I love you more than my Galaxy

   Ostatnie pożegnalne słowa, krzyk fanów, oklaski i łzy szczęścia. Nie ważne który raz występowali, zawsze któryś się rozklejał. Jeszcze tylko kilka ukłonów i zbiegli ze sceny. Oczywiście Baekhyun z Chanyeolem jak zwykle wrócili żeby ostatni raz przesłać fanom buziaki. Nie ważne czy byli bliżej dwudziestki czy trzydziestki - zawsze zachowywali się tak samo. To w sumie było całkiem miłe. Dawało pewnego rodzaju poczucie stabilności.
   Zaraz po tym jak cała jedenastka znalazła się za kulisami, do chłopców, a właściwie mężczyzn podbiegła masa asystentek i osób odpowiedzialnych za dźwięk, które zajęły się odpinaniem mikrofonów. Asystentki natomiast podawały członkom zespołu wodę tudzież ręczniki.
   Z hali dochodził głos menadżera EXO, który ogłaszał zwycięzców loterii. Szczęśliwcy mieli niepowtarzalną okazję wejść za kulisy i osobiście spotkać się z członkami zespołu. Co i rusz słychać było okrzyki radości bądź zawodu. Menadżer starał się jak mógł przekrzyczeć tłum fanów, ale było coraz ciężej.
   Za kulisami członkowie zespołu powoli rozchodzili się do różnych pokojów lub po prostu siadali w korytarzach, chcąc złapać oddech zanim grupa podekscytowanych fanów dostanie się za kulisy. Niektórzy już zdążyli się przebrać i zająć sobą. Jedynie lider sprawdzał czy wszystko jest na swoim miejscu i dopiero kiedy upewnił się, że nikomu niczego nie potrzeba, opadł na kanapę w garderobie. Całe szczęście nikogo tam aktualnie nie było.
   Uśmiechnął się do siebie delikatnie i ściągnął przez głowę ciemną, luźną koszulkę. Narzucił na siebie swoje zwykłe ubrania i kątem oka zerknął w lustro. Patrzył na dwudziestoośmioletniego mężczyznę z ciemnymi, opadającymi na czoło włosami. Wyglądał na zmęczonego, ale szczęśliwego. W końcu dziś były jego urodziny. Pierwszy raz od czterech lat znów mógł świętować je na koncercie. Z jednej strony czuł się ogromnie wdzięczny i gdyby chociaż miał siłę, skakałby ze szczęścia. Każdy medal ma jednak dwie strony, a świętowanie urodzin z fanami niosło ze sobą też przykre wspomnienia. No ale nie chciał w tej chwili o tym myśleć, więc po prostu oparł się wygodnie i odetchnął głęboko. Czuł ból w zmęczonych mięśniach i najchętniej po prostu by zasnął, ale wiedział, że jeszcze nie pora.
   Chwycił butelkę wody i opróżnił ją do połowy. Powinien przypomnieć reszcie zespołu, że muszą zjeść coś porządnego i najlepiej łyknąć witaminy, ale nie miał teraz na to siły. W samochodzie to zrobi.
   Parsknął słabym śmiechem, kiedy zdał sobie sprawę, że tak na dobrą sprawę cały czas myślał o wszystkich dookoła. Od debiutu praktycznie nic się nie zmieniło. Może poza tym, że zamiast dwunastu było ich jedenastu i trochę się zestarzeli. O ile grupę młodych mężczyzn przed trzydziestką można tak określić. Zwłaszcza, że Sehun niedawno skończył dopiero dwadzieścia cztery lata.
   Ktoś zapukał cicho w drzwi i Junmyeon od razu przybrał swój firmowy słodki uśmiech, po czym spojrzał ciepło na chłopaka, a może nawet już mężczyznę, stojącego w drzwiach. Najwyraźniej był jednym z fanów, którzy wygrali wejście za kulisy. Junmyeon musiał przyznać, że spodziewał się raczej piszczących nastolatek, więc spokojny, wysoki brunet był miłą odmianą. Nie to żeby Jun ich nie lubił! Był po prostu tak wyczerpany, że najchętniej po prostu zasnąłby na tej kanapie.
   - Umm... Hej! Mógłbyś może to podpisać? - Brunet wyciągnął w stronę Junmyeona kwadratowe pudełeczko z nadrukowanym srebrnym labiryntem EXO. Lider zdziwił się, widząc ich stary mini-album. Już dawno nie podpisywał się na "Overdose".
   - Jasne. - Junmyeon sięgnął po mazak i starał się zignorować dziwne uczucie, które wywołał w nim głęboki głos nieznajomego. - Napiszę dla ciebie parę słów, skoro już przyszedłeś na nasz koncert, hmm? - Lider uśmiechnął się ciepło i starał się jakoś ukryć wyczerpanie. W końcu fani powinni widzieć ich raczej w dobrej kondycji. Nie było potrzeby ich martwić ani nic z tych rzeczy.
   - Po tych wszystkich latach ani trochę się nie zmieniłeś... - stwierdził mężczyzna, czym nieco zbił Suho z tropu. Raczej nie przystało nieznajomemu zwracać się nieformalnie do idola. Dodatkowo jego głos brzmiał dziwnie znajomo, ale lider wolał się w to nie zagłębiać.
   - Wiesz... Twój głos przypomina mi o starym członku EXO. - mruknął, kończąc pisać krótką wiadomość do fana. Nie planował tego powiedzieć, ale tak już jakoś mu się wymsknęło.            
   - Cieszę się, że tak jest. -  Mężczyzna uśmiechnął się smutno.
   - Proszę. - Junmyeon podniósł wzrok na fana, podając mu album. Coś w jego wnętrzu wykonało gwałtowne salto, a serce zaczęło bić dwa razy mocniej. Zaczął żałować, że nie przyjrzał się mężczyźnie od razu.
   - Tęskniłem. - Wysoki brunet westchnął ciężko, wpatrując się w rozszerzone oczy Junmyeona. Wiedział, że lider go rozpoznał, bo miał rozdziawioną buzię i wyraz niedowierzania wypisany na twarzy. Wyglądał jakby zobaczył ducha, co szczerze mówiąc niewiele mijało się z prawdą.
   - Kris... - wyszeptał zszokowany. Nie wierzył własnym oczom.
   - Właściwie to już dawno nie używam tego imienia. - odparł, wzruszając ramionami. Jego nonszalancja sprawiła, że Junmyeona zalała fala gniewu. W jednej chwili przypomniał sobie co musiał przechodzić razem z zespołem po odejściu Yifana. Mordercze treningi i poprawki na ostatnią chwilę. Wszystko byleby tylko zagrali koncert. Myślał, że po czterech latach ta wściekłość zniknęła, ale okazało się, że stare rany jeszcze się nie zabliźniły.
   - Powinieneś chyba wyjść. - Junmyeon patrzył prosto w oczy starego przyjaciela, jednocześnie zaciskając dłonie w pięści. - Nie życzę sobie żebyś pokazywał się któremukolwiek z chłopaków. - dodał chłodno.
   - Junmyeon... - zaczął Yifan, ale przerwał mu stanowczy gest lidera.
   - Jestem wściekły, więc bądź tak miły i chociaż raz w życiu mnie posłuchaj.
   Przez chwilę obaj mierzyli się spojrzeniami, po czym Junmyeon spuścił wzrok. Może to i dziecinne, ale poczuł łzy wściekłości cisnące mu się do oczu, a jednocześnie jakaś drobniutka jego część cieszyła się, że widzi Yifana w jednym kawałku. Szkoda tylko, że była za mała i przyćmiła ją wściekłość.
   - W takim razie... wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Jun. - Yifan spojrzał niepewnie na drobną postać na kanapie i westchnął ciężko. Nie tak to sobie wyobrażał. Wreszcie zarzucił na głowę kaptur i nie zastanawiając się dłużej, wyszedł.
   Jedynym śladem po niespodziewanym spotkaniu był podpisany album, który wychodząc, położył na jednej z toaletek.

***

   Junmyeon opadł zmęczony na łóżko. Wczoraj z powodzeniem zakończyli swoją kolejną trasę koncertową. Oczywiście nie obyło się bez imprezy zorganizowanej przez wytwórnię i właśnie dlatego dopiero nad ranem mógł wreszcie wrócić do dormu. Co najdziwniejsze wcale nie mógł zasnąć. Całe szczęście, że Sehun i Tao odpadli na kanapie, a Kyungsoo jeszcze nie wrócił z wytwórni. Dzięki temu Junmyeon bez przeszkód mógł zapalić światło. Kiedy wracał do łóżka, przypomniało mu się o paru pamiątkach, które chował na dnie szafy, więc przykucnął przy niej i spróbował na oślep sięgnąć z pomiędzy stosu starych ubrań niewielki worek. Przez przypadek natrafił na coś, co w dotyku przypominało niewielkie pudełko o dość śliskiej powierzchni. Zmarszczył brwi, intensywnie zastanawiając się nad tym, co to może być, po czym po prostu postanowił wyciągnąć tajemniczy przedmiot.
   Jego serce nagle przyspieszyło, kiedy zobaczył podpisany przez siebie stary minialbum. Blokowane do tej pory wspomnienia sprzed miesiąca wróciły i Junmyeon wziął głęboki wdech, by jakoś się uspokoić. Nie chciał znowu się denerwować. W sumie było mu łatwiej, kiedy nie było przy nim Yifana.
   Usiadł na łóżku, trzymając kurczowo album i gwałtownie wypuścił powietrze przez nos. Nagły impuls zmusił go do otwarcia pudełka, w które opakowana była płyta. Bezmyślnie przeglądał kolejne zdjęcia, czując jak wściekłość zastępuje żal i smutek. Wciąż nie rozumiał co się stało i dlaczego sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Nie miał pojęcia dlaczego jego przyjaciel jeszcze z czasów trainee pewnego dnia zniknął bez słowa, a w mediach aż huczało od wieści o wytoczonym przeciw SM pozwie.
   Opadł na poduszkę i odrzucił album gdzieś na bok, a wtedy zauważył, że spomiędzy stron książeczki z sesją wypadła mała, żółta karteczka, na której było coś wyjątkowo niechlujnie napisane. W pierwszej chwili chciał to zignorować, ale ciekawość wzięła górę. Usiadł na łóżku i sięgnął karteczkę, po czym uważnie ją przeczytał.
  
   Nic nigdy nie zastąpi straconego towarzysza. Nie można stworzyć sobie starych przyjaźni.
"Mały Książę" Antoine de Saint-Exupery

   Junmyeon przymknął powieki i odetchnął głęboko. Yifan doskonale wiedział co robi, pisząc cytat z ulubionej książki starego przyjaciela. Musiał zdawać sobie sprawę, że to przemówi do niego jak nic innego.
   Lider ścisnął kciukiem i palcem wskazującym nasadę nosa, po czym odetchnął głęboko. Numer telefonu, który był naskrobany na odwrocie sprawiał, że czuł się niespokojny. Był zbyt zmęczony psychicznie, by myśleć racjonalnie. Może to i dobrze, bo dzięki temu, złapał w dłoń telefon i wystukał krótkie 'Dlaczego?' na podany numer. Nie bardzo wiedział, co nim kierowało, ale nie żałował. Może jeśli wreszcie dowie się o co chodziło cztery lata temu jakoś mu ulży? Może wreszcie pozbędzie się gniewu i żalu? Może wreszcie spróbuje przebaczyć?
   Odpowiedź przyszła niespodziewanie szybko. Junmyeon miał wrażenie, że Kris doskonale wiedział, że już w pierwszej wiadomości padnie to pytanie. Ewentualnie wciąż miał jego prywatny numer i to dlatego wiedział kto do niego napisał. W każdym razie odpowiedź jaka przyszła była w sumie do przewidzenia. 'To nie rozmowa na sms-y.'
   Junmyeon odetchnął głęboko. Postanowił chwilowo olać sprawę i po prostu spróbować zasnąć. Może rano, kiedy będzie w stanie jaśniej myśleć uda mu się coś z tym zrobić. Może niepotrzebnie w ogóle zaczynał ten temat? Chociaż najdziwniejsze było to, że w głębi duszy wiedział iż wcale nie żałuje. Może to najwyższy czas uporządkować stare sprawy?

***

   - Dzień dobry wszystkim! - zawołał od progu Junmyeon. Z kuchni dochodziły kuszące zapachy. Najwyraźniej któryś z chłopców postanowił uszykować śniadanie skoro już mieli wolny dzień, co oczywiście zdarzało się bardzo rzadko. Tym razem wyjątkowo z okazji zakończenia kolejnej już trasy koncertowej.
   - Hej hyung! - zawołał siedzący przy stole Sehun. Właśnie razem z Tao obserwowali jak Luhan w mgnieniu oka układa kostkę Rubika.
   - Cześć eomma! - mruknął Tao, z zafascynowaniem przyglądając się kostce.
   - Dawno tak na mnie nie mówiłeś. - Junmyeon potargał czule włosy młodszego, po czym zwrócił się do Chanyeola i Jongdae, którzy byli odpowiedzialni za kuszące zapachy. - Co tam dobrego robicie? - spytał zaciekawiony, starając się zajrzeć Chenowi przez ramię. Niemal natychmiast został odepchnięty i usadzony na krześle przy stole.
   - Nie podglądaj. - rozkazał Jongdae, uśmiechając się uroczo, po czym wrócił do poprzedniego zajęcia.
   - Nam też nie dali podejrzeć. - Luhan odłożył na bok kostkę, którą od razu porwał Tao, a że Sehun też chciał się nią pobawić, zaczęli się ganiać po dormie. - Nasi maknae z wiekiem robią się coraz bardziej dziecinni, nie uważasz? - spytał Luhan, imitując głos starej kobiety, co wywołało śmiech czwórki młodych mężczyzn w kuchni.
   - Przestań, bo mam wrażenie, że się starzeję. - Junmyeon oparł brodę na dłoni i spojrzał poważnie na kolegę z zespołu. Już nie chodziło o wiek, bo to nieuniknione. Bardziej męczył go fakt, że spełniając jedno marzenie poświęca masę innych ważnych rzeczy jak chociażby miłość. Nie był pewien czy kiedykolwiek się zakochał, ale może to i lepiej? Człowiek mniej tęskni za tym, czego nigdy nie miał.
   - Pociesz się tym, że Minseokkie jest starszy. - zażartował Luhan i nagle wyprostował się na krześle i zaśmiał nerwowo. - O wilku mowa.
   - Junmyeon-ah, chyba dostałeś sms-a. - Najstarszy z zespołu wszedł właśnie do kuchni i podał liderowi telefon.  Suho przeczytał szybko wiadomość i zagryzł wargi, zastanawiając się nad odpowiedzią.

   Od: Yifan
   'Musisz być odpowiedzialny za to co oswoiłeś.' - facet, który pisał tę książkę miał rację. Pozwól mi wziąć na siebie tę odpowiedzialność.

   - Co tam masz Junmyeonnie? - spytał zaciekawiony Luhan, jednak zanim zdążył wyciągnąć rękę po telefon, lider schował go do kieszeni spodni i uśmiechnął się sztucznie.
   - Nic takiego. To wiesz... jakieś tam wiadomości z sieci. Piszą, że jest jakaś promocja na abonament. - odparł szybko Suho i wstał od stołu, usprawiedliwiając się wyjściem do łazienki.
   Zamknął za sobą drzwi, opuścił deskę i usiadł na sedesie, po czym wyciągnął z kieszeni telefon. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się co odpisać Yifanowi. Wiedział, że nie powinien nic mówić członkom zespołu. Przynajmniej na razie, a jeśli już to każdemu z osobna, bo w grupie mogłoby być nieciekawie. Zresztą, powinni się teraz zrelaksować, a nie przejmować dawnymi problemami.
  
   Do: Yifan
   Skąd mam mieć pewność, że znów nie znudzisz się tą odpowiedzialnością?
   Od: Yifan
   Minęły cztery lata. Chcę naprawić to, co spieprzyłem.
   Do: Yifan
   'Nie przeciągaj pożegnania, bo to męczące. Zdecydowałeś się odejść, to idź.' - nie uważasz, że tak powinno być?
   Od: Yifan
   'Kolce nie służą do niczego. To tylko złośliwość kwiatów.'  - nie bądź niemiły. Chcesz wiedzieć co się stało to ci powiem. Spotkajmy się.

   Junmyeon westchnął ciężko. Miał dziwne przeczucie, że Yifan siedzi teraz z "Małym Księciem" na kolanach i szuka cytatów, ale nie to było w tej chwili najważniejsze. Musiał zdecydować. Gdyby nie ta cholerna ciekawość nawet by się nie zastanawiał - z miejsca by odmówił. Sęk w tym, że chciał się wreszcie dowiedzieć dlaczego stało się tak, a nie inaczej. W końcu z ciężkim sercem odpisał.

   Do: Yifan
   Gdzie i kiedy?
   Od: Yifan
   Park przy rzece Han o 20.

   Lider uniósł brwi, widząc odpowiedź starego członka zespołu. Yifan naprawdę chciał spotkać się w miejscu, w którym spędzali najwięcej wolnego czasu jako zespół? To wszystko sprawiało wrażenie dziwnej ułudy. Tak jakby Yifan nigdy nie odszedł i po skończonym grafiku chciał wyjść z kumplem na kosza albo coś. Tak jak to było kiedyś. Szkoda tylko, że to było jedynie złudne wrażenie.
   Nie chcąc dłużej zajmować niepotrzebnie łazienki, Junmyeon wrócił do kuchni. Nie odzywając się zbyt wiele, zjadł z członkami zespołu śniadanie, po czym wsiadł w samochód i pojechał do wytwórni. Może i miał dzień wolny, ale kilka spraw musiało zostać załatwionych. Zanim się obejrzał, minął cały ranek, a także popołudnie i zbliżała się dziewiętnasta. Wyciągnął z lodówki jakąś przekąskę i zimną kawę, po czym włożył coś wygodniejszego. Oczywiście nie mógł zapomnieć o bluzie z kapturem, inaczej fanki od razu by go rozpoznały. Dobrze chociaż, że park był raczej słabo oświetlony.
   Na szczęście pod dormem było spokojnie, więc bez większych problemów się wydostał. Naciągnął na głowę kaptur, schował dłonie w kieszenie szarej bluzy i pochylony ruszył w stronę parku. Kiedy dotarł na miejsce, zorientował się, że nie umówił się z Yifanem w jakimś konkretnym miejscu, ale postanowił się tym nie przejmować. W końcu to nie jemu tak bardzo zależało na spotkaniu. Najwyżej potraktuje to wyjście jako zwykły spacer.
   Odetchnął głęboko, nieco świeższym powietrzem i przymknął oczy, rozkoszując się odgłosami parku. Gdzieś w tle słychać było przejeżdżające samochody. Na boisku grupa młodych chłopców grała w koszykówkę, ktoś przebiegł koło Junmyeona z psem, a jeszcze parę innych osób przemknęło na rowerach. Musiał przyznać, że brakowało mu tego. Tęsknił za odgłosami nocnego Seulu. Miał wrażenie, że czułby się nie na miejscu, gdyby w tle nie było słychać szumu samochodów, czy rozmów nieznajomych.
   Automatycznie zawędrował nad brzeg rzeki Han. Przysiadł na miękkiej trawie i oparł brodę na kolanach. Wpatrzył się w przeciwległy brzeg rzeki, uśmiechając się delikatnie. Jakiś pies ujadał wściekle, zagłuszając uspokajający odgłos płynącej wody. Gdzieś w mieście wyły syreny karetki, w parku roznosił się odgłos odbijanej o tartan piłki. To wszystko wydawało się być tak idealnie pospolite... Tak jakby Junmyeon znów był tym upartym trainee. Do tej pory nie wiedział jak udało mu się wytrwać przez siedem lat morderczego treningu. Oczywiście nie żałował, że się na to zdecydował. W końcu dzięki temu spełniło się jego marzenie!
   - Jak za czasów trainee, co Jun? - głęboki głos wyrwał Junmyeona z zamyślenia. Mężczyzna spojrzał przestraszony w bok i zauważył wysoką postać w luźnej, ciemnej bluzie. - Pamiętam jak tu przychodziliśmy po treningach. Kupowaliśmy te kiełbaski na patykach i siedzieliśmy do późna na brzegu... Piękne czasy. - Yifan westchnął smutno, siadając koło Junmyeona. Spojrzał niepewnie na dawnego przyjaciela, zagryzając wargi. Nie wiedział jakiej reakcji powinien się spodziewać.
   - Chciałbym powiedzieć teraz wiele rzeczy... - odparł po chwili Junmyeon, patrząc przed siebie. Odetchnął głęboko. - Ale wypominanie czegoś, o czym prawdopodobnie nie mam pojęcia, nie ma sensu.
   Yifan uśmiechnął się kwaśno. Wiedział, że Junmyeon chowa w sobie urazę, pomimo względnie grzecznych słów. W sumie tego się spodziewał. Tylko dlaczego to wywoływało tak wielkie poczucie winy? Minęło tyle lat... Nagle jedno spotkanie sprawiło, że wszystko wypłynęło na powierzchnię.
   - Nie krępuj się. Wiem, że jesteś wściekły. - Yifan westchnął ciężko. Poważnych rozmowy nie były jego mocną stroną, ale czas dojrzeć i uporać się z własnymi błędami. - Nienawidzisz mnie...? - zdanie zabrzmiało bardziej jak niepewne pytanie, za co przeklął się w myślach.
   - To zbyt mocne stwierdzenie. Bardziej mam do ciebie żal. - Junmyeon starał się jak mógł by nie patrzeć na starego przyjaciela. Chciał zachować między nimi jakiś dystans. Byleby tylko nie dać się ponieść emocjom. Wtedy jakoś to przetrwa.
   Pomiędzy dwójką mężczyzn zapadła cisza. O dziwo żaden z nich nie czuł się niezręcznie. Wpatrywali się w rzekę Han, każdy zagubiony we własnych myślach. Spotkanie nie było proste dla żadnego z nich, ale nie mieli teraz możliwości wycofania się. Musieli brnąć w to, co zaczęli. Rozdrapywanie starych ran mogło nie być przyjemne, ale kiedy dobrze się o nie zadbało, szybciej się leczyły i dobrze zabliźniały.
   - Odszedłem dla kasy. - mruknął Yifan. Przeniósł wzrok na starego przyjaciela, badając jego reakcję, Miał wrażenie, że serce mu pęka, gdy widział ten sam spokojny wyraz twarzy. Junmyeon jedynie przymknął powieki, co było znakiem, że stara się poskromić emocje. - Nawet dostałem jakąś propozycję filmową, ale okazało się, że aktorstwo to też nie moja bajka. Wyszło na to, że zrezygnowałem i chciałem zniknąć z show biznesu. Przez pierwszy rok było to dość trudne, bo wasze fanki praktycznie śledziły każdy mój krok, jednak z każdym tygodniem ich zainteresowanie malało i po pewnym czasie o mnie zapomniały. Stałem się kolejnym szarym człowiekiem i myślę, że tego właśnie potrzebowałem...
   - Samolubny dupek. - Junmyeon prychnął cicho. Miał się nie unosić i nie wypominać Yifanowi tego wszystkiego co spowodował, ale musiał się jakoś pozbyć duszących go negatywnych emocji. Poza tym stwierdzenie 'wasze fanki' ugodziło w czuły punkt. To tak jakby Yifan nigdy nie był częścią EXO, jakby nigdy nie byli blisko. - Tak trudno było dać znać, że coś jest nie tak?
   - Byłoby mi trudniej.
   - No tak, tobie byłoby trudniej... - Junmyeon wreszcie spojrzał w twarz starego przyjaciela. W jego oczach widać było smutek i stare krzywdy. - Nie ważne, że nam też było trudno, co?
   - Wiesz, że to nie o to chodzi... - Yifan spuścił wzrok. Czuł się jak dzieciak, dostający burę od matki. Jednak Junmyeon w ogóle się nie zmienił.
   - A o co w takim razie? Oświeć mnie, bo naprawdę mogłeś nie robić z tego takiej szopki i odejść w pokojowej atmosferze, jeśli tego właśnie chciałeś. Nikt nie zmuszał cię do bycia w EXO. - Junmyeon zacisnął mocno szczęki, odwracając wzrok. Nie chciał, żeby spotkanie skończyło się kłótnią. Przecież nie po to tu przyszedł. Jednak mimo wszystko było mu ciężko powstrzymać się od wykrzyczenia wszystkiego co leżało mu na sercu. Dopiero teraz odżyły stare przeżycia. Czuł się wtedy oszukany, porzucony i niechciany. Wściekłość wciąż nie pozwalała mu do końca zrozumieć Yifana.
   - Ja... nie wiem do końca. Chciałem więcej zarabiać, ale ten cały syf stworzyły media. Nie twierdzę, że sam się do tego nie przyczyniłem, ale to oni zaczęli wymyślać plotki o mojej chorobie. Żeby chociaż wyniki rzeczywiście były moje... Nawet nie wiem kim trzeba być żeby sfałszować coś takiego. - Yifan wiedział, że próbuje się tłumaczyć, więc przerwał i odetchnął głęboko. - W sumie to chyba podświadomie chciałem po prostu odejść, wiesz? Ten cały szum wokół idoli hallyu... presja, treningi, chore fanki i wmawianie ci, że sypiasz z każdym z zespołu... to było za wiele. Podziwiam każdego z was, że wytrwaliście tak długo. Ja po prostu byłem za słaby. - Niepewnie spojrzał na siedzącego po turecku Junmyeona. Czuł, że jego gadanie nie ma większego sensu, a jedyne słowo, które mogłoby coś zmienić tkwi na końcu języka. Musiał tylko zmusić się do wypowiedzenia go. - Junmyeon słuchaj... ja przepraszam. - westchnął ciężko i kontynuował. - Przepraszam, że to tak wyszło. Nie dbałem o to, co oswoiłem, a powinienem.
    - Używanie cytatów z 'Małego Księcia' wcale ci nie może. - mruknął cicho Junmyeon. Mimo wszystko w głębi duszy musiał przyznać, że w pewien sposób doceniał wysiłek Yifana. Zwłaszcza, że jego stary przyjaciel nie był wielkim fanem tej książki, a mimo wszystko przeczytał ją żeby choć trochę go udobruchać.
   - Miałem nadzieję, że trochę zmiękniesz. - Yifan wysilił się na drobny żart dla rozluźnienia atmosfery, ale niemal od razu tego pożałował, kiedy Junmyeon posłał mu mordercze spojrzenie. - Nie ważne...

***

   Budzik rozdzwonił się wściekle tuż przy uchu Suho, przez co mężczyzna o mało nie spadł z łóżka. Teoretycznie powinien już się do tego przyzwyczaić, ale jakoś za każdym razem reagował tak samo. Co dziwne, mimo krótkiego jak zwykle snu, był wyspany. W sumie jakby się nad tym zastanowić to od kilku dni rzeczywiście czuł się bardziej wypoczęty. Przeczuwał, że to może mieć coś wspólnego z rozmową z Yifanem. W końcu zrzucił z barków pewien ciężar, więc można się było spodziewać, że jego kondycja psychiczna nieco się poprawi, a co za tym idzie, będzie miał spokojniejszy sen.
   Niechętnie zwlekł się z łóżka i powlókł się do garderoby, gdzie wpadł na Laya i Minseoka, którzy na wpół przytomni wkładali jakieś dresy do sportowych toreb i przy okazji wciągali na siebie ciuchy, które jako tako do siebie pasowały. Po chwili dotarł do nich dźwięk otwieranych drzwi łazienki, więc poczłapali tam by umyć zęby, ogolić się i zająć codziennym myciem, przecieraniem i smarowaniem ich bezcennych twarzy. Tak to już jest jak chciało się być osobą publiczną. Twarz stawała się nagle najważniejszym towarem i trzeba było o nią szczególnie dbać, a to wiązało się z codziennym żmudnym procesem golenia, mycia, tarcia, masowania, wklepywania i smarowania. Do tego potraktowanie przesuszonych włosów jakimiś olejkami, których kazały im używać stylistki i byli prawie gotowi do wyjścia. Jeszcze tylko zebrać wszystkie potrzebne rzeczy, odliczyć członków zespołu i mogli wsiadać do vanów.
   Aktualnie przygotowywali się do nowego już comeback'u, co wiązało się z dodatkowymi pokładami ciężkiej pracy. Mimo że dopiero co skończyli trasę koncertową, data wydania nowej płyty już została ogłoszona. Zostały im niespełna trzy tygodnie do występu w pierwszym programie muzycznym, więc musieli się sprężyć, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zwłaszcza, że ostatni tydzień przed comeback'iem będzie praktycznie piekłem. Biorąc pod uwagę fakt, że mniej więcej wtedy fanki zaczynały wykazywały się wzmożonym zainteresowaniem ich fryzurami i czatowały na nich na każdym kroku żeby tylko zrobić najlepsze zdjęcie, nie miało być lekko. Zdecydowanie lepsze były tygodnie, podczas których trenowali układ i swoje partie wokalne.
   Menadżer poinformował ich, że już w przyszłym tygodniu zaczną ukazywać się ich pojedyncze zdjęcia, zaczynając od najstarszych członków, a potem wydadzą zapowiedź teledysku, który będą nagrywać od jutra, bo tym razem po dzisiejszym wieczornym treningu stylistki zajmą się ich włosami. Oznaczało to ni mniej, ni więcej tyle, że nadszedł czas na ukrywanie głów pod kapturami i wszelkiego rodzaju czapkami. Dobrze, że większość z nich miała już na głowie praktycznie wszystko, więc nie było możliwości żeby dziewczyny ze staff'u czymś ich zadziwiły. Chyba...
   Junmyeon siorbnął głośno kawę, którą przytaszczył im menadżer i bezmyślnie szwendał się po internecie. Uśmiechnął się, widząc wszystkie komentarze, zdradzające podekscytowanie fanów nowym albumem. Do tego wyskoczyło mu powiadomienie z aplikacji Instagramu. To Tao dodał nowe zdjęcie. Jeśli Jun dobrze kojarzył, maknae zrobił je na ostatniej próbie.
   Kiedy dojechali pod wytwórnię, przywitał ich pisk fanek i kilku goryli, którzy mieli ich odeskortować do budynku. Dobrze, że po aferze z psycho- fanką Luhana SM wreszcie zdecydowało się załatwić im ochroniarzy. Od tego czasu ilość incydentów z sasaengami diametralnie zmalała, a do tego na lotniskach też łatwiej im się poruszało. Nawet jeśli początkowo dość niedelikatni goryle wywołali powszechne oburzenie fanów, tak po czasie możnaby powiedzieć, że wytwórni udało się wychować fandom. Teraz dziewczyny starały się zachowywać jak przystało na cywilizowanych fanów i skupiały się bardziej na wspieraniu idoli niż na chodzeniu za nimi do toalet.
   Suho odetchnął głęboko, po czym przybrał na twarz swój firmowy uśmiech i zarzucił na głowę kaptur. Chwycił swoją torbę sportową i kiwnął na resztę mężczyzn w vanie, sygnalizując, że czas się przemieścić. Nawet jeśli fanki nauczyły się względnie nad sobą panować, wszechogarniający pisk i wyciągane przed siebie telefony wciąż były stresujące. Tak czy siak było lepiej niż kiedyś i te wszystkie dziewczyny przestały krzywdzić siebie nawzajem. Potrafiły ustawić się w rzędzie i nie pchać. Zawsze to bezpieczniejszy sposób na nagrywanie każdego kroku swojego idola.
   Mężczyźni przedostali się do budynku wytwórni w eskorcie ochroniarzy i menadżera. Zewsząd otoczyły ich wyznania miłości i tego typu rzeczy. Oczywiście było to miłe, ale z rana kiedy jeszcze nie wszyscy byli do końca rozbudzeni, potrafiło przysporzyć o porządny ból głowy.
   Ranek minął im dość przeciętnie, zważywszy na kilkugodzinne treningi wokalne i inne tego typu sprawy. Potem, jak to zwykle bywało, razem z resztą artystów i choreografów, tudzież nauczycieli śpiewu, udali się do bufetu, gdzie wreszcie mogli coś zjeść. Rzadko kiedy spędzali tę przerwę całą jedenastką. Kai najczęściej siadał z SHINee, którzy mimo wieku stawali się chyba coraz głośniejsi i nieobliczalni. Sehun i Tao zwykle siadali z kilkoma tegorocznymi debiutantami, spora część zespołu zajmowała stolik z dziewczynami z Girls' Generation, tudzież f(x), bądź tego najnowszego zespołu, którego nazwy aktualnie Junmyeon nie był w stanie sobie przypomnieć. On sam natomiast często spędzał czas z Yixingiem i kilkoma członkami Super Junior.
   To nie tak, że w zespole były jakieś poważne napięcia czy coś. Nic z tych rzeczy. Po prostu mężczyźni spędzali ze sobą tyle czasu, że czasem potrzebowali odmiany czy nowych twarzy. Do tego właśnie służyły wspólne posiłki w SM Entertainment. Ktoś, kto to wymyślił musiał być chyba geniuszem.
   - No chłopaki! Niedługo kolejny comeback, co? - Kyuhyun wskazał pałeczką na siedzącego przed nim Junmyeona i uśmiechnął się ciepło. - Który to już?
   - Weź przestań. - Yixing machnął wolną ręką i władował dobie do buzi potężną porcję ryżu.
   - Macie kiedyś zamiar wrócić na EXO Planet? - Donghae parsknął śmiechem, najwyraźniej zadowolony ze swojego genialnego żartu, po czym kontynuował dogryzanie członkom EXO.
   Junmyeon jednak już go nie słuchał. Wrócił myślami do momentu ich debiutu, kiedy wciąż byli na scenie jako dwunastka. Wcale nie chciał znów tego rozpamiętywać, ale nie był w stanie zatrzymać napływających obrazów. To były bez wątpienia piękne czasy. Po odejściu Krisa przechodzili przez trudny okres, ale po roku wszystko się ustabilizowało i Junmyeon nie mógł powiedzieć, że było gorzej czy coś w tym stylu. Było po prostu inaczej, ale równie genialnie jak wcześniej.
   Aż do momentu kiedy znów spotkał Krisa, starał się nie rozpamiętywać przeszłości. Teraz też robił co mógł, by nie wnikać co mógł kiedykolwiek zrobić lepiej. To nigdy nie prowadziło do niczego dobrego.
   Kolejna seria ćwiczeń, przerwa na obiad, a także popołudniowy trening minęły całemu zespołowi bez zbędnych problemów. Układ do singla był dopracowany jak chyba jeszcze żaden inny, wokal czy też rap każdego z członków, nienaganny, a stroje, które zaprezentowały im stylistki ciekawe i wnoszące do comebacku coś świeżego. Tym razem wytwórnia nie postawiła na garnitury, które między sobą różniły się jedynie detalami, czy też jednakowe mundurki. Dla każdego członka EXO przygotowany był jego własny, unikalny zbiór strojów z jakimś motywem przewodnim. W ten sposób na przykład Sehun na każdym występie miał mieć powycierane i nico podarte spodnie, a Luhan przewiązaną w pasie koszulę w kratę. Z racji tego, że byli poniekąd weteranami w koreańskim show biznesie, mieli prawo wypowiadać się o koncepcie. W ten sposób tu i ówdzie trzeba było zrobić drobne poprawki, ale w ogólnym rozliczeniu koncept bardzo im się podobał.
   Wieczorem zostali posadzeni na fotelach fryzjerskich, a sztab stylistek zaczął uwijać się wokół ich włosów. Jednym nakładały rozjaśniacz, jeszcze innym zwykłe farby. Kilku mężczyzn wciąż wymieniało ze stylistkami poglądy na temat planowanych fryzur, a reszta zajmowała się swoimi telefonami, bądź rozmawiała o nadchodzącym nagrywaniu teledysku i występach w programach muzycznych. Kilku nawet udało się przysnąć. W końcu przed comeback'iem każda minuta snu była na wagę złota.
   To wszystko pozwoliło Junmyeonowi zapomnieć o niedawnym spotkaniu z Yifanem. Wreszcie nie zastanawiał się nad tym, co powinien zrobić, skoro stary przyjaciel dość jasno wyraził chęć kolejnego spotkania.

***

   Dzień pierwszego występu w programie muzycznym przyszedł szybciej niż Junmyeon się tego spodziewał. Właśnie siedzieli za kulisami Inkigayo w pokoju, który został im przydzielony i czekali na swoją kolej. Stres już dawno przestał im przeszkadzać w występach. Jego miejsce zajmowało raczej radosne podniecenie i przyjemny zastrzyk adrenaliny, kiedy będąc na scenie słyszeli fanchanty.
   Lider opadł na jedną z kanap ze smartfonem w dłoni. Chciał sprawdzić najnowsze informacje, a zamiast tego zobaczył na ekranie ikonkę informującą o nowej wiadomości. Serce zabiło mu mocniej, kiedy przeczytał krótkiego sms-a od Yifana. Mężczyzna życzył mu powodzenia, a na koniec dorzucił zwyczajowe hwaiting. Niby nie wiele, ale Junmyeon wiedział, że Yifan dotrzymuje danego słowa i stara się naprawić więzi, które ich kiedyś łączyły. Co prawda nic nie było proste po tak długiej rozłące i wydarzeniach sprzed czterech lat, ale może małymi kroczkami byli w stanie dojść do punktu, w którym Suho będzie w stanie w pełni wybaczyć stare krzywdy?
   - Hyung, zaraz nasza kolej! - Sehun pochylił się nad Junmyeonem i chciał zajrzeć mu przez ramię w ekran telefonu, ale lider w porę zareagował. Wrzucił urządzenie do plecaka i podniósł się z miejsca. Wyciągnął do przodu rękę i reszta zespołu momentalnie zrozumiała o co chodzi. Położyli dłonie na tej lidera, ustawiając się w kółku, po czym spojrzeli na niego wyczekująco.
   - Raz, dwa trzy, EXO...
   - Kochajmy! - krzyknęło jedenastu mężczyzn, wyrzucając w górę dłonie. Adrenalina buzowała w ich żyłach i byli niemal stu procentowo pewni, że zaraz wyjdą na scenę i pokażą się z jak najlepszej strony.
   Oczywiście wszystko poszło zgodnie z planem. Fanki krzyczały, żaden z członków zespołu nie pomylił kroków ani nie zapomniał słów. Idealnie. Jeszcze tylko zakończenie i mogli wrócić do dormu odpocząć, bo teraz czekały ich dni wypchane po brzegi zajęciami.
   Yifan codziennie wysyłał Junmyeonowi pokrzepiające sms-y, co po pewnym czasie zaczęło zmieniać się w króciutkie rozmowy. Suho skłamałby, twierdząc, że nie imponuje mu wytrwałość starego przyjaciela. Najwyraźniej mówiąc o odbudowaniu starych więzi, nie blefował.

***

   Nim którykolwiek z członków zespołu się obejrzał, ostatni raz wystąpili w programie muzycznym z nowym singlem. Comeback można było uznać za udany. Zespół zdobył kilka tripple crown w różnych programach, a album sprzedał się w naprawdę dużym nakładzie. Co prawda nie udało im się pobić rekordu, który sami ustanowili ponad cztery lata temu, ale nikt jeszcze po nich tego nie dokonał.
   Przez te kilka tygodni, Junmyeon w pewien sposób na nowo zbliżył się z Yifanem. Zdarzało się, że stary przyjaciel dzwonił wieczorami i mimo że Jun wciąż starał się utrzymywać pewien dystans, rozmowy z nim sprawiały mu przyjemność. Czuł, że na nowo się otwiera.
   Lider zauważył pewną niepokojącą go prawidłowość. Im bliżej dopuszczał do siebie Yifana, tym spokojniejszy, bardziej skupiony i opanowany się stawał. Rozsądek podpowiadałby, że po tym co kiedyś się stało, Jun będzie roztrzęsiony po każdej wymianie sms-ów czy wieczornej rozmowie. Najwyraźniej nie zawsze wszystko dzieje się tak, jak się tego spodziewamy.
   Znów próbował to zrozumieć, siedząc na kanapie w salonie i podświadomie czekając na kolejną wiadomość od starego przyjaciela. Nie był jeszcze gotowy by samodzielnie wykonać jakikolwiek pierwszy krok. Mimo wszystko stare żale wciąż powstrzymywały go przed całkowitym zaufaniem Yifanowi. Może to nawet i lepiej?
   Telefon nagle zawibrował w jego dłoni i Junmyeon podniósł się gwałtownie z kanapy, przykładając urządzenie do ucha. Wszyscy w dormie już dawno spali, tylko on nie mógł się do tego zmusić. Chyba jeszcze nie był gotowy na uświadomienie sobie, że po prostu czekał na telefon od Yifana.
   - Cześć Jun! - Zniekształcony głos starego przyjaciela nagle wydał się Junmyeonowi czymś uspokajającym. Podszedł do wielkich okien, wychodzących na nocny Seul i usiadł po turecku na chłodnej podłodze, wpatrując się w niebo. Przez chwilę zastanawiał się czy Yifan w tej chwili też patrzy w gwiazdy, w końcu kiedyś miał świra na punkcie galaktyki... - Jak ci minął dzień?
  - Normalnie... - odparł beznamiętnie i westchnął ciężko. Nagle poczuł się tak cholernie bezsilny! Cała energia jakby z niego uleciała.
   W telefonie zapadła głucha cisza, przerywana jedynie oddechem Yifana. Przez dłuższą chwilę Junmyeon wpatrywał się  pustym wzrokiem w przestrzeń, nie bardzo wiedząc co się z nim nagle stało. Może to po prostu przemęczenie i stres? W każdym razie czuł, że jeszcze chwila, a po prostu coś w nim pęknie.
   - Junmyeon... - w słuchawce dało się słyszeć szelest materiału, po czym Yifan znów się odezwał. - Wyjdź nad rzekę Han.
   - Co ty... Yifan, dochodzi jedenasta. - Junmyeon zaprotestował słabo, choć tak naprawdę wiedział, że robi to tylko dla zasady. Czuł, że powinien zobaczyć się z Yifanem, nie ważne dlaczego.
   - Będę tam za piętnaście minut. - Junmyeon usłyszał w słuchawce dźwięk zatrzaskiwanych drzwi i westchnął cicho. Nie miał wyjścia, musiał po cichu wyślizgnąć się z dormu. Jeśli menadżer się dowie to będzie miał naprawdę przechlapane.
   Rozłączył się i złapał pierwszą lepszą, leżącą w salonie bluzę. Jeszcze tylko klucze i mógł wychodzić. Jak najciszej się dało, zamknął za sobą drzwi i naciągnął kaptur na głowę. Wpatrując się w ziemię, z rękami w kieszeni, zbiegł po schodach i szybkim krokiem ruszył w stronę parku nad rzeką Han.
   O tej godzinie ulice wydawały się wyjątkowo puste i ciche. Dosłownie jakby miasto opustoszało! Pojedyncze samochody wprawiały go w dziwny stan podenerwowania, a  jakiś samotny człowiek na przystanku nagle wydał się niebezpieczny. Lider musiał przyznać, że nocny Seul jeszcze nigdy nie wydawał się tak przerażający.
   Wyjątkowo szybko dotarł nad rzekę Han. W pierwszej chwili zląkł się wysokiej postaci stojącej nad brzegiem, jednak po chwili zdał sobie sprawę, że to Yifan. Niespiesznie podszedł do starego przyjaciela i odchrząknął cicho. Zanim się zorientował, duża, ciepła dłoń zacisnęła się na jego nadgarstku, a potem już tylko wtulał twarz w przyjemny materiał bluzy Yifana. Nawet nie miał siły protestować. Mimo swojego wieku był przestraszony po spacerze przez nocny Seul. Poza tym był dziś dziwnie przybity i chyba tego właśnie potrzebował - kogoś, kto go przytuli, pogłaszcze po główce jak małego dzieciaka, który przestraszył się koszmaru.
   - Dziękuję. - wymamrotał, zaciskając palce na materiale ciemnej bluzy. Yifan jedynie w odpowiedzi zsunął mu z głowy kaptur i przeczesał kilkakrotnie palcami ciemne kosmyki. Mimo tylu lat rozłąki, on wciąż wiedział co uspokaja Junmyeona najlepiej. Nie ważne czy lider denerwował się z powodu pracy czy też panikował z powodu ciemności.
   - Wciąż możesz na mnie liczyć. Pamiętaj o tym, dobrze? - Yifan oparł brodę na czubku głowy starego przyjaciela i westchnął cicho. Dziwne ciarki wędrowały wzdłuż jego kręgosłupa i było to dość niepokojące. Dodatkowo serce biło mu niespodziewanie szybko. Nie był już głupim nastolatkiem, żeby zastanawiać się co to oznacza. Doskonale wiedział, co właśnie się z nim dzieje, ale też nie była to pora na robienie jakichś poważniejszych kroków w tym kierunku. To uczucie powinno zostać uśpione. Przynajmniej do czasu.
   - Uhm... - Junmyeon kiwnął głową i odsunął się wreszcie od Yifana.
   - Lepiej już? - Lider w odpowiedzi westchnął ciężko i uśmiechnął niemrawo. Naprawdę czuł się lepiej tylko wciąż odczuwał resztki przygnębienia. - To dobrze. - stwierdził z ulgą Yifan i usiadł  na trawie. Poklepał miejsce obok siebie, zapraszając Junmyeona do przyłączenia się.
   Niższy mężczyzna kiwnął nieznacznie głową, jakby upewniając samego siebie, że może skorzystać z propozycji, po czym usiadł na trawie obok bruneta. Podciągnął kolana bliżej klatki piersiowej i wbił wzrok w gwiazdy.
   - Dlaczego kiedyś wiecznie mówiłeś o galaktyce? - spytał Junmyeon, nie odrywając wzroku od nocnego nieba. Musiał przyznać, że odkąd tylko Yifan pierwszy raz użył swojego ulubionego słowa "galaxy" w jednym z wywiadów czy też na portalu społecznościowym, wiecznie go to ciekawiło.
   - Bo tam są gwiazdy. - odparł prosto brunet, uśmiechając się tajemniczo.
   - Hm? - Junmyeon przechylił głowę nieco w bok, przenosząc wzrok na mężczyznę, siedzącego obok.
   - Zastanawiam się czy gwiazdy świecą po to, żeby każdy mógł pewnego dnia znaleźć swoją. - odparł Yifan, wpatrując się w niebo. Długie nogi wyciągnął przed siebie, a dłonie oparł za plecami tak, by wygodniej było mu przyglądać się nocnemu niebu.
   - Znowu cytujesz "Małego Księcia". - Junmyeon oparł brodę na kolanach. Nawet nie był już zły, że Yifan używa słów z jego ulubionej książki.
   - To właśnie dzięki niemu pokochałem galaktykę, a ściślej rzecz biorąc, gwiazdy. - mężczyzna zmarszczył brwi, rozglądając się dookoła. Nagle spoważniał i gestem dłoni uciszył towarzysza. - Załóż kaptur.
   - Co? - Junmyeon zmarszczył zdziwiony brwi.
   - Załóż jeśli nie chcesz potem tłumaczyć się hyungowi ze zdjęć. - wyszeptał Yifan, podnosząc się z ziemi. Pomógł wstać Junmyeonowi i teraz już obaj mogli doskonale usłyszeć szelest liści, ale dopiero migawka aparatu upewniła ich w przekonaniu, że fanki lub paparazzi wyśledzili lidera EXO.
   Powoli, nie chcąc wywołać czegoś gorszego, ruszyli w stronę chodnika. Niestety ktoś ruszył za nimi, więc Yifan, nie mając większego wyboru, chwycił Junmyeona za rękę i puścił się biegiem ile tylko sił w nogach. Jeszcze przez kilka minut słyszeli za sobą tupot stóp i widzieli błysk flesza, aczkolwiek mogli być pewni, że takie zdjęcia nie będą bezwartościowe. Yifan pociągnął niższego mężczyznę między drzewa, po czym przez chwilę czekali na dalszy rozwój wydarzeń, starając się uspokoić nierówne oddechy.
   Kilka minut później dało się słyszeć kroki, a ich oczom ukazała się korpulentna Koreanka z gigantycznym aparatem w dłoniach. Przystanęła na chwilę, po czym skręciła w inną alejkę, po chwili znikając im z oczu. Obaj odetchnęli z ulgą, jednak odczekali jeszcze kilka minut zanim wyszli z ukrycia.

***

   Następnego dnia Junmyeon obudził się jeszcze przed budzikiem i spanikowany chwycił telefon. Zignorował nieprzeczytaną wiadomość i od razu zabrał się za przeszukiwanie stron, na których mogło pojawić się zdjęcie z wczoraj. Wreszcie natrafił na jedną, gdzie jakaś fanka pisała o tym, że wczoraj przed północą widziała nad rzeką Han lidera EXO wraz z jakimś wysokim mężczyzną. Spekulowała, że mógł być nim Chanyeol, Tao, bądź Sehun.
   Junmyeon odetchnął z ulgą, bo tylko brakowało tego, żeby domyśliła się, że to Yifan. Co prawda byłoby to niedorzeczne, zważywszy na porę i naprawdę słabe oświetlenie. Do tego Yifan miał przez cały czas kaptur na głowie. No a co najważniejsze, cztery lata temu odszedł z zespołu i słuch o nim zaginął. Nie było powodu  żeby fani podejrzewali, że Suho potajemnie spotyka się z byłym członkiem EXO-M.
   Lider westchnął ciężko. Nocą przez chwilę miał złudne wrażenie, że ten cały syf nigdy się nie wydarzył, a Yifan wciąż był z nimi. Pytanie tylko, na ile to było złudzeniem, a na ile ukrytym pragnieniem. Junmyeon zdawał sobie sprawę, że potrzebuje swojego dawnego przyjaciela. Odkąd Yifan wrócił do jego życia, zniknęły bezsenne noce, zmalał stres, a Jun był w stanie bardziej się skoncentrować i w wolnych chwilach lepiej wypocząć.
   Postanowił skorzystać z tego, że reszta zespołu jeszcze śpi i wziąć długi, uspokajający prysznic. Odrzucił telefon na łóżko, chwycił z garderoby jakiś zestaw ciuchów i powędrował do łazienki. Odkręcił wodę, po czym szybko się rozebrał i wskoczył pod prysznic. W pierwszej chwili gorąca woda sprawiła, że skrzywił się z powodu nagłej zmiany temperatury, ale szybko przyzwyczaił się do ciepłego strumienia.
   Oparł czoło o szybę prysznica i odetchnął głęboko. Czuł jak wszystkie mięśnie się rozluźniają, a myśli oczyszczają. Starał się skupić jedynie na gorących strumieniach wody i zapachu płynu do mycia ciała. Może i ponowne spotkanie z Yifanem zmniejszyło zwyczajowy stres, ale za to przysporzyło liderowi niekończących się myśli na wiele tematów. A jednym z nich było wyjątkowe przywiązanie Junmyeona do tego co było, gdy jeszcze EXO miało dwunastu członków. Tęsknił za tymi czasami. Uświadomił sobie, że jeszcze bardziej niż czasów "Growl" i "Wolf" brakowało mu Yifana u jego boku.
   Dziwnego rodzaju, niesamowicie silne przywiązanie do jednego mężczyzny wyprowadzało go z równowagi. Powinien być wściekły, powinien go nienawidzić, a co zamiast tego robił? Pozwalał Yifanowi wrócić do swojego życia i znów wywrócić je do góry nogami. Możliwe, że teraz nieodwracalnie i w dużo poważniejszy sposób niż, gdy jeszcze obaj byli nic nieświadomymi nastolatkami trenującymi pod okiem jednej wytwórni.
   Nie ważne co Junmyeon by robił żeby wyrzucić z głowy myśli związane z dawnym członkiem EXO i tak nic nie dawało pożądanych skutków. Tak samo skończył się ten prysznic. Lider miał w głowie jeszcze większy mętlik niż przed chwilą.
   Niezadowolony z takiego obrotu wydarzeń, wrzucił mokry ręcznik do kosza na brudne rzeczy i poczłapał do pokoju, który dzielił z maknae. Wiedział, że coś jest nie tak już w momencie, gdy otworzył drzwi i zobaczył Sehuna na swoim łóżku. Dodatkowo chłopak trzymał jego telefon, a to już naprawdę nie zwiastowało niczego dobrego.
   - Hyung, możesz mi wytłumaczyć co ty do cholery odstawiasz? - Sehun posłał liderowi ponure spojrzenie i wrócił do przeglądania jego skrzynki odbiorczej.
   Junmyeon westchnął ciężko. Spodziewał się, że wreszcie ktoś odkryje jego sekret, ale nigdy nie zastanawiał się co powinien w takiej chwili zrobić.
   - Porozmawiajmy. - westchnął i z ciężkim sercem usiadł obok najmłodszego członka zespołu. Mógłby zacząć się na niego wściekać za grzebanie mu w telefonie, ale czy to miało jakikolwiek sens? Robił coś gorszego niż Sehun i wywlekanie tak błahych przewinień mijało się z celem.
   - Hyung, czy ty nie rozumiesz, że wracanie do przeszłości tylko cię zrani? - Sehun zgasił wyświetlacz telefonu Suho i odłożył urządzenie na szafkę. - Nie pamiętasz co zrobił?
   - Pamiętam, ale... teraz jest inaczej. - Junmyeon spuścił wzrok na kolana. Wiedział, że ukrywanie prawdy jest równoznaczne z kłamstwem. Dodatkowo w pewien sposób zdradzał osoby, które na nim polegały. Jako pierwszy mówił, że trzeba zapomnieć o tym co było i brnąć do przodu jako jedenastka, a okazało się, że to właśnie on zaczął się cofać. - Nie mów reszcie. - poprosił po chwili ciszy. - Nie chcę żeby się wściekali.
   - Na ciebie czy na niego? - Pytanie Sehuna wręcz ociekało jadem i Jun zaczął żałować, że kilka miesięcy temu nie zgniótł tej karteczki z numerem Yifana.
   - Na mnie. - odparł niepewnie, co tylko wywołało pogardliwe prychnięcie maknae.
  
***

   Jak się okazało, Sehun zatrzymał dla siebie informację o potajemnych spotkaniach Junmyeona i Yifana. Dodatkowo z czasem oswoił się z tym i sam zaczął kontaktować się z dawnym liderem. Czasem krył Junmyeona, gdy wymykał się nad rzekę Han. Co prawda nie zdarzało się to często, bo zazwyczaj Jun nie miał czasu na takie rzeczy, jednak pomoc młodszego była dla niego naprawdę ważna.
   Na początku września całe EXO wyleciało do Chin na nagrania do jednego z tamtejszych programów. Yifan uznał to za niezłą sposobność do spotkania z Junmyeonem w cztery oczy. Tylko oni i żadnego ukrywania się pod kapturami czy innymi tego typu rzeczami.
   Początkowo Junmyeon nie był pewien czy Yifan powinien lecieć za nimi do Chin i dodatkowo mieszkać w tym samym hotelu, ale w sumie wiele nie mógł na to poradzić. I tak nie zostałby posłuchany, więc nie było sensu się produkować. Zamiast tego postanowił się skupić na pracy.
   Dał z siebie wszystko na nagraniach i zadowolony z siebie, wraz z resztą zespołu wrócił do hotelu. Większość członków, z Sehunem na czele, postanowiła zrelaksować się w jacuzzi czy też saunie. W każdym razie w pokojach zostali jedynie Junmyeon i Kyungsoo, który tak skupił się na czytaniu, że nawet nie zauważył wyjścia lidera.
   Suho odetchnął głęboko, chcąc uspokoić szalejące serce. Nie wiedzieć czemu, denerwował się przed spotkaniem. Niewątpliwie był to kolejny krok w stronę kompletnego zaufania Yifanowi. Pomimo że coraz bardziej się do niego zbliżał, wciąż starał się zachować choć resztki dystansu w razie gdyby nagle wszystko runęło niczym domek z kart. Nie chciał znów zostać skrzywdzony.
   Z wahaniem zapukał w drzwi z numerem, który wcześniej podał mu Yifan. Z pokoju dało się słyszeć kroki, a potem w wejściu ukazała się wysoka sylwetka tak dobrze znanego Junmyeonowi mężczyzny.
   Zanim zdążył się obejrzeć, został wciągnięty do pomieszczenia, a drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem. No tak, stanie na korytarzu ze wzrokiem wlepionym w dawnego członka zespołu nie było dobrym pomysłem. Nawet jeśli fanki od kilku lat zachowywały się dużo lepiej, nie było pewności, że żadna nie wpadła na genialny pomysł zakradnięcia się do hotelu. Czasem nawet ochrona nie była w stanie ich powstrzymać.
   - Jak poszły nagrania? - Yifan popchnął delikatnie Junmyeona w stronę kanapy, a sam sięgnął z hotelowej lodówki sok. Nalał dwie szklanki i usiadł obok lidera, uśmiechając się półgębkiem.
   - Jak to nagrania. - Suho uciekł wzrokiem od dawnego przyjaciela. Z trudem powstrzymał się przed westchnięciem. Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Czuł się jednocześnie niezręcznie i niepewnie. Nie wiedział dokładnie dlaczego, ale i tak mu się to nie podobało. Ciarki przechodziły jego ciało ilekroć Yifan się poruszał. Siedział za blisko, zdecydowanie za blisko i to wcale nie pomagało mu się skupić. Przecież już dawno obiecali sobie, że powstrzymają się od takich reakcji, ale co on biedny mógł zrobić? Nie był w stanie zapanować nad swoim ciałem.
   Wstał z kanapy, uprzednio odstawiając szklankę na niski stolik i podszedł do dużego okna. Odsłonił ciężkie zasłony, po czym oparł dłonie o szybę. Obserwował panoramę Pekinu oraz nocne niebo. Niby to wszystko wyglądało podobnie jak w Seulu, ale z drugiej strony, nie był to widok znad rzeki Han.
   Yifan westchnął ciężko i również podniósł się z kanapy. Otworzył drzwi tarasowe, dzięki czemu do pokoju wdarło się rześkie, nocne powietrze, które roztrzepało włosy obojga mężczyzn. Wraz z nim do hotelowego pokoju napłynęły dźwięki nocnego Pekinu. Również przypominały te Seulskie, ale dla Junmyeona to wciąż nie było to samo.
   - Pytałeś mnie ostatnio dlaczego tak kręci mnie galaktyka... - Głęboki głos Yifana na chwilę przyćmił dźwięki dochodzące z zewnątrz. Gdyby Junmyeon zamknął oczy, z łatwością mógłby sobie wyobrazić, że siedzą jako trainee nad rzeką Han, odpoczywając po ciężkim dniu. Brakowało tylko zapachu ich ulubionych przekąsek. - Mówiłem ci już, że chodzi o gwiazdy, ale to tylko część prawdy. - Yifan przeniósł wzrok na Junmyeona, wpatrującego się w panoramę Pekinu. - Jeśli kochasz kwiat, który znajduje się na jednej z gwiazd, jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo. Wszystkie gwiazdy są ukwiecone…
   Junmyeon oparł czoło o szybę, zagryzając mocno wargi. Nie był już naiwnym dzieciakiem, żeby rzucić się Yifanowi w ramiona po takim wyznaniu. Co prawda nie był też na tyle doświadczony życiem, żeby nie zrobić czegoś szalonego i nieprzemyślanego. Dlatego właśnie starał się zrobić coś, co w tej chwili będzie najodpowiedniejsze, biorąc pod uwagę karierę i marzenia. Czy chciał doświadczyć czegoś, co do tej pory poświęcał? Sam twierdził, że nie był jeszcze zakochany, ale prawda była taka, że po prostu nie dopuszczał do siebie uczuć jakie żywił do Yifana. Nie dlatego, że nie chciał. Obaj już dawno postanowili, że albo kariera albo samolubne pragnienia. Postawili na to pierwsze.
   - Kiedyś umówiliśmy się, że z tym koniec, a ty teraz do tego wracasz. - odparł cicho, nie bardzo wiedząc co innego mógłby w tej chwili powiedzieć.
   - Ile to było lat temu? Dziesięć? Jedenaście? Junmyeon... Dorośliśmy. Nie uważasz, że to czas na bycie samolubnym?  - Yifan zaplótł ramiona na piersi i odwrócił wzrok. Po tym jak odszedł z zespołu zdał sobie sprawę, że układ z Junmyeonem był jednym z głupszych na które przystał.
   - Ja wciąż jestem w zespole w przeciwieństwie do ciebie. - Jun chwytał się wszystkich argumentów, które mogły uratować go przed poddaniem się uczuciom. Ten był już chyba ostatnią deską ratunku. 
   - Dalej zamierzasz poświęcać wszystko dla pracy? - To pytanie trafiło w czuły punkt lidera. Ostatnio za dużo o tym rozmyślał i jakby się tak głębiej nad tym zastanowił to Yifan miał rację. Czas zrobić coś dla siebie, a nie dla utrzymania. Co prawda zespół też był jego marzeniem, ale nie ma się co oszukiwać, to głównie praca. Więc dlaczego by nie dać szansy miłości?
   - I jak ty to sobie wyobrażasz? - Uniósł wzrok i spojrzał niepewnie w oczy Yifana. To było bez sensu. Przecież takie coś i tak nie miało szansy się udać, więc po co w ogóle pozwalał sobie na nadzieję?
   - Nie mam pojęcia. - Odparł prosto Yifan, uśmiechając się cierpko. - Ale wiem, że mam dość czekania. Najwyższy czas zrobić coś dla siebie Jun.
   - A skąd pewność, że ja wciąż tego chcę? - Spytał lekko drżącym głosem.
   - Jesteś tu. Tyle mi wystarcza żebym miał stuprocentową pewność. - Mężczyzna odepchnął się od framugi i podszedł do niższego.
   - Ale...
   - Chcesz tego czy nie? Proste pytanie i krótka odpowiedź. - Yifan zacisnął palce na nadgarstku Junmyeona, starając się opanować galopujące serce. Uniósł do ust jego dłoń i delikatnie ucałował jej wnętrze, patrząc prosto w oczy niższego mężczyzny.
   Junmyeon wstrzymał oddech, czując miękkie wargi Yifana na swojej skórze. Nie wiedział czy powinien w tej chwili iść za głosem serca czy jednak posłuchać rozumu. To pierwsze biło szybciej przez intensywność spojrzenia Yifana i uczucia w nim zawarte. Jednak rozsądek podpowiadał, że nic nie będzie łatwe jeśli pozwoli sercu wygrać. Dlaczego w świecie dorosłych nic nie mogło być proste jak wtedy, gdy jeszcze byli lekkomyślnymi nastolatkami?
   - Chcę. - odparł cicho i zagryzł dolną wargę, bojąc się, że pożałuje tej decyzji.
   Yifan odetchnął z ulgą i przyciągnął do siebie Junmyeona, zamykając go w szczelnym uścisku. Zupełnie jak kiedyś nad rzeką Han, gdy chłodny, wieczorny wiatr mierzwił im włosy, a odgłosy miasta zagłuszały głośno bijące serca.
   Niby to, co teraz się stało bazowało jedynie na pustych słowach, ale w sercach obojga zakiełkowała nadzieja. Teraz wszystko zależało od czynów, bo to one mówią najwięcej.

Pogrubione cytaty zostały zaczerpnięte z "Małego Księcia"

*~*~*

No i wreszcie jest - oneshot z okazji 200 obserwatorów, ale zanim zacznę ględzić, powitam tych najświeższych :) 
CarolineMarieAntonine KummieBummie, ollow, IswedWolf, Kicałkowata Kicałka, Black Moral, Kris być - czujcie się jak u siebie ^^
Zaczęłam pisać to opowiadanie jeszcze na początku tej całej afery z Krisem (to był chyba maj, nie?), a skończyłam niedawno. Przeczuwam, że sporo z Was może czuć niedosyt po takim zakończeniu :P Może kiedyś coś z tym zrobię... hahaha 
No i cóż... Dziękuję, że jesteście (i to w jakiej ilości!) Szczerze mówiąc nigdy nie spodziewałam się, że będzie tu tylu obserwatorów~ Taka liczba czytelników nie mieściła mi się w głowie kiedy zaczynałam ^^ A tu proszę, za miesiąc 2ga rocznica, a tu tylu ludzi~ Żyć nie umierać :P Od razu człowiek ma motywację >.<
Tak więc ten... no... ściskam każdego z Was osobno i jeszcze raz dziękuję! <3 Wiedzcie, że tworzycie tego bloga wspólnie ze mną :*
Wasza Maknae Star :*
(chyba pierwszy raz się podpisałam hahahaha)

17 komentarzy:

  1. Czyżbym była pierwsza? Na pewno nie xd no więc... Świetnie ♥ jak nie TAOA to inne shoty, dzięki, którym kochan KrisHo ♥
    To będzie mało ambitny komentarz, bo głowa mnie boli -.-
    Jak zwykle mnie czymś zaskoczyłaś, bo myślałam że liderzy zostaną w friends zone, a tutaj takie cuś *-*
    Myślałam również że Sehunnie wygada się i będzie afera ^•^
    Na koniec jak zawsze życzę weny ~~~ czekam na TAOA ♥
    Pozdrawiam, Mimi .❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jesteś pierwsza~
      No, ale przyznaj, nie da się ich nie kochać ^^
      Zaskakiwanie czytelników to już chyba moje etatowe zajęcie <3 hahahaha

      Usuń
  2. Ryczę! Dosłownie ryczę! Nie mam pojęcia jak mam opisać swoje odczucia po przeczytaniu tego shota...Normalnie wygrałam życie, bo po pracy mogłam przeczytać sobie takie cudo *.* Oneshot genialny, i uwierz, że masz tyle obserwatorów, zasłużyłaś sobie na taką liczbę! Haha, tak łatwo nas się nie pozbędziesz! xDD Nie wiem co mogę jeszcze napisać...że Cię kocham? Tak...ja i moje uczucia xD Ślę Ci przytulasa, nwm z jakiej odległości, ale mam nadzieję, że dotrze xD Także weny i podziękowania za oneshota, który prawie doprowadził mnie do łez ;D Pozdrawiam - Miś Yogi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz O.O
      Weź no aż cudo? Chyba się rumienię :P
      Ja też Cię kocham hahahha ^^ Tak mocno jak każdego z pozostałych 202 obserwatorów :P
      Dziękuję

      Usuń
  3. Zdecydowanie czuję niedosyt, żal i znowu chce mi się okropnie płakać, bo jednak mocno przeżywałam aferę z Krisem. Mimo wszystko takie rozwiązanie po latach bardzo mi się podoba i podoba mi się również reakcja Jynmyeona oraz Sehuna, którzy dali Yifanowi szansę. Czasami sama się zastanawiam, co wydarzyłoby się, gdyby nagle EXO znów miało 12 członków. Ach...
    Nie wiem co więcej napisać, na pewno, że jestem zakochana w tej fabule i chciałabym wiedzieć co wydarzy się między nimi w przyszłości, więc mam nadzieję na sequel :)
    Czekam na coś nowego i jak zawsze dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... nie lubię doprowadzać czytelników do łez :/ Niby czasem trzeba, ale nie kiedy nawiązuję do afery z Krisem :/
      Może kiedyś powstanie sequel ;) Jak się zbiorę i go wymyślę xD

      Usuń
  4. Dziękuję za tak gorące powitanie! Na serio jest mi bardzo miło! Niedawno skończyłam czytać „The Art Of Attraction” i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało. Jeśli chodzi o shota to nie znam słów, by wyrazić swój zachwyt. Miło, że po tylu latach Kris postanowił odnowić znajomość z Suho. Był wytrwały i osiągnął swój cel. Znów mogą być razem. Ciekawe, czy Junmyeon pożałuje tej decyzji. Pewnie wiele osób będzie miało mu to za złe, ale to chyba czas by w końcu pomyślał o sobie. Przecież praca to nie wszystko!
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no to się cieszę, że mój pomysł z witaniem sprawia radość też tym witanym xD
      O rany~ zachwyt brzmi tak poważnie *.*
      Dobrze mówisz, kiedyś trzeba też pomyśleć o sobie ^^

      Usuń
  5. Oh! ♥ wyczekiwany one shot! powiedziałabym, że nareszcie, ale nie musiałam długo na niego czekać xd fabuła powala <3 w życiu nie wymyśliłabym czegoś takiego, w dodatku to nawiązanie do małego księcia nadało takiej słodyczy temu opowiadaniu ;3 strasznie milutko i puchato jakoś mi tak teraz xd no i oczywiście gratuluje tych 200 zasłużonych obserwatorów! ;D zapewne za niedługo będę gratulować ci 300 i 400 ale to później ;D na razie czekam z niecierpliwością na zakończenie TAOA (sama nie wieże że to mówie xd ) i twoje kolejne opko ;D cmokam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teoretycznie to miał się pojawić już w maju, ale straciłam wenę, więc technicznie rzecz biorąc, trochę na niego czekałaś hahahaha
      No tak mi się przypomniało, że Mały Książę jest ulubioną książką naszego Suho i postanowiłam to wykorzystać, bo w sumie masa cytatów pasowała do tej sytuacji jak ulał! Co w sumie widać :P
      Oby było tak jak mówisz *.* Im nas więcej tym weselej, nie? xD

      Usuń
  6. Jak wybuchła cała ta afera w maju byłam pewna, że to będzie głównym tematem wszystkich blogerek piszących ff o EXO, a tak na prawdę twoje opo jest pierwsze, które dostało się w moje łapy. Jeju ja tyle razy zastanawiałam się co się z nimi stanie tak ogólnie :c jak oglądam Shotime i widzę stare relacje KrisHo to aż mnie skręca, że to się tak skończyło, chociaż i tak nie wiemy czy gdzieś nie spotykają się potajemnie jako bestfrendy :c Kuuurcze, nie wiem czemu, ale po przeczytaniu tego jest mi jakoś dziwnie smutno, bo wplątałaś tu tyle realizmu i sentymentów, że aż mi się trochę ryczeć chciało. Tak fajnie to zrobiłaś, że akcja dzieje się cztery lata później. W sumie chciałabym żeby tak się sprawy miały za parę lat to by było przepiękne <3 No i jeszcze cytaty z Małego Księcia dobiłaś mnie tym. Te ich rozmowy były takie wyjątkowe dzięki tej książce. Nie no to było świetne!
    I dzięki, bo w sumie czekałam na to, bo chciałam wiedzieć jak ty widzisz KrisHo po tej całej aferze, a mogę się domyślać, że chyba właśnie w taki sposób ^^" No bo jak by nie patrzeć myśląc o nich nikt inny niż Ty nie przychodzi mi do głowy :D
    Dzięki i hwaiting! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to już jest moje 2gie opo na ten temat xD Również jest na blogu i pisałam e wspólnie z Yuri ^^
      Nie ma opcji żeby się spotykali ;) Tak jak pisałam w opo - podejrzewam, że EXO jest tylko ich pracą. Ja wiem, że ciężko jest oddzielić nasze wyobrażenie o 12 BFF od 12 współpracowników, którzy sypiają w jednym mieszkaniu, bo tak wygodniej dla wytwórni, ale no... trzeba :P Może i są tam jakieś przyjaźnie, ale musisz przyznać, że niekoniecznie, bo w końcu są wybranymi przez SM przypadkowymi osobami, a nie kumplami z piaskownicy. No ale mniejsza xD
      No starałam się opisać to najbardziej realistycznie jak tylko się dało ;) Praca i te sprawy... no takie tam xD
      Hah~ Dzięki Ci Suho za ten wywiad, gdzie mówiłeś o Małym Księciu~ Właśnie to mnie natchnęło ^^
      Szczerze? Ja wcale nie widzę tak KrisHo xD Tak naprawdę nie uważam żeby cokolwiek kiedykolwiek było między nimi możliwe. Pairingi to fikcja, coś dzięki czemu możemy sobie wyobrazić, że znamy naszych idoli jak dobrych kumpli z podstawówki. Prawdopodobnie u podstawy większości pairingów nie stoi nawet przyjaźń :/ No ale... My się przynajmniej cieszymy z fanservice'u ^^
      No ale miło mi, że jestem pierwszą, która przychodzi ci na myśl w kategorii KrisHo ^^ Najwyraźniej spełniam swoje zadanie - rozprzestrzeniam miłość liderów kekekke

      Usuń
  7. Jeśli mam być szczera, to huh, nie powinnam tego czytać. To nie tak, że mam coś do Yifana. To zawsze będzie mój kochany oppa, któremu ktoś kiedyś skłamał, że jest fajny, a ten naiwny uwierzył. Ale problem polega na tym, że ja tak bardzo tęsknie za czasami XOXO, że aż mnie bardzo, bardzo skręca czasami. Ale nie będę się wypowiadać, bo ja po prostu rozumiem, że FanFan postanowił zmienić drogę życia i nam, fanom, nic do tego. Po prostu wszystko, że to wszystko się skończyło i z OT12 zostały tylko wspomnienia i głupie, zupełnie niepotrzebne nadzieje na powrót naszego kochanego EXO. Poza tym, z tego co ostatnio wiele czytałam, jednak ma być dodany jakiś członek. Zabrzmię dziecinnie, ale ja jestem na nie. Naprawdę będę mu współczuć, bo nie sądzę, by miał lekko. Nie tylko ze względu na fanki, ale samych chłopaków, bo w końcu nieważne, że Yifan odszedł. Przecież oni razem trenowali, zadebiutowali, przez dwa lata występowali razem i mam wielką nadzieję, że teraz też są w jakiś sposób razem. W końcu są rodziną, prawda? Ale to nie ma teraz znaczenia, miałam skomentować ficzka. Nie wiem czy Ci kiedyś mówiłam, unnie, ale wiesz, że przez Ciebie w jakiś sposób zaczęłam lubić/shipić KrisHo? No wiesz, nawet czytam ff z nimi. Ale nadal TaoRis i SuLay 5evera (kij z tego, że kocham TaoHuna, SeXinga i LayHana równie bardzo, jak KaiSoo czy HunHana...). Poza tym, lubię bardzo Twoje one-shoty. Naprawdę, są pisane takim fajnym, prostym językiem. Nie przerysowanym, jak większość opowiadań teraz. Chociaż pewnie moje też takie są, noale. Dobra, może przejdę do ff. Powiem szczerze, że jak przeczytałam o machającym BaekYeolu to aż się uśmiechnęłam, bo ich sposób okazywania miłości to drugie najsłodsze, co może być (przepraszam, nic nie przebija naćpanego Xiumina skaczącego po scenie, robiącego serce. Ewentualnie posyłającego buziaczka po tym swoim oh-so-sexy tańcu, no geeez). W ogóle, bardzo mi się podobało przedstawienie EXO. Że nawet bez Yifana dadzą radę. Denerwowało mnie w maju to, że dużo osób mówiło, że bez Krisa chłopcy nie dadzą rady. Dadzą. Dali. Nie zawiedli nas, z resztą jak zawsze. I że pokazałaś ich jako nadal jedność (dziecinny TaoHun >>>>>>). To było urocze. Właściwie, to najbardziej podobało mi się to, jak Wu walczył o Junniego. To tak mi przypomina moją obecną sytuację życiową i tak mnie podniosło na duchu, że och mój Siwonie, aż się uśmiechnęłam. To było cudowne i idealnie odnosiło sie do mojego wyobrażenia miłości - jako walki i stałego uczucia, nawet po latach. Chociaż przyznaję, że zrobiło mi sie smutno, że Yifan odszedł "dla kasy". Mam nadzieję, że w rzeczywistości tak nie było, no ale jednak... Ugh, nieważne. Okropnie podobało mi się zakończenie. I wiesz co? Wcale nie było jakoś mało satysfakcjonujące. Jak dla mnie wręcz idealne. Po co tworzyć jakieś wielkie poemy o ich życiu po piędziesiątce, skoro dopiero zdecydowali się na siebie? Taki koniec dawał więcej do myślenia i to mi się podobało. I mogłabym nawet powiedzieć, że wręcz byłam trochę dumna z Junniego, że się zdecydował. W końcu, czasami warto pozwolić sobie na happy end, prawda? Tak w ogóle, unnie, zabij mnie, ale z całego one-shota najbardziej podobał mi się... jego tytuł. No po prostu najsłodszy. Ale dobra, koniec. Niedługo pierwsza, zaraz wychodze... Podsumowując, mnie się bardzo podobało. Było bardziej dojrzale, ale udanie. Dobra robota, unnie! Więc teraz mogłabym chyba złożyć życzenia, tak? W końcu tak słodko mnie powitałaś, jak ja zaczęłam obserwować bloga, że aż po prostu muszę: więcej takich obserwatorów jak ja! *ba dum tss* Ah, to moje samouwielbienie. Nie, żartuję. Naprawdę się cieszę, że tyle ludzi czyta Twojego bloga i mam wielka nadzieję, że będzie ich co raz więcej, bo oh my gawd, jesteś świetna w pisaniu i uwielbiam Twoje prace. Także zbieraj tych obserwatorów, albo raczej nie musisz, bo sami przylatują jak pszczoły do miodu. Za miesiąc 2nd rocznica....? No, to będzie się działo! Nieważne, unnie. Chyba powinnam iść spać.

    Weny i czekam na TAO + nowego ff (SNSD <3 <3)
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko... wiesz, że odpowiedź na Twój komentarz mi się usunęła? :c
      ja tam nie tęsknię za czasami OT12. To tak jakby stwierdzić, że EXO bez Krisa jest niczym, a to nie prawda, bo wciąż radzą sobie genialnie~
      Nadziei to ja nie mam i nie miałam xD Gdyby wrócił to jego współpracownicy (czyt. OT11) nie daliby mu żyć. To tak jakby twój kolega z biura nagle postanowił porzucić pracę, wcześniej pozywając szefa, a potem wrócił, dostając awans. Trochę nie fair, nie uważasz? ;)
      Nowy członek? Jestem na tak. Przynajmniej jakiś młody-zdolny będzie miał szansę spełnić swoje marzenia/ambicje. Aczkolwiek nie wierzę w tą plotkę.
      Cieszę się, że przeciągnęłam cię na stronę puchatej miłości KrisHo ^^
      Staram się pisać w sposób potoczny, bo spójrzmy prawdzie w oczy - w prawdziwym życiu nie ma patosu, więc po co go pchać do opowiadań, które mają być przecież realistyczne, a czasem nawet naturalistyczne :P
      Cóż.... mam nadzieję, że teraz już będzie lepiej skoro podniosłam Cię na duchu :D
      To, że odszedł dla kasy jest jedną z teorii i osobiście uważam ją za najbardziej prawdopodobną, bo jakby nie było, jego prawnik jako jeden z zarzutów podał zbyt niską płacę. Aczkolwiek nie mówię, że to jest powód, bo takowego akurat raczej nigdy nie poznamy ;)
      No i tu mnie zdziwiłaś :P Zakończenie pasowało, aż mi się wierzyć nie chce hahahahha Cieszę sie ^^
      Tytuł miał już tyle wersji... ale każda kręciła się wokół gwiazd czy galaktyki żeby nawiązać do cytatu z Małego Księcia. No i w końcu stanęło na I love you more than Galaxy :P Też uważam, że jest słodki ^^
      Oj mogą wbijać tacy jak ty! <3 Będę szczęśliwa xD
      Weź skończ, bo się rumienię xD

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Twojego bloga czytam od jakiegoś czasu i postanowiłam w końcu napisać komentarz. Wprost zakochałam się w TAOA i w Krisho. Co do oneshota to cudowny, twoje opowiadania jako jedne z niewielu poruszają mnie to tego stopnia, że aż brak mi słów bo są tak strasznie realistyczne.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się odzywasz ^^
      Omo~! Dziękuję *.*
      Pochlebiasz mi i aż nie wiem co napisać :P

      Usuń