
   Poklepał miejsce obok siebie, zapraszając w ten sposób swojego Krasnala na sofę. Obaj wygodnie się usadowili, co skończyło się tak, że Yifan obejmował ramieniem zaczytanego w jakiejś powieści Junmyeona. Tak to już jest jak się umawia ze studentem literatury. Trzeba jakoś przeboleć, że druga połówka wiecznie siedzi z nosem w książkach i to bynajmniej tych do nauki.
   - Taeyong, Jaehyun! - Yifan pomachał w stronę znajomych z drużyny. Junmyeon tylko mruknął coś, wygodniej opierając się o swojego chłopaka i wrócił do czytania.
   - Sorry stary, dziś nie będziemy cię zabawiać. Nie wiesz, czy dziś obsługują Irene i Seulgi? - Wyższy z chłopaków rozejrzał się po kafejce, w poszukiwaniu wspomnianych kelnerek. Już od jakiegoś czasu razem z kumplem próbowali wyciągnąć je na randkę, ale dziewczyny najwyraźniej lubiły grać niedostępne.
   - Dopiero weszliśmy. - Yifan westchnął ciężko, żałując, że znajomi wolą uganiać się za dziewczynami niż dotrzymać mu towarzystwa. Niestety Junmyeon kompletnie zatracał się w czytaniu i w tym czasie blondyn zmuszony był zająć się sobą, co często kończyło się na drzemce czy uczeniu się na zajęcia. Ktoś mógłby stwierdzić, że na sportowym kierunku nie trzeba zakuwać, ale nieźle by się zdziwił.
   - No nic, dzięki. - Jaehyun pociągnął za sobą kumpla do stolika w najbardziej zacisznym kącie kafejki. Jak można było się domyślić, wspomniane Irene i Seulgi szybko od ich stolika nie wróciły, w związku z czym, resztę gości musiały obsłużyć dwie inne, równie miłe dziewczyny.
   Składanie zamówienia okazało się być zwykłą formalnością, bo Wendy dobrze wiedziała co zwykle zamawiała dwójka ich stałych klientów. Szybko dostali swoje napoje, a także ulubione babeczki. Jun jak zwykle poprosił o czekoladową, podczas gdy Yifan wybrał tę z budyniem. Kris najwyraźniej miał dziś dzień bezsensownych rozmyślań, bo przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad tym jak bardzo różni się od Junmyeona, a mimo wszystko tak świetnie się dogadują. Możnaby powiedzieć, że aż za dobrze.
   Byli ze sobą niewiele ponad rok i trzeba przyznać, że wszystko było aż nazbyt idealne. Nie to żeby którykolwiek narzekał! To chyba po prostu znaczyło, że znaleźli tę właściwą osobę, a nawet jeśli nie to po prostu będą dobrze wspominać wspólnie spędzony czas. Zresztą nie ma się co oszukiwać, wciąż żaden z nich nie wyobrażał sobie, że mogliby się kiedyś rozstać. Aczkolwiek nigdy nie wiadomo co szykuje los.
   Na dobrą sprawę przez ostatni rok wiele się nie zmieniło. Junmyeona wciąż łatwo było zawstydzić. Może zyskał odrobinę pewności siebie i odwagi, ale nie zmieniało to faktu, że Yifan potrafił wywołać u niego rumieniec w ułamku sekundy. Może to już jakaś tam jego specjalność? Może Dlaczego nie? Każdy musi być w czymś dobry. Dalej sprzeczali się o większość spraw niczym dwójka przedszkolaków, co nie zmieniało tego, że świata poza sobą nie widzieli. Wspólne mieszkanie w akademiku tylko to potwierdzało.
   Obaj dobrze radzili sobie na studiach. Mieli paru nowych przyjaciół, aczkolwiek nie tracili kontaktu z tymi licealnymi. Junmyeon niemal co wieczór chociaż przez chwilę rozmawiał przez telefon z Baekhyunem, a Yifan utrzymywał bardzo dobry kontakt z Zitao. Z resztą starali się raz na jakiś czas trochę pogadać, zorientować się w aktualnej sytuacji. W ten sposób dowiedzieli się, że po ostatniej wspólnej imprezie z szokującym pocałunkiem Minseoka i Jongdae, wiele się nie zmieniło. Dwójka największych plotkarzy wciąż się przyjaźniła i gdyby ktoś nie wiedział co zaszło, pewnie niczego by nie podejrzewał. Podobno postanowili puścić swój gorący pocałunek w niepamięć, chociaż Baek i Jun mieli swoją teorię, według której Chen i Xiu po prostu potrzebowali chwili żeby zrozumieć, że ciągnie ich do siebie. Generalnie obstawiali, że prędzej czy później ich przyjaźń przeewoluuje w coś bardziej romantycznego. Dodatkowo Baekhyun twierdził, że już dawno tak się stało i chłopcy po prostu wolą nie pokazywać się publicznie ze swoimi czułościami. W końcu do niedawna byli przecież hetero.
   Sehun i Jongin dumnie reprezentowali starą drużynę Yifana, wygrywając kolejne mecze. Trzeba przyznać, że Yifan nawet się z tego cieszył, bo miło, że ktoś dobrze zajmuje jego miejsce w zespole. Przynajmniej drużyna utrzyma się na pozycji, w której ją zostawił razem z resztą chłopaków.
   Tak mniej więcej wyglądało ich studenckie życie. Po zajęciach wpadali do ulubionej kawiarni, gdzie przeważnie spędzali całe popołudnie, potem wracali do akademika, czasem jakieś imprezy czy inne tego typu sprawy i masa czasu spędzonego razem. Trzeba korzystać póki jeszcze można.

***

   Junmyeon rzucił na łóżko swój plecak i kask, po czym skierował się do szafy żeby wyciągnąć jakąś bluzę. Yifan w tym czasie pognał do łazienki, krzycząc coś o tym, żeby Krasnal odebrał telefon. Zgodnie z prośbą, Jun wyciągnął komórkę swojego chłopaka. Zanim odebrał, spojrzał na wyświetlacz. Może nie był do końca chętny odbierać telefon od babci Yifana, ale nie miał wyjścia. Już i tak kilka razy z nią rozmawiał i czasem jeździli do niej razem z Krisem, więc nie było to aż takim problemem.
   - Dzień dobry proszę pani! Zaraz dam Yifana tylko teraz w łazience siedzi. - Jun ścisnął mocniej komórkę. Zawsze się stresował kiedy rozmawiał z rodziną swojego chłopaka.
   - Och! Witaj Junmyeonnie! Jak się masz? - Głos babci Yifana jak zwykle był pełen ciepła dzięki czemu Jun niemal od razu się rozluźnił.
   - Dobrze. Właśnie wróciliśmy z zajęć. - Odparł, siadając na łóżku.
   - Niedługo wakacje, hmm? - Babcia Yifana starała się utrzymać przyjazną konwersację do momentu kiedy jej wnuczek będzie mógł podejść do telefonu.
   - No nareszcie. Już mam powoli dosyć. - Jun zaśmiał się nerwowo, poprawiając kosmyk opadających na czoło włosów. Miał nadzieję, że Yifan szybko wyjdzie z łazienki żeby go uratować od rozmowy z babcią Wu.
   - Macie jakieś plany?
   - Nie bardzo. Pewnie będziemy się po prostu lenić czy coś. - odparł, przyciskając ramieniem telefon do ucha, żeby móc ściągnąć buty.
   - A ja właśnie dzwonię w związku z wakacjami. Yifan zamierza wyjść z toalety? - spytała żartobliwie babcia Krisa, w momencie gdy drzwi od łazienki szeroko się otworzyły. Junmyeon gestem pokazał swojemu chłopakowi żeby się pospieszył i już po chwili telefon przejął Yifan.
   - Cześć babciu! To ja. - przywitał się, siadając na łóżku obok Junmyeona, który niemal od razu ułożył głowę na jego kolanach, po czym chwycił w dłonie telefon i zajął się jakąś grą.
   - Yifan! Słyszałam, że już macie dość nauki. - Ze słuchawki dało się słyszeć odgłosy kuchenne. Najwyraźniej pani Wu  właśnie coś gotowała.
   - A no wiesz jak to bywa... - odparł wymijająco Yifan, jednocześnie bawiąc się włosami Junmyeona.
   - No ale ja tutaj będę cię kochanie zagadywać, a pewnie masz jeszcze masę roboty, więc już przechodzę do sedna. - Babcia Yifana odłożyła łyżkę i kontynuowała. - Planujemy z dziadkiem wyjechać na dwa tygodnie i nie będzie miał kto pilnować mieszkania. Może chciałbyś wziąć Junmyeona na krótkie wakacje? Myślę, że zmiana otoczenia dobrze by wam zrobiła, a przy okazji my będziemy pewni, że nasz dom jest bezpieczny.
   - Mi pasuje. Dogadamy się później co do szczegółów, dobrze? - Yifan uśmiechnął się rozczulony, widząc Junmyeona, wtulającego się w poduszkę. Najwyraźniej znudziło mu się granie na telefonie.
   - Zadzwonię niedługo. - Pani Wu jeszcze przez chwile wciągała wnuczka w rozmowę, po czym pożegnała się i wróciła do gotowania.
   Yifan odłożył na łóżko telefon, po czym znów wplótł palce we włosy swojego chłopaka. Przez chwilę masował skórę jego głowy, po czym dźgnął delikatnie w policzek.
   - Jeśli pozwolisz mi się też położyć, powiem ci jak spędzimy wakacje. - zaproponował, wodząc delikatnie palcem wskazującym po nosie Junmyeona. Zaraz też jego prośba została spełniona i położył się obok swojego Krasnala.
   - No to mów. - Zażądał Jun, układając się na szerokiej piersi Yifana.
   - Jedziemy do Vancouver. Dziadkowie chcą żebyśmy popilnowali domu jak wyjadą na wakacje. - Yifan objął swojego chłopaka w pasie, przyciągając go tym samym jeszcze bliżej.
   - No to fajnie! Znów zobaczymy się z twoimi znajomymi, co? - Jun rozpromienił się na myśl o Henry'm i reszcie wesołej gromadki.
   - Ewentualnie w ogóle nie powiemy im, że będziemy w Vancouver i spędzimy ten czas sami. - Kris uśmiechnął się łobuzersko i udał, że nie zauważył rumieńca na twarzy Junmyeona.
   - Nie olałbyś znajomych jakbyś miał okazję się z nimi zobaczyć. - odburknął Jun, mocniej wtulając twarz w szeroką pierś swojego chłopaka.
   - Dla ciebie wszystko. - odparł Yifan, doskonale wiedząc jak oklepany tekst właśnie rzucił.
   - Ty nie byłeś czasem padnięty? - Junmyeon uniósł się na łokciu by spojrzeć na Krisa, który przecież jeszcze przed wejściem do akademika marudził jakie to straszne zakwasy ma. Jakoś mało możliwe żeby nagle mu się tak poprawiło. Poza tym chciał zmienić temat na jakiś bardziej neutralny, bo czuł jak palą go policzki.
   - A wiesz, że w sumie racja? Przydałby mi się porządny masaż, bo jutro nie wstanę. - Yifan zakrył ramieniem oczy i jęknął żałośnie dla lepszego efektu. Może w rzeczywistości nie miał aż takich zakwasów, żeby od razu leżeć na łóżku jak kłoda, ale zawsze było warto wybłagać dobry masaż od Junmyeona. Jego drobne dłonie były wręcz stworzone do takich rzeczy.
   - Nie uważasz, że mnie wykorzystujesz?  - Było to czysto retoryczne pytanie, bo Jun doskonale wiedział jaka będzie odpowiedź. Siadając po turecku, wywrócił oczami i o mało co nie parsknął śmiechem na widok Yifana układającego się wygodnie na brzuchu. - Jesteś ze mną tylko dla masażu po treningu, co? - spytał zaczepnie.
   - W sumie to bardzo możliwe. - wymruczał w poduszkę Yifan. Dłonie Junmyeona właśnie działały cuda na jego zesztywniałych ramionach. Przyjemne uciskanie drobnych palców  genialnie rozluźniało obolałe mięśnie i trzeba przyznać, że Yifan mógłby w tej chwili zasnąć. Niestety jego złośliwy Krasnal postanowił się zrewanżować i dźgnął go boleśnie między żebra.

***

   Junmyeon westchnął ciężko, układając kolejne ubrania w walizce. Koniec roku akademickiego nadszedł szybciej niż myślał i czas było się wynieść z akademika. Dodatkowo dziadkowie Yifana postanowili nie zwlekać i wyjechać na wakacje już w pierwszym wolnym terminie, w związku z czym Jun z Krisem wylatywali tuż po zakończeniu. Nie mieli nawet zbytnio czasu na powrót do domów, więc wszystkie ubrania brali ze sobą. Planowali wstąpić tylko po to żeby zostawić jakieś bardzo niepotrzebne rzeczy i musieli dalej ruszać na lotnisko.
   Żaden z nich nie miał ochoty na prawie dzień spędzony w podróży, ale nie mieli wyboru jeśli chcieli spędzić dwa tygodnie w Vancouver. Coś za coś. Warto jakoś przeboleć długą podróż.
   W domach przywitali się na szybko z rodzicami, zostawili niepotrzebne rzeczy, po czym ojciec Junmyeona podrzucił ich na lotnisko. Niby mogli pojechać samochodem Yifana, ale zostawienie go w okolicach lotniska na ponad dwa tygodnie nie było zbyt dobrym pomysłem.
   Do każdego z punktów na lotnisku jak zwykle były kolejki, ale taki już urok podróżowania. Najpierw trzeba się trochę nastać żeby później zrelaksować się w samolocie. Na szczęście szybko im to wszystko minęło.
   Przez większą część lotu Junmyeon spał wygodnie oparty o ramię Yifana, podczas gdy on był zaczytany w jedną z książek pożyczonych z Red Velvet. Najwyraźniej zaraził się od swojego chłopaka. No ale przecież sportowcy też mogą być molami książkowymi. Zwłaszcza w wakacje. Co prawda Yifan nie mógł sobie pozwolić na zbyt długie lenistwo, bo gdyby wyszedł z formy mogłoby się to kiepsko skończyć, jednak i jemu należy się trochę odpoczynku. Prawdopodobnie i tak skończy się na tym, że już od rana będzie biegał, jak to miał w zwyczaju już od roku. W końcu sport to zdrowie i jego przyszły zawód.
   Po długim locie pozostało im jeszcze tylko odebranie bagaży, kilka ostatnich odpraw i już mogli wypatrywać dziadka Yifana. W drodze do jednorodzinnego domku na obrzeżach miasta pan Wu opowiadał jak to jego żona denerwuje się tym całym wyjazdem. Podobno kobieta martwiła się czy aby na pewno chłopcy poradzą sobie sami w Vancouver i na nic zdało się przekonywanie, że przecież są młodymi, odpowiedzialnymi dorosłymi.
   Kiedy wreszcie dotarli na miejsce, obaj byli tak padnięci, że najchętniej po prostu by się położyli. Niestety czekał ich jeszcze szybki obiad z dziadkami. Może to okrutne, ale całe szczęście, że państwo Wu mieli tylko dwie godziny do własnego wyjazdu. Dzięki temu oszczędzili Yifanowi i Junmyeonowi zbędnego marudzenia. Chociaż babci Wu i tak udało się zarzucić ich poradami na temat domku i miasta, mimo że Yifan doskonale znał okolicę.
   - I pamiętajcie, że zapasowe klucze są pod wycieraczką, więc gdybyście zgubili jedne to nie ma problemu. - Babcia zabrała się za zmywanie naczyń mimo że młodsi oferowali się, że sami to zrobią. - I pamiętaj, w notesie na mojej szafce nocnej masz numer do cioci i reszty rodziny jakbyście potrzebowali. Ale w sumie co ja gadam. Poradzicie sobie. Co ja się stara tak denerwuję? - Babcia Yifana wytarła lekko drżące ręce w ścierkę i uśmiechnęła się ciepło do trójki mężczyzn.
   - Babciu nie zginiemy, a jak wrócisz dom będzie stał cały. - Yifan podniósł się z kuchennego krzesła i przytulił mocno babcię. Staruszka zdecydowanie za bardzo się przejmowała. W końcu akademik wciąż stał cały, więc nie było się co bać. - A ty masz się dobrze z dziadkiem bawić na wakacjach. - dodał, uśmiechając się ciepło.
   - Widzisz kochanie? Mówiłem żeby się nie martwić, bo obaj są już dojrzali i dadzą sobie radę. Nie po to proponowałaś im przyjazd, żeby teraz marudzić. - wyburczał senior, po czym podniósł się i powędrował do łazienki.
   - Niech pani się nie martwi. - poprosił do tej pory milczący Junmyeon. Jak zwykle czuł się speszony w obecności członków rodziny Yifana. Chyba tylko jego rodzice byli wyjątkiem, ale z nimi widział się jakby częściej niż z dziadkami czy innymi ciociami.
   Po niedługim czasie dziadek Yifana wyszedł z łazienki i zarządził wyjazd, więc babcia zabrała się za gorączkowe sprawdzanie czy aby na pewno wszystko mają. Oczywiście prawdopodobnie niczego nie brakowało, ale taka panika przedwyjazdowa nie była niczym niezwykłym. Dopadała większość ludzi. Mimo wszystko, dziadkowi wreszcie udało się wyciągnąć żonę z domu.
   - Miłych wakacji. - Yifan krzyknął z progu do siedzących w samochodzie dziadków. Stojący obok niego Junmyeon pomachał energicznie, uśmiechając się szeroko. W sumie warto było przemęczyć się tyle godzin w podróży jeśli miało się w perspektywie kilkanaście dni sam na sam z ukochaną osobą. Mimo że w sumie byli razem dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale tym razem mieli okazję pomieszkać w Vancouver. Zawsze to jakaś zmiana. Zwłaszcza, że do plaży mieli może dziesięć minut spacerkiem. Idealne miejsce na wakacje.
   - To co Krasnalu, zostaliśmy tylko ty i ja? - Yifan chwycił Junmyeona za rękę i wciągnął go do środka, zamykając za nimi drzwi.
   - Na to wychodzi. - Suho uśmiechnął się promiennie. 
   - Udanych wakacji. - Yifan pocałował czule swojego Krasnala, po czym uśmiechnął się łobuzersko. - Kto ostatni na plaży ten Baekhyun przed okresem! - krzyknął i pędem rzucił się do swojej walizki żeby wyciągnąć kąpielówki. Po tym było już tylko słychać zszokowany pół jęk-pół krzyk Junmyeona i spanikowane kroki. Najwyraźniej ich wspólne wakacje będzie można zaliczyć do aktywnych i to pod każdym względem.

*~*~*

Serdecznie witam nowych obserwatorów! ^^ Karola, Xiao Lu ♥, Aivilo Lee, SoRa Huang, Miku Nao 암, Kasumi Yamada ,zostańmy razem długo :P
Parę spraw:
1. Sorki za genialnie oryginalną nazwę kawiarni, ale musiałam xD Za bardzo polubiłam Red Velvet. No i pojawili się SM Rookies, których też lubię ;)
2. Wiem, że długo nic nie było, ale nawet ja czasem mam lenia i mały zastój twórczy xD Ale głównie lenia. Też mi się czasem należy chwila leżenia brzuchem do góry. :P
3.... hmm... czy mam coś jeszcze do napisania? xD Chyba tyle, że spróbuję jeszcze w wakacje dokończyć TAOA, a potem ruszymy z MCLS :D Nie przewiduję oneshota z okazji 2 lat bloga, bo nie mam kiedy tego napisać xD No ale liczy się, że skończę TAOA, nie? ^^


XOXO

26 komentarzy:

  1. Jejciu *-* Nawet nie wiesz jak bardzo czekałam na nowy rozdział :3
    Oj cudny jest ♥
    Yifan zawsze musi zawstydzać biednego Suho no ja nie wiem xD
    Uh, myślałam że z Chenem i Xiu będzie coś się działo a tu nic! ;-; Nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziona bo nie jestem, ale no wiesz.. taki tam Xiuchen na koniec byłby fajny :3
    Więc moje twierdzenie od paru rozdziałów, że ff skończy się tak a nie inaczej co raz bardziej się potwierdza, więc czekam tylko na ten ubłagany rozdział *-*
    Choć będzie mi ciężko się rozstać z tym opowiadaniem to wiem, że z nowym mnie nie zawiedziesz bo piszesz wspaniale :3
    Weny kochana~♥ ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejciu *-* jestem pierwsza :3 hihi ^-^

      Usuń
    2. No wiem, trochę mi zeszło heh
      Takie jego hobby xD
      Jeszcze nie wiesz co będzie na koniec hahahah no ale wiesz, ważniejsze jest KrisHo :P
      Hum... jakie to było twierdzenie? xD Smucik?
      Aw dziękuję <3
      Znam to uczucie bycia pierwszą hahaha jest mega :D

      Usuń
  2. Fajnie, że dodałaś rozdział, bo już zdążyłam się porządnie stęsknić za Twoim opowiadaniem. Brakowało mi Krisa i Krasnala. Widać, że chłopcy nadal czują się dobrze w swoim towarzystwie. I całe szczęście! Ich szkolna miłość rozwija się w dobrym kierunku. Kilka elementów się nie zmieniło, jak rumieńce na twarzy Suho, ale to może zostać na zawsze takie same. Kris na pewno nie pogardzi takim widokiem! Babcia wiedziała, jakich ochroniarzy zatrudnić. Chłopcy nie dość, że będę mogli spędzić ten czas w swoim towarzystwie to poza tym odwiedzą starych znajomych. Ale pewnie woleliby być tylko we dwoje! Mam nadzieję, że okażą się dojrzali i nie narobią żadnych szkód. Czekam na kolejny!
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już czas najwyższy było coś napisać. Sama też się za nimi stęskniłam i byłam mega szczęśliwa, że wreszcie mogłam coś o nich naskrobać ^^
      Oj Kris to nie pogardzi niczym, co jest związane z jego Krasnalem!
      Jedyne szkody jakie oni mogliby wyrządzić to chyba sprawić, że widzący ich przechodnie padliby na cukrzycę hahahhaaha :P

      Usuń
  3. Bardzo uroczy rozdział ^-^ nadal mam nadzieję, że xiuchenki się staną, umarłambym ze słodyczy :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cieszę się ^^ Zobaczymy jak to bd z XiuChenkami :P

      Usuń
  4. Slodki rozdzial jak zawsze^•^ Ja tam wierze w teorie baeka <33 Ze są razem ale to ukrywają albo bd <3 Ja wierze w xiuchen <3333 I czy bd cos jeszcze o HunHan bo cos Malo o nich:< Dobra nw co jeszcze napisać Ogólnie to Powodzenia i Weny<33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ^^
      A no Baekhyunowi czasem się teorie sprawdzają, więc może i tym razem? ^^
      W epilogu się coś pojawi, ale oni nie są głównym pairingiem, więc nie spodziewaj się za dużo ;)

      Usuń
  5. Uwielbiam jak zawsze! Tak długo czekałam :c Ale nie zamierzam narzekać! xD Biedny Jun, babcia go stresuje xD Krisho pozostawieni sami sobie w domku przy plaży :D Czuję, że to będzie piękne! :D "Kto ostatni ten Baekhyun, przed okresem! " Jebłam xD Jeju już czuję przedsmak pustki końca tego ff :c Naprawdę mocno się z nim zżyłam! Ale MCLS zapowiada się tak genialnie, że nie będę smutać, bo to pewnie zapełni przyszłą dziurę w moim sercu xD
    Nie no dzięki za rozdział i Hwaiting! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mmmwwwhyhyy~ się cieszę xDDD
      Obyśmy się nie myliły, bo ja też uważam, że wyszło pięknie hahahahaha
      A ja co mam powiedzieć? To moje takie ukochane dziecko, a tu kończę jego tworzenie xD
      Trzymam kciuki żeby MCLS było i mi i tobie równie bliskie co TAOA ^^
      Polecam się ^^

      Usuń
  6. Przybyłam! Internet strzelał mi fochy i jakimś cudem zdołałam przeczytać ten rozdział, ale z komentowaniem trochę zwlekałam, ugh. (po tym to już w ogóle nie mogłam włączyć czegokolwiek, więc) Ale trzeba, bo rozdział jest jak zwykle zajebisty. Już wyobrażam sobie co oni mogą robić w tym domu jeszcze sami, sialalala... xDD Ale ok, bo jeszcze smaczku sobie narobię i tyle z tego będzie. Gdzieś tam w tle wyczytałam Xiuchena. Przynajmniej tyle, że po tym pocałunku nie zaczęli się unikać. Najbardziej rozwaliły mnie teorię Baekhyuna. Ten to już w ogóle widzi wszystko w różowych barwach. A może ma rację...któż wie? Ale dobra, nie wiem, wszystko się okaże, albo zostawisz to w spokoju. Wiedz tylko, że rozdział jak zwykle fajny, etc, i czekam na kolejny. Więc weny i weny! Pozdrawiam serdecznie <3 – Miś Yogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te internety xD
      Weź, bo się rumienię *shy* xD
      A jakież to wyobrażenia? ;] Coś ciekawego? ;] xD
      Oj Baekkie już tak ma, że wymyśla różne rzeczy i jeszcze Junmyeona nimi zaraża xD
      Cieszę się, że się udał ^^

      Usuń
    2. Może lepiej zostawię to w mojej głowie xDD Moja WŁASNA wyobraźnia czasami mnie zaskakuje, więc...no. Wizji co nie miara, umm. Ale myślę, że nie ma w tym nic ciekawego xDD

      Usuń
  7. Przeczytałam dużo wcześniej ale dopiero teraz komentuje. Czekałam tak długo na kolejny rozdział TAOA, a w szczególności czekałam na rozdział gdzie pojawi się moje kochane KrisHo! ♥ Dużo, dużo, dużo miłości i czułości! ♥ To moje drugie opowiadanie, które mi się tak strasznie podoba, że nie chce jego końca. Z ostatnim rozdziałem będę cierpieć a zarazem się cieszyć ponieważ będę z niecierpliwością oczekiwać Twojego drugiego opowiadania. :)

    A co do nazwy kawiarni to sądzę, że pasuje a samo Red Velvet jako zespół też przypadł mi do gustu. :D

    Życzę Ci duuuuużo weny~! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko ;) Poczekaj na next - tam to dopiero miłości i czułości bd :P
      Czyli mam zaszczytne miejsce na podium! *.*
      Red Velvet są przesłodkie~ spazz na girlsband, bo moge xDDD

      Usuń
  8. W koncu <3 tyle czekania na rozdzial...ne...to bedzie smut w koncu? XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz się już za jakieś 2 godzinki :P

      Usuń
  9. Omo~! Unni uwielbiam cię ♥ Rozdział genialny jak zawsze.
    Pozdrawiam i duuuużo weny życzę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Cię uwielbiam! <3 *ściska*
      Dziękuję *.*

      Usuń
  10. Też polubiłam Red Velvet
    Chociaż na początku byłam dość sceptycznie do nich nastawiona xd
    Rozdział genialny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ich nie lubić ;) *Happiness wiecznie w słuchawkach*
      Dziękuję ^^

      Usuń
  11. Bardzo się liczy żebyś dokończyła TAOA! :D
    Rozdział dobry. :D (chyba nadużywam :D , ale tak wyglądam jak wchodzę na twojego bloga i zabieram się za lekturę, heh)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokończę xD Prędzej czy później :P
      Ja też nadużywam buciek ;) OMO MASZ TAKI PIĘKNY SZEROKI UŚMIECH HAHAHHAHAH ^^

      Usuń
  12. Teraz to chyba każdy narzeka na brak weny i lenistwo. Taa... xD
    Ciekawa jestem co oni będą ciekawego porabiać w tym Vancouver. Może w końcu do czegoś dojdzie ,a nie biedny Kris czeka, i czeka. :p Tak wiem, jestem zboczeńcem i mam cały czas nadzieję na chociaż skromną scenkę z nimi. :P
    W ogóle chyba wszystkie kobiety są takie przed wyjazdami, czy innymi rzeczami, które organizują, czy coś. Chcą być zawsze dokładne i chcieć mieć wszystko na domknięty guziczek. Mężczyźni to tam pewnie wiecznie wyrąbane, co będzie to będzie. Yolo i tak dalej, haha. xD
    Znowu sie co nieco powyjaśniało i znowu Krisho zabija swoje fanki przez nadmiar cukru i próchnicy xD Teraz widzę wszyscy faza na Red Velvet. :O W sumie ja jakoś nie wiem, nie jaram się nimi nie wiadomo jak. Czasem posłucham i na tym się kończy.... No cóż, dziś nie mam weny na pisanie komentarzy, ale liczy sie chociaż, że jakiś będzie. xD Weny i do następnego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale u mnie już minęło ^^
      A to się niedługo dowiesz ;] Każda z nas jest po części zboczeńcem ;) hahahha
      Ja tam szczerze mówiąc dopiero w samochodzie zaczynam się stresować xD Ale jak komórka jest to już gites :P
      Myślałaś, że tu Ci cukier skoczył? Zobaczymy co bd potem hahhaha
      A ja mam mega fazę na nie i SM Rookies :D Słodkie i troche nieporadne to wszystko takie ^^
      Całuski :*

      Usuń