The Art of Attraction XXX

Pierwsze razy Junmyeona


   W samolocie zaświeciły się lampki, sygnalizujące potrzebę zapięcia pasów. Za chwilę też z głośników można było usłyszeć kapitana, który informował o czasie lądowania i aktualnej pogodzie w Vancouver. Stewardessy sprawdzały czy żaden z pasażerów nie ma problemów z zapięciem się. Dodatkowo zamykały porządnie schowki nad siedzeniami i kontrolowały ustawienie foteli.
   Junmyeon odetchnął głęboko i wyjrzał przez niewielkie okienko. Niby nie leciał samolotem po raz pierwszy, ale i tak się denerwował. Może miało to też coś wspólnego z tym, że już za mniej niż godzinę wreszcie zobaczy się z Yifanem? Ewentualnie chodziło o to, że po raz pierwszy leciał sam.
   Zacisnął mocniej ręce na podłokietnikach i wypuścił głośno powietrze przez nos. Nienawidził lądowań. Zwłaszcza kiedy pilot schodził dość gwałtownie. Jun zawsze za bardzo się tym stresował. Pocieszające było to, że jeszcze pół godziny i wreszcie stanie na lądzie. Jakkolwiek by to brzmiało.
   Nie obyło się bez drobnych turbulencji, jednak nim się obejrzał, koła dotknęły pasu startowego, a pasażerowie zaczęli klaskać. Szczerze mówiąc, Junmyeon nigdy nie rozumiał tego zwyczaju, ale niemrawo dołączył też swoje kilka klaśnięć. Jak wszyscy to wszyscy.
   Ludzie zaczęli podrywać się z miejsc i wyciągać swój bagaż podręczny, mimo że samolot jeszcze nie stanął. Jun natomiast siedział spokojnie i czekał. Co prawda najchętniej już by wyskoczył z samolotu i pobiegł spotkać się z Yifanem, ale czy to w tej chwili ważne?
   Kiedy wreszcie wydostał się z samolotu i zapłacił za wizę, pierwszym o czym pomyślał było wyciągnięcie telefonu. Od razu zadzwonił do Yifana żeby poinformować go o przylocie. Poza tym chciał usłyszeć jego głos, nawet jeśli za jakieś piętnaście minut mieli zobaczyć się twarzą w twarz. Potem napisał kilka sms-ów do przyjaciół, informując, że wylądował cały i zdrowy, a na sam koniec zadzwonił do mamy. W tym samym czasie przyglądał się taśmie, na którą wjeżdżały bagaże. Miał nadzieję, że szybko złapie swój i ruszy dalej. Najwyraźniej szczęście mu sprzyjało, bo już po chwili zobaczył swoją niebieską walizkę, i przytrzymując telefon ramieniem, ściągnął ją z taśmy. Jeszcze tylko parę ostatnich kontroli i Jun wreszcie wyszedł do hali przylotów. Rozejrzał się niepewnie, szukając tej jednej postaci, którą tak chciał zobaczyć. Wszędzie było pełno ludzi. Niektórzy witali się z bliskimi, inni po prostu kierowali się do wyjścia. Naprawdę ciężko było kogoś w tym tłumie znaleźć.
   Junmyeon powoli zaczynał panikować, mimo że nie było potrzeby, bo Yifan powiedział, że już na niego czeka. Z drugiej strony to jednak trochę kiepsko zgubić się w obcym kraju. Jun odetchnął głęboko, wpajając sobie, że przecież Yifan gdzieś tu jest i zaraz go znajdzie. Naprawdę nie ma się co denerwować.
   Jeszcze raz rozejrzał się po hali i nagle w oczy rzuciła mu się wyjątkowo wysoka postać w ciemnych okularach. Może to i głupie, ale blond włosy Yifana Junmyeon był w stanie poznać wszędzie. Miały swój własny, unikatowy odcień. Nawet jeśli dla każdego innego człowieka to był po prostu piaskowy blond, dla Junmyeona był jedyny w swoim rodzaju. Co ta miłość robi z ludźmi?
   Uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd bialutkich zębów i pomachał energicznie, by zwrócić na siebie uwagę swojego chłopaka. Kiedy Yifan wreszcie wyłapał jego drobną sylwetkę wśród morza ludzi, zatrzymał się i odmachał, uśmiechając się jak głupi. Jun bez zastanowienia ruszył w jego stronę szybkim krokiem i już po chwili wtulał się w swojego chłopaka, a niebieska walizka stała obok nich kompletnie zapomniana.
   - Hej Jun, tęskniłeś? - przywitał się Yifan, targając grzywkę swojego Krasnala. Chyba dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo brakowało mu tego drobnego stworzonka.
   - Nie, tak tylko przyleciałem, bo nie mam co w domu robić. - odparł Junmyeon, wtulając się mocniej w tors swojego chłopaka. Już dawno nie był tak szczęśliwy. W sumie to od miesiąca, ale bez Krisa to prawie wieczność
   - Ale cięty język! - Yifan zaśmiał się serdecznie, po czym na chwilę spoważniał i pocałował Junmyeona w czubek głowy. Naprawdę się cieszył, że znów może go mieć w swoich ramionach. - Tęskniłem. - westchnął i mimowolnie się uśmiechnął. Jednak nie był w stanie długo być przy nim poważny.
   Minęło kilka minut zanim wreszcie postanowili ruszyć do domu Yifana. Z tego co Jun się dowiedział, cała rodzina i przyjaciele Krisa chcieli go poznać. Podobno pani Wu nie mogła się powstrzymać i praktycznie każdemu opowiadała o tym, jak to jej synek wreszcie się zakochał. Dodatkowo zachwycała się Junmyeonem i opowiadała jaki to idealny i kochany jest. Yifan nawet żartował, że chce mu ukraść jego kochanego Krasnala.
   Kris chwycił Junmyeona za rękę, w drugą złapał jego walizkę i razem ruszyli do samochodu. Okazało się, że tu w Vancouver miał możliwość jeżdżenia czymś trochę bardziej reprezentatywnym niż jego stary rzęch. Suho spodziewał się wszystkiego, ale nie granatowego kabrioletu.
   - Nie mów, że to twoje... - Jun zamrugał kilkakrotnie, wskazując na błyszczący samochód.
   - Mogę nie mówić, ale i tak do niego wsiądziesz. - Yifan posłał mu olśniewający uśmiech, po czym zapakował do bagażnika walizkę Junmyeona i skinął głową w stronę siedzenia pasażera. - No wsiadaj Krasnalu. Wiem, że chcesz się przejechać. - Zaśmiał się głośno, widząc iskierki ekscytacji w oczach swojego drobnego chłopaka.
   Junmyeon wreszcie otrząsnął się z drobnego szoku i szybko ruszył w stronę samochodu. Jak przystało na dobrze wychowanego młodego człowieka, zapiął pasy, po czym wyciągnął z plecaka okulary przeciwsłoneczne i wsunął je na nos. Teraz był gotowy na jazdę kabrioletem ze swoim chłopakiem. Jakkolwiek irracjonalnie to brzmiało.
   - Jeszcze jedno... - Kris pochylił się w stronę Junmyeona i chwycił jego brodę w dwa palce, po czym cmoknął go delikatnie w usta, wywołując tym samym potężny rumieniec na twarzy Krasnala. - Teraz możemy jechać. - dodał, uśmiechając się półgębkiem.
   Junmyeon zagryzł wargi, po czym spojrzał dyskretnie na Krisa, który wydawał się być pewny siebie jak jeszcze nigdy. W sumie chyba miał do tego pełne prawo, bo według Suho wyglądał dobrze, genialnie wręcz. Trzeba przyznać, że wakacje mu służyły, bo Jun miał ochotę po prostu siedzieć i wpatrywać się w swój ideał. Co prawda już po chwili z zaciekawieniem przypatrywał się zaludnionym uliczkom i wysokim budynkom, ale kto by się przejmował takimi szczegółami. Słonko świeciło, żar lał się z nieba, nieznane Junmyeonowi miasto tętniło życiem. Siłą rzeczy Yifan zszedł na dalszy plan. Zwłaszcza, że prowadził i w tej chwili Jun niewiele mógł zrobić z tym, że miał ochotę skraść mu całusa.
   - Junnie? - Kris spróbował przyciągnąć uwagę Junmyeona. - Żeby nie było, że cię nie ostrzegałem, moja rodzinka i przyjaciele mogą być trochę... zbyt podekscytowani. Wiesz co mama im nagadała. Nie to żeby nie miała racji! - Yifan ukrył twarz w dłoni, przeklinając swoją głupotę. Dobrze, że akurat stali na czerwonym świetle.
   - Jakoś dam radę. - Jun uśmiechnął się szeroko i cmoknął Yifana w policzek. Uśmiech na twarzy tego wielkoluda był zdecydowanie lepszy.
   Nie minęło wiele czasu, kiedy zatrzymali się na podjeździe domu na obrzeżach miasta. W tle słychać było szum fal, co znaczyło, że rodzina Yifana mieszkała niedaleko plaży. Junmyeon skłamałby, gdyby powiedział, że wcale nie jest podekscytowany. Do tego denerwował się, bo nie wiedział jak go przyjmą dziadkowie czy też przyjaciele Yifana.
   - Gotowy? - Yifan uniósł brwi i splótł razem ich dłonie. Sam również trochę się denerwował. Nie chciał żeby dziadkowie czy też ciocia zarzucili Junmyeona jakimiś niestosownymi uwagami.
   - Nie, ale raczej na to nie da się przygotować. - Odparł Suho, uśmiechając się szeroko.
   Yifan odgarnął na bok grzywkę Junmyeona i wziął głęboki oddech. Nacisnął powoli klamkę i uchylił powoli drzwi. W pierwszej chwili planował przekraść się do swojego tymczasowego pokoju, jednak już w wejściu trafił na swojego kuzyna, który od razu zawołał dziadków i wujostwo. Mama Krisa wpadła do przedpokoju jako pierwsza i od razu wyściskała Junmyeona, mówiąc jak to tęskniła za swoim ukochanym przyszłym zięciem. Mimo że mówiła to żartobliwie, Suho zawsze czuł się zawstydzony.
   Babcia Krisa okazała się być przemiłą kobietą. Oczywiście pomarudziła trochę na temat postury Junmyeona, twierdząc, że jest za chudy, ale szybko wyniosła się do kuchni żeby przygotować porządny posiłek "dla tego uroczego młodego człowieka". Dziadek Krisa jedynie przedstawił się gościowi, po czym uścisnął z uznaniem rękę wnuka, wyrażając tym samym swoją aprobatę. Znacznie gorzej było z ciocią. Kobieta zaczęła zachwycać się urodą Junmyeona, co naprawdę było dla niego niekomfortowe, bo w końcu był facetem i słuchanie, że jest śliczny i słodki jakoś nie wpływało dobrze na jego poczucie własnej, stuprocentowo męskiej, wartości. Wujek Krisa totalnie olał sprawę, a kuzyn tylko się przywitał i wrócił do pisania czegoś na swoim smartfonie.
   Wreszcie udało im się wymknąć do pokoju Yifana. Jun przyjrzał się uważnie pomieszczeniu. Chyba mimo wszystko z pewnego rodzaju ulgą zarejestrował obecność jednoosobowego łóżka i rozłożonego na podłodze materaca. W pokoju było tez parę innych mebli, na które nie zwrócił większej uwagi. Od razu podszedł do okna, żeby przyjrzeć się niewielkiemu ogródkowi. Yifan natomiast odstawił w tym czasie jego walizkę i podszedł do swojego chłopaka. Objął go w pasie i oparł brodę na czubku głowy Junmyeona, po czym westchnął zadowolony. Brakowało mu tego.
   - Może mógłbym teraz dostać porządnego buziaka? - mruknął, przerywając chwilę przyjemnej ciszy. - W końcu odebrałem cię z lotniska, więc mi się należy.
   Junmyeon wywrócił oczami, uśmiechając się szeroko. Nie był w stanie sprecyzować czy zachowanie Yifana go bawi, denerwuje (co było praktycznie niemożliwe), czy może pociąga. Tak czy siak odwrócił się przodem do Krisa i oparł dłonie na jego torsie.
   - Tak przy oknie? - Jun uśmiechnął się niewinnie, na co Yifan połaskotał go delikatnie w bok. Delikatny śmiech wypełnił pokój.
   - Mamy jeszcze łóżko i materac. - Kris pociągnął Suho żartobliwie w stronę posłania. Obaj wiedzieli, że nie miał tego na myśli i jedynie się droczył, mimo to Jun i tak spiekł raka.
   - Głupek. - burknął i wspiął się na palce żeby cmoknąć swojego niedojrzałego emocjonalnie chłopaka. Oczywiście nazywał go tak tylko w myślach, bo sporo osób stwierdziłoby, że to on jest tym niedojrzałym. Z resztą, czy to ważne? Raczej nie bardzo.
   - Ale mnie kochasz. - Yifan uśmiechnął się szeroko i pochylił się, by przygryźć dolną wargę Junmyeona.
   - Nie mam wyjścia. - Tylko tyle zdążył odpowiedzieć Suho zanim Kris objął jego twarz dłońmi i czule pocałował. To był jeden z tych słodkich, spokojnych pocałunków, które Jun tak uwielbiał. Czuł się wtedy kochany i nie ważne, że brzmiało to wyjątkowo poetycko. Po prostu bliskość jaką wtedy odczuwał, była tym jego skrawkiem nieba.
   Co w takim razie czuł Yifan, kiedy trzymał w ramionach swojego drobnego Krasnala? Każde zetknięcie warg powodowało dziwne skurcze żołądka, a ciche westchnięcia, z których prawdopodobnie Junmyeon nawet nie zdawał sobie sprawy, przyprawiały go o dreszcze. Dla Yifana czas w takich momentach nie istniał i może właśnie dlatego miał ochotę zabić na miejscu osobę, która właśnie z hukiem otworzyła drzwi. Chyba nawet wiedział kogo będzie musiał rozszarpać.
   - No dobra, koniec tego dobrego! My tez chcemy poznać sławnego Junmyeona. - Yifan westchnął ciężko, starając się opanować, bo naprawdę utrata najlepszego przyjaciela byłaby kiepskim rozwiązaniem. Całe szczęście, że miał przy sobie Junmyeona, który był w niego wtulony prawie jak mała małpka, co powstrzymywało go przed rzuceniem się na intruza.
   - Wcale za tobą nie tęskniłem Henry. - Burknął Kris, odwracając się przodem do przyjaciela. Suho schował się za nim, chcąc za wszelką cenę ukryć rumieńce i opuchnięte od pocałunków usta.
   - Tylko, że jak tak dalej pójdzie to go wciągniesz i już go nie zobaczymy. - W drzwiach pojawił się kolejny chłopak, a zaraz za nim brunetka. Najwyraźniej byli parą, bo wydawać by się mogło, że rozdzielenie ich dłoni będzie niemożliwe.
   - Jake dobrze gada. - dodał blondyn, którego wcześniej Yifan nazwał Henry.
   - Nie dacie mi się nim nacieszyć, co? - jęknął Kris.
   - Nie. A teraz się odsuń, bo go zasłaniasz. - Jake uśmiechnął się szeroko i ruchem dłoni pokazał Krisowi, że ma się przesunąć. Brunetka zrobiła to samo, a zaraz po niej Henry. Wyglądało to komicznie i dość psychicznie jednocześnie.
   Junmyeon wyjrzał zza ramienia Yifana i uśmiechnął się nieśmiało. Trójka nieznajomych wlepiła w niego ciekawskie spojrzenia, po czym jak na komendę pomachali. Cała ta sytuacja zakrawała na niedorzeczną, ale co poradzić, kiedy Junmyeon nie mówił zbyt biegle po angielsku.
   Mimo wszystko poznanie przyjaciół Krisa odbyło się bez większych problemów. Yifan sprawdzał się w roli tłumacza, a i jego znajomi byli wyrozumiali i starali się mówić prostym językiem. W końcu pierwsze lody zostały przełamane i pod wieczór Henry zarządził wyjście na obiecaną powitalną imprezę. Skończyło się tak, że zawędrowali na plażę i rozpalili ognisko. Dołączyło do nich jeszcze kilku znajomych Yifana, którzy przynieśli ze sobą piwo i trochę jedzenia. W sumie wieczór upłynął wszystkim miło, a Junmyeon, mimo swojej umiarkowanej znajomości języka, radził sobie coraz lepiej. Może potrzebował po prostu trochę się przełamać? W pewnym momencie nie prosił Yifana o tłumaczenie całych zdań, a jedynie o pojedyncze słowa i sam starał się układać wypowiedzi. Wolał komunikować się z nowymi znajomymi samodzielnie.
   - Wy tu sobie siedźcie, a ja zabieram Junmyeona na spacer. - Yifan odchrząknął i podniósł się z piasku. Pomógł wstać Junmyeonowi, któremu już trochę szumiało w głowie, po czym chwycił go za rękę i pociągnął w stronę plaży.
   - Ale... - zaczął Henry.
   - Cicho bądź. Chyba lepiej żeby się do siebie przyssali przy brzegu niż tu, gdzie będziesz musiał na to patrzeć. Nie chcesz drugiej pary typu Jake i Emma. - odparł pewien brunet, wskazując całującą się parę, o której wspomniał.
   Tymczasem przy brzegu, dość spory kawałek od ogniska, Yifan usiadł na piasku i pociągnął za sobą Junmyeona. Suho wylądował między nogami wyższego, opierając się o jego tors i westchnął zadowolony, wsłuchując się w szum fal, rozbijających się o brzeg. To wszystko było jak jakiś nierealny sen. Zwłaszcza, że alkohol przyćmił nieco jego zmysły i wszystko wokół wydawało się delikatnie falować.
   Yifan złożył słodki pocałunek tuż za uchem Junmyeona, po czym delikatnie ugryzł go w szyję i zassał się na podrażnionym miejscu. Dłonie splótł na brzuchu swojego Krasnala i przyciągnął go bliżej, dostając w zamian satysfakcjonujące głębokie westchnięcie. Serca obu gwałtownie przyspieszyły, kiedy usta Junmyeona rozchyliły się bezwiednie, uwalniając cichutkie jęknięcie. Yifan musnął ustami zaczerwienione miejsce, po czym uśmiechnął się półgębkiem i pocałował swojego chłopaka w czubek głowy.
   - Znowu wszyscy będą wiedzieć, że jesteś mój. - wymruczał, kreśląc sobie tylko znane wzory na przedramieniu Suho. Ostatnio przyłapał się na tym, że zastanawiał się jakby to było, gdyby ktoś skradł serce jego Krasnala. Nie mógł znieść myśli, że kiedy on siedzi u rodziny w Kanadzie, ktoś inny może patrzeć na Junmyeona tak jak on w tej chwili. Doszedł do wniosku, że nie pozwoliłby nikomu nawet marzyć o dotykaniu, czy traktowaniu Suho w sposób, w jaki on to robił. Nie było mowy o stracie Junmyeona. Za bardzo go kochał i nawet jeśli te słowa były wciąż nie do końca zrozumiałe, wiedział, że utrata Suho byłaby największym błędem.
   - Nie ma takiej potrzeby Fan. - Junmyeon odetchnął głęboko i mocniej ścisnął palce Krisa. - Ja i tak nie widzę nikogo poza tobą, wiesz?
   Yifan ścisnął mocniej drobną postać w swoich ramionach i odetchnął głęboko. W tej chwili czuł się kompletny. Mimo wszystko wciąż było parę spraw, które go niepokoiły.
   - Junnie... co jeśli jednak nie trafimy na tę samą uczelnię? - spytał po chwili milczenia. Wiedział, że to nie jest najprzyjemniejszy temat, ale w tej chwili czuł się bardziej niepewnie niż kiedykolwiek.
   Junmyeon zagryzł dolną wargę. Sam również ostatnio się nad tym zastanawiał. Jedyne czego był pewien to fakt, że rozstanie z Yifanem nie wchodziło w grę. Po prostu nie mógł sobie wyobrazić dni bez niego. Nawet jeśli mieliby być na dwóch przeciwnych końcach kraju, świadomość, że Kris gdzieś tam jest i za nim tęskni byłaby budująca.
   - Dalej byś miał mnie na głowie. Wiesz... kolekcjonujesz moje pierwsze razy, ale naprawdę nie chciałbym, żebyś zafundował mi też pierwsze bolesne rozstanie. - zażartował. Chciał chociaż trochę rozluźnić atmosferę.
   - Pierwsze razy? - Yifan uśmiechnął się mimowolnie i pocałował Junmyeona w policzek. - Jakoś ostatnio szwankuje mi pamięć...
   - Serio Yifan? - Jun oparł głowę na ramieniu blondyna i spojrzał w górę, a dokładniej w jego twarz.
   - Jestem poważny jak nigdy.
   - Naprawdę każesz mi to wymieniać? - Junmyeon uniósł brwi, wciąż wpatrując się w twarz Yifana. Może i było to trochę niewygodne, zważywszy na pozycję, w jakiej aktualnie się znajdowali, ale nie dbał o to.
   - Zamieniam się w słuch. - Yifan pstryknął Suho w nos i uśmiechnął się figlarnie.
   - Yifaaaaaan... - jęknął Junmyeon, mając nadzieję, że jednak uniknie wymieniania tych wszystkich zawstydzających faktów, jednak jedno spojrzenie Krisa utwierdziło go w przekonaniu, że nie ucieknie od tego, co sam zaczął. - Dobra. - burknął i wywrócił oczami. Chyba jeszcze nigdy nie był tak zażenowany. Dobrze, że chociaż było ciemno. - Jako pierwszy prawie codziennie doprowadzałeś mnie do białej gorączki.
   - To serio takie osiągnięcie? - Yifan uśmiechnął się półgębkiem, widząc jak jego Krasnal marszczy brwi, zdenerwowany.
   - Jak już zacząłem to mi nie przeszkadzaj. - burknął Junmyeon, delikatnie szturchając Krisa w kolano. - Zafundowałeś mi pierwsze zauroczenie. - Yifan mruknął, wyrażając aprobatę. - Ugh... jesteś moją pierwszą miłością. - Junmyeon schylił głowę i ukrył twarz w dłoniach. Jednocześnie poczuł za sobą ruch i po chwili Kris kucał przed nim. Chwycił jego nadgarstki jedną dłonią i cierpliwie czekał na ciąg dalszy zwierzeń. - Pierwszy sprawiłeś, że tak cholernie się rumienię. -Yifan zaśmiał się cicho i pogładził jeden z gorących policzków swojego chłopaka, po czym delikatnie uniósł jego głowę, tak by móc mu się przyjrzeć. - No i jeszcze... - Junmyeon zagryzł wargę, przypominając sobie sytuację, o której miał zamiar powiedzieć. Nieśmiało podniósł wzrok i spojrzał prosto w ciemne oczy Yifana. Może to przesada, ale miał wrażenie, że  wzrok Krisa go pali. Było w nim wyjątkowo za dużo uczuć. - Pierwszy pocałunek. - Junmyeon nie zauważył kiedy Kris zbliżył się na tyle, że teraz dzieliły ich zaledwie centymetry. Najwyraźniej za bardzo stresował się swoim wyznaniem. Bo na dobrą sprawę właśnie tym było to wszystko, co przed chwilą powiedział.
   - Też cię kocham. - Junmyeon poczuł ciarki wędrujące wzdłuż kręgosłupa, ale nie był pewien czy były spowodowane niskim głosem Yifana czy też samym pocałunkiem. W każdym razie, nie zastanawiając się dłużej nad takimi bzdetami, zarzucił ramiona na szyję Krisa i zatracił się w pocałunku. Szkoda tylko, że obaj znajdowali się w na tyle niestabilnych pozycjach, że dość szybko wylądowali na piasku. Yifan cudem nie zgniótł swojego Krasnala, w ostatniej chwili podpierając się rękoma. Nie obyło się bez śmiechu i w sumie drobna chwila zapomnienia na plaży przy blasku Księżyca jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Dopóki nikt ze wstawionych przyjaciół Krisa nie postanowi ich poszukać, będą dalej mieli swój prywatny kawałeczek nieba na ziemi. Nie ważne, czy wpatrując się w gwiazdy, czy całując na piasku. W końcu kiedy jesteś z osobą, którą kochasz liczy się tylko jej obecność, a nie to, co robicie.

*~*~*

Serdecznie witam nowych obserwatorów:  jongdae pls i SooAh Kang! <3

Ach~ I co ja mam powiedzieć? Lukier, lukier i jeszcze więcej słodyczy xD Nie biorę na siebie odpowiedzialności za rzyganie tęczą czy też cukrzycę... nah~ czytacie na własną odpowiedzialność xD
A tymczasem... Love KrisHo i takie tam.
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka~ <3
Love you guys <3
XOXO

14 komentarzy:

  1. Miód, cukier i słodziki, proszę państwa - tyle powiem. A, i od razu polubiłam Henry'ego, rozwala mnie xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha w sumie nie spodziewałam się, że ktoś zwróci na niego uwagę xD

      Usuń
  2. Nie wiem czy to moje wyobrażenie czy co, ale jakiś krótki rozdział. Nie mniej świetny ♥ jak to określiłaś lukier lukier i jeszcze raz lukier *-*
    Nie komentowałam ostatnich postów, wybacz, neta nie miałam -.- ostatni rozdział czytałam na matmie i w pewnym momencie, nie pamiętam, którym wybuchłam śmiechem. Nauczycielka powiedziała, że wyrzuci mi telefon za nie uważanie na lekcji... No, ale TAOA jest ciekawsze niż matma ^•^
    Kiedy przeczytałam tytuł, to serio myślałam, że będzie smut. Więc się haham, bo go nie ma xd pierwszy raz się cieszę że nie ma smuta ;D co się ze mną dzieje? O.o
    Życzę dużo ~~ weny ♥ i kolejny raz wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecko, chociaż starsza pewnie ode mnie jesteś xd
    Pozdrawiam i miłej nocy oraz dnia,
    Mimi♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział był nawet minimalnie dłuższy od poprzednich xD
      potem tylko mi nie pisz, że telefon poszedł na straty, bo za to odpowiedzialności nie biorę hahahah
      Ha! Maknae-troll xD Nie ma smuta! ba-ba-bam kekkeke wiedziałam, że uda mi się trolling xD
      Ja wm czy starsza? Możliwe xD
      Dziękuję ^^

      Usuń
    2. Tak byłam ciekawa, bo neta nie miałam na weekend, że sobie od rana włączyłam i na matmie czytałam xd
      i bardzo mnie to cieszy xd
      Ja skończyłam niedawno 17 :D

      Usuń
  3. Idę do psychiatry bo nie mogę przestać sie uśmiechać:D Kocham Kocham Kocham cię za to opowiadanie:**<3333333333333 Jezu oni są tacy slodcy ze ohhhhh Nic dodać nic ująć<3 Jod gdy byl napis pierwszy raz suho to ja juz mialam zboczone myśli OMG co ty ze mna robisz :) Jeśli on nie dostana sie ba ta sama uczelnie to bd smutna i pójdę sie pociąć nutella^^ Kochana Family Krisa Jezu nie wiem co jeszcze napisać aaa wiem mam pamietam koledzy Krisa są SUPER fajnie ze Milo przyjeli suho są i wgl ba ile suho zostaje u Krisa ??? Dobra to chyba tyle idę spac bo chora jestem :(
    Powodzenia i Weny<333333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam uśmiech nie jest chorobą ;)
      *przytula* cieszę się~ ja? ja nic z tb nie robię xD Pretensje do KrisHo kekeke
      Ile Suho zostaje w Kanadzie... dobre pytanie xD Tydzień... Dwa? xD Jeszcze muszę wykminić xD

      Usuń
  4. Nieee, czemu takie krótkie? I znowu tytuł przyprawił mnie o atak feelsów ^^
    Krisho takie słodkie, że cukrzycy można dostać <3 Mówiłam już, że wielbię Cię za to opowiadanie? Jeśli nie, to teraz to mówię xD
    Czekam na kolejny rozdział ^^
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótkie... wcale nie! xD myślę, że trochę ponad 3tys słów na rozdział to jednak sporo xD zwłaszcza, że to już 30ty ^^
      Nwm czy mówiłaś, ale zawsze miło to usłyszeć <3

      Usuń
  5. Tak czytam nazwę rozdziału i se myślę - pierwsze razy? Hmm, czyżby miało do czegoś dojść? No, bo w sumie podejrzewałam, że chodzi o tamte, ale, że będzie kolejny. Czyli ich no pierwszy stosunek. A tu taki zong. :P No cóż, nikt nie będzie Cię zmuszał do napisania takich scen, jeśli nie lubisz, czy coś.
    Mimo tego, to rozdzialik bardzo uroczy. W końcu KrisHo się spotkało i jest bardziej kolorowo w ich życiu. ^^ W ogóle, jak to na przyjaciół przystało, musieli przerwać naszej parce wspólne dzielenie się śliną, no ob przecież nie zdążyli by ujrzeć Jun za parę minut i musieli od razu. Bo faktycznie może Kris połknął by Junmyeona, albo już gdzieś ukrył w jakimś schowku, haha. :P Przecież to tylko jego maluszek i nikogo innego więcej! XD No cóż, w sumie, to i tak będą mieli duuużo czasu, aby nadrobić te dwa tygodnie bez siebie. Kim za to zwiedzi trochę Voncouver pewnie. No chyba, że Kris będzie wolał siedzieć z nim w domu i sie w niego wtulać i całować, keke. :D
    W ogóle fajnie było samemu sobie przypomnieć o tych ich początkach, kiedy to Suho o nich wspominał. I normalnie nie mogłam z tego, że Kris to kolekcjoner ich pierwszych razów. No cóż, jeśli nim jest, to niech zbiera dalej, haha. :D Nawet w postaci chociaż wspólnych pryszniców, czy coś. Hahah. :D W ogóle, to podiziwam ludzi, którzy lecieli samolotami już. Mnie to chyba trza by było siłą wcisnąć do tego samolotu, bo mam lęk wysokosci. Jednak skoror Luhan też ma i lata, i nic mu nie jest, to chyba też bym przeżyła. XD Zawsze jakieś pocieszenie, jakby co haha. XD
    czekam na kolejny~~ ^^ Pozdrawiam i weny życzę! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałaś, że ja trollować lubię? xD Specjalnie taki tytuł dałam ^^ Nie chodzi o to, że nie chcę opisać ich pierwszego razu... po prostu to jeszcze nie w tym rozdziale hahaha
      Dzielenie się śliną hahahahah :D Wiesz... możliwe, że Yifan jednak by połknął Krasnalka xD Wiesz ta wersja o siedzeniu w domu jest prawdopodobna... :p
      Sama musiałam trochę poszperać w pamięci żeby sobie przypomnieć wszystkie pierwsze razy Suho xD
      Boisz się latania? O.o to w sumie całkiem fajne jest~ hahaha
      Jak tak napisałaś o tym Lulu to teraz mam rozkminę O.O

      Usuń
  6. Wiesz, że byłam pewna, że skomentowałam? Ale mnie dzisiaj olśniło, że przecież na plenerze cudem złapałam internet i dałam rozdział do przeczytania znajomej z pokoju, która też się wkręciła w przygody pana aspołecznego i krasnala ;3 No i sie zachwycała jak słodko, a ja w sumie jeszcze wtedy nie czytałam, potem zamknęłam przeglądarkę i jakoś tak zapadło mi w pamięć, że czytałam, no ale mniejsza, już nadrobiłam xD
    Jesteś złym człowiekiem... bardzo,bardzo złym i tu już pewnie wiesz dlaczego. Ten tytuł tak mnie zmylił ;< Chociaż w sumie mogłam się tego spodziewać, że szybciej chodzi o pierwszy lot samolotem czy jakikolwiek pierwszy raz niż o TEN pierwszy raz xD
    Rodzinka Krisa jest urocza, zwłaszcza babcia... w sumie jest jak moja przyszywana babcia. Co tylko do niej przyjdę, to od razu mnie karmi, aż nie mogę się ruszać D: No ale taka rola babci... poza tym trochę współczułam Suho. Sama na jego miejscu bym spieprzyła już dawno do pokoju Krisa i schowała w jego łóżku... chociaż bo takiej rozłące nie wiadomo jak by się to skończyło >D
    Przyjaciół też ma dobrych... takie małe kanalie, co to nie pozwalają im się sobą nacieszyć, jednak w końcu pod koniec rozdziału mieli czas dla siebie. Ale cukier mi skoczył, kiedy Suho wymieniał wszystkie pierwsze razy, które zabrał mu Kris... Krisowi zostało już niewiele tych pierwszych razów do zabrania >D Wierzę jednak, że jakoś nadrobią ten stracony czas... i już się nie moge doczekać, aby przeczytać jak go nadrabiają >D
    Czekam na kolejny rozdział i obiecuję go wcześniej skomentowac następnym, razem o; Weny~<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Też tak czasem mam xD
    O matko, taki fejm hahahha <3 Ostatnio od wszędzie zdarza mi się usłyszeć, że czyjś znajomy czyta TAOA, albo że zostało przez kogoś polecone~ Nie spodziewałam się czegoś takiego po tym opo ^^
    Oj ja już wm dlaczego ;] Trolling mogę uważać za udany <3 Ale w końcu się doczekasz ^^
    Babcia jak wszystkie inne... zmora nastolatek hahahha zaraz utuczy ;_;
    No wiesz, facet pracuje nad skolekcjonowaniem wszytkich pierwszych razów :D

    OdpowiedzUsuń
  8. TYTUŁ MEGA TROLL ><"
    czekam na kolejne rozdziały <3

    OdpowiedzUsuń