Legenda o Wschodnich Skałach


   Księżyc wisiał wysoko na niebie, sprawiając że biały piasek zdawał się lśnić. Szum nocnego morza koił zmysły, a delikatna bryza rozwiewała włosy blondyna spacerującego powoli promenadą. Po zmroku wszystko wydawało się tajemnicze, nastrojowe. Łatwiej było zebrać myśli. Rześkie powietrze cudownie otrzeźwiało.
   Plaża i promenada były kompletnie opustoszałe. Zawsze pełne ludzi kafejki teraz wydawały się wsłuchiwać w odgłosy fal delikatnie rozbijających się o brzeg. Liście palm prawie niedostrzegalnie drżały, a wokoło rozlegały się odgłosy cykad. Blondyn musiał przyznać, że to miła odmiana dla codziennego zgiełku i szumu jaki panował na uczelni. Przyjemnie było się choć przez chwilę wyciszyć. Chyba mógłby to polubić.
   Zatrzymał się niedaleko swojego ulubionego sklepu z bubble tea i zwrócił twarz ku falującemu morzu. Rześka bryza zwiała popielate kosmyki z jego twarzy. Przymknął oczy, by rozkoszować się przyjemnymi powiewami wiatru, po czym znów uchylił powieki. W pewnym skupieniu przyglądał się odbiciu księżyca w słonej wodzie, po czym uśmiechnął się kpiąco. Jeszcze dziś rano sam nie wiedział jak piękne jest nocne morze, a w tej chwili gotów był wyśmiać każdego, kto jeszcze nie odkrył tego  zjawiska. Czysta hipokryzja.
   Jego wzrok przykuł jakiś ruch niedaleko brzegu. Zmrużył oczy, chcąc dojrzeć osobę siedzącą na jednej z huśtawek. Kto normalny mógł tam siedzieć o tej porze?
   Z tej odległości mógł jedynie dojrzeć bladą postać z krótkimi, czarnymi niczym heban włosami. Był pewien, że na jednej z huśtawek siedzi drobny chłopak w jasnych szortach i białej koszulce. Jego skóra wydawała się prawie przezroczysta, a przy okazji jakby lekko lśniła w świetle księżyca. Drobny chłopak wydawał się być tak eteryczny, tak nierealny... niczym z baśni. Blondyn miał wrażenie, że zniknie, gdy choć na chwilę odwróci od niego wzrok.
   Bezwiednie ruszył w stronę małego placu zabaw chcąc lepiej przyjrzeć się tajemniczej postaci. Z każdym krokiem widział coraz więcej. Z pewnego rodzaju zachwytem obserwował cienie kładące się na sylwetce chłopaka. Jego drobne dłonie wyglądały jakby były pokryte aksamitem. Wydawał się być pochłonięty przez własne myśli. Z pewną melancholią wpatrywał się w spokojne morze. Ciepła bryza tańczyła w ciemnych kosmykach jego włosów sprawiając, że wyglądał wyjątkowo... pięknie? Chyba właśnie o tym myślał blondyn.
   Wiedział, że to naiwne i dość głupie, zważywszy na kogoś w jego wieku, ale nieznajomy kojarzył mu się z wizerunkiem elfów, wróżek i tego typu magicznych, delikatnych stworzeń. Prawdopodobnie to wszystko przez wyjątkowo baśniowe otoczenie. W końcu księżyc w pełni i spokojny szum morza w każdym wywołałyby poczucie drobnego odrealnienia.
   Blondyn niepewnie postawił kilka kroków, czując nieodpartą potrzebę zbliżenia się do tajemniczego chłopaka. Chciał sprawdzić czy naprawdę jest tak delikatny i eteryczny. Chciał usłyszeć jego głos, by dowiedzieć się czy będzie tak samo piękny jak nieznajomy i jego otoczenie. Pierwszy raz czuł coś takiego.
   Nagle tajemniczy chłopak wstał z bujaczki. Jego bose stopy zanurzyły się w ciepłym piasku, a on sam znów wpatrywał się w morze.

***

   - Yifan! Do cholery jasnej, stary ogarnij się! - Wysoki blondyn uderzył brata otwartą dłonią w tył głowy i wywrócił oczami, widząc że nawet nie bardzo go to ruszyło. - Spóźnisz się na wykład, idioto.
   Yifan niechętnie podniósł się z kuchennego krzesła i ruszył za młodszym bratem do samochodu. Wiedział, że Zitao wcale nie pospiesza go z powodu swoich szlachetnych pobudek. Nic z tych rzeczy. Tao po prostu liczył na podwózkę. Leniwy był z niego dzieciak. Mając liceum w odległości dziesięciominutowego spaceru, niemal codziennie wrabiał starszego brata w podrzucanie go pod samą bramę. Yifan czasami zastanawiał się kiedy młodzież aż tak się rozleniwiła. Rzadko mu się to jednak zdarzało, bo czuł się wtedy jak jakiś marudny starzec. No, ewentualnie facet po czterdziestce, a to niezdrowe, gdy ma się te dwadzieścia dwa lata.
   W drodze do liceum Tao Yifan nie odezwał się nawet słowem. Wydawał się nieobecny, zamyślony. Zitao zauważył, że jego brat zachowuje się w ten specyficzny sposób już od ponad tygodnia. Nie wiedział co się stało. Może to po prostu przemęczenie albo coś.
   Gdyby tylko mógł się domyślać, co dzieje się w głowie jego starszego brata, pewnie czułby się lekko skołowany. Jedyne, co zaprzątało myśli Yifana to obraz drobnego chłopaka na bujaczce nad brzegiem morza. To aż nie do pomyślenia jak można być ciekawym osoby, którą widziało się raz w życiu. W dodatku odwróconą tyłem.
   Yifan czuł, że w tajemniczej postaci było coś elektryzującego, nieznanego, a nawet eterycznego. Przez to nie mógł przestać myśleć o ciemnowłosym chłopaku z bujaczki. Niezdrowa fascynacja sprawiała, że był coraz bliższy ponownemu odwiedzeniu plaży nocą. Bał się, że jeśli to wszystko potoczy się dalej w ten sposób, będzie przesiadywał całymi dniami nad brzegiem morza jak szaleniec. Skąd w ogóle pomysł, że nieznajomy pojawi się tam znowu? Może był zwykłym turystą? Przyjezdnym, który postanowił poznać uroki nocnego morza?
   Yifan zatrzymał samochód na wyznaczonym dla studentów parkingu. Nawet nie zorientował się, że po drodze wysadził Tao pod szkołą. Powinien wziąć się w garść, bo to naprawdę niezdrowe tak się wyłączać.
   Wyciągnął zeszyt ze skrytki przed siedzeniem pasażera i skierował się do sali, gdzie zaraz zaczynały się wykłady. Nie to, żeby miał co notować, ale zawsze to lepiej wygląda, gdy student udaje zainteresowanie nudnym wykładem, a niestety właśnie takie go dziś czekały. Naprawdę, historia wyspy, na której mieszkał z bratem i dziadkami, nie była czymś wyjątkowo interesującym. Niestety, władze uczelni uznały, że niezależnie od kierunku studiów, każdy uczeń powinien wiedzieć choć trochę o swoim miejscu zamieszkania i tak oto Yifan trafił na wykład z serii "zanudzimy was na śmierć bzdurnymi historyjkami naćpanych jakimś ziołem praprzodków".
   Zajął miejsce obok swojego momentami wkurzającego przyjaciela Luhana i westchnął zrezygnowany. Uważał to wszystko za stratę czasu. Przecież do cholery jasnej miał zająć miejsce dziadka w największym na wyspie banku, a teraz był zmuszony marnować czas na jakieś historyczne bzdety.
   Do sali wszedł jakiś podstarzały profesor w niechlujnym garniturze i z okularami zsuniętymi na czubek nosa. Jego posiwiałe włosy sterczały praktycznie we wszystkie strony. Generalnie wyglądał jakby przez co najmniej tydzień nie widział prysznica, a maszynki do golenia to już od kilku lat.
   - Obrzydliwy typ. - prychnął Luhan, krzywiąc się z obrzydzeniem. Yifan jedynie pokiwał głową i usiadł niżej na krześle, by choć trochę mniej wyróżniać się wśród tłumu uczniów.
   Profesor w tym czasie chwycił kredę i wielkimi, niechlujnymi literami napisał na tablicy jedno słowo 'mity'. Uczniowie popatrzyli po sobie z powątpiewaniem, a Luhan nawet zabuczał cicho, zakrywając usta dłonią, po czym przybił z Yifanem piątkę pod ławką.
   - Panie Xiao, panie Wu... widzę, że wyjątkowo cieszy was perspektywa poznania historii wyspy, a zarazem niewielkiego, ale jakże znaczącego państwa, w którym żyjecie. W takim razie, może pan Xiao powie nam kilka słów o ziemi, która bezsprzecznie jest jego schronieniem? - Gdzieś z sali wykładowej rozległo się ciche 'dziwak' i chichot kilku dziewczyn. Luhan natomiast wygiął wargi w pogardliwym uśmieszku i oparł się nonszalancko o oparcie krzesełka.
   - Nasze zapchlone państewko jest tak małe, że na mapie nie widać go bez lupy, ale nie wiedzieć czemu inni się z nami liczą. To chyba dlatego, że mamy jakieś ważne złoża czegoś tam. Czy to ważne? Jestem na marketingu, więc czemu muszę siedzieć i słuchać o jakiś bzdurnych mitach? - Luhan zaplótł ramiona na piersi i zmarszczył gniewnie brwi.
   - W takim razie może pan Wu powie nam coś ciekawszego niż to, co wszyscy wiemy? Nie? W takim razie może posłuchacie legendy, którą chciałbym wam dziś przedstawić, zamiast bezsensownego wykłócania się z niewychowanymi... - Profesor odwrócił się gwałtownie do tablicy i starł słowo, które wcześniej nabazgrał. Uczniowie popatrzyli po sobie zdezorientowani, a Luhan wywrócił oczami.
   Yifan starał się przyjąć znudzoną i obojętną postawę, ale gdzieś pod skórą czuł, że to o czym chce opowiadać profesor może być ciekawe a nawet ważne. Jeszcze jako dzieciak słyszał kilka legend, które babcia opowiadała jemu i Zitao przed snem. Tylko, że jakby to wyglądało, gdyby dorosły facet ekscytował się na myśl o opowieściach o morskich stworzeniach i jakiś innych podobnych temu pierdołach?
   - Zastanawialiście się kiedyś dlaczego zarówno nasi przodkowie, jak i my teraz tak dbamy o przyrodę? Jest to jeden z powodów, dla których turyści tak kochają odwiedzać naszą wyspę. Nigdzie więcej nie znajdziecie równie pięknie kwitnących roślin, tak czystej wody czy lśniącego piasku. - Profesor obrócił się w stronę skwaszonych studentów. Wiedział, że jeszcze nie wywołał zaciekawienia, ale nawet nie chciał absorbować swoją opowieścią wszystkich. Wystarczyłoby mu kilka osób, które słuchałyby go z zapartym tchem. - Dbając o przyrodę nasi przodkowie oddawali cześć duchom ziemi i wody. Były ważnym  elementem naszej kultury.
   - Brednie. - syknął Luhan. Rzucił Yifanowi ponure spojrzenie i ze zdziwieniem zauważył, że jego przyjaciel bazgrze coś po notatniku, który nie wiedzieć po co brał z samochodu. Jego rysunek przedstawiał morze nocą. Jakieś drzewa albo inne krzaki znajdowały się po prawej stronie pejzażu. To nawet nie byłoby takie tragiczne, gdyby nie fakt, że wśród roślin i w wodzie znajdowały się jakieś cienie, łudząco przypominające ludzi. Do tego na plaży Yifan umiejscowił drobną postać stojącą przodem do morza. Luhan zmarszczył brwi, ale postanowił nie komentować. Yifanowi czasem zdarzały się chwile, w których odpływał, więc Lu stwierdził, że może po raz kolejny to olać.
   Półtorej godziny wykładu o duszkach, nimfach i innych temu podobnych stworzeniach minęło Yifanowi wyjątkowo szybko. Nie był jakoś wyjątkowo zaciekawiony historiami o tym, jak to duchy ziemi stworzyły roślinność na wyspie, ale mimo wszystko przynajmniej na chwilę zapomniał o tajemniczym chłopaku z plaży.
   Nie przejmując się za bardzo Luhanem, ruszył w stronę promenady. Miał trochę czasu do kolejnych wykładów, a uniwersytet leżał tylko przecznicę od linii brzegowej, więc postanowił skoczyć na mrożoną kawę i pospacerować po promenadzie. Na całe szczęście studiował w części rzadziej uczęszczanej przez turystów. Mimo wszystko po promenadzie spacerowało kilka osób. Głównie starsze panie z pieskami i kobiety z wózkami. Przy stolikach przeróżnych kawiarni siedziało parę kobiet ubranych w eleganckie komplety. Kilku zagorzałych surferów próbowało ujarzmić wyjątkowo wysokie fale. Słońce przyjemnie grzało, a delikatna bryza niwelowała upał lejący się z nieba.
   Yifan włożył na nos okulary przeciwsłoneczne, czekając na zamówioną mrożoną kawę. Przeczesał krótkie blond włosy i uśmiechnął się do młodej ekspedientki podającej mu zamówienie. Miał jeszcze trochę+ czasu do wykładu na temat giełdy, więc nie widząc lepszego rozwiązania skierował się w  stronę morza. Już po chwili zorientował się, że znajduje się w miejscu, gdzie ostatnio widział tajemniczego nieznajomego. Z nadzieją spojrzał w stronę małego placu zabaw przy brzegu, ale niestety nie było tam nikogo poza małą dziewczynką bawiącą się na zjeżdżalni.
   W sumie głupim było myśleć, że spotka chłopaka na bujaczce. Dlaczego niby nieznajomy miałby tam być? Yifan westchnął cicho i przeniósł wzrok na falujące morze. Odgłos rozbijających się o brzeg fal uspokajał, przez co blondyn dopiero po chwili ocknął się z drobnego zamyślenia i rozejrzał po okolicy. Nie wiedzieć czemu, serce zabiło mu mocniej na widok czarnowłosego, drobnego chłopaka siedzącego na piasku, niedaleko brzegu. Woda co chwila delikatnie moczyła palce jego stóp, co dziwne nie sięgając dalej niż do pięt. Chłopak obejmował ramionami kolana i chyba wpatrywał się w morze. Yifan nie mógł być pewien, bo nieznajomy siedział tyłem do niego.
   Nie zastanawiając się nawet chwilę dłużej, ruszył w stronę chłopaka. Chciał mu się przyjrzeć z bliska, porozmawiać, dowiedzieć się dlaczego czuje taką fascynację. Po ponad tygodniu myślenia o nim, nie mógł tak łatwo odpuścić.
   - Piękna pogoda, nie? - mruknął, siadając koło nieznajomego na ciepłym piasku. Nie chciał wyjść na jakiegoś przerażającego prześladowcę, więc po prostu sączył spokojnie swoją kawę, czekając na odpowiedź.
   - Mhm... woda jest dziś bardzo przyjemna. - Cichy, melodyjny głos sprawił, że Yifan bezwiednie odwrócił twarz w stronę chłopaka i zamarł. Delikatnie rozdziawił usta, będąc w czystym szoku. Jeśli myślał, że widok jedynie sylwetki tego chłopaka może go fascynować, był w błędzie i nie wiedział co to fascynacja.
   Chłopak siedzący obok niego miał chyba najdelikatniejsze rysy twarzy jakie tylko dane było ujrzeć Yifanowi. Wielkie, czekoladowe oczy wpatrywały się w niego z lekką melancholią. Drobne malinowe usta idealnie odcinały się na tle wyjątkowo bladej, jak na miejscowy klimat, twarzy. Chłopak wyglądał tak bezbronnie i niewinnie, a zarazem eterycznie, że Yifan wbrew sobie wstrzymał oddech. Jeszcze nigdy nie widział kogoś tak pięknego.
   - Jak masz na imię... - W ostatniej chwili Yifan powstrzymał się przed dodaniem 'piękny' (zrobiłby w ten sposób z siebie idiotę) przez co z pytania zrobiło się zdanie twierdzące. Nieznajomy uśmiechnął się delikatnie, wręcz anielsko, przez co serce Yifana zabiło mocniej.
   - Suho. - Chłopak z powrotem zwrócił twarz w stronę morza. Bryza rozwiała mu włosy i Yifan dodatkowo zapomniał jak się nazywa. W tle szumiało morze, krzyczały mewy, a on był w stanie jedynie wpatrywać się w profil drobnego Suho.
   - Yifan. - wyszeptał po chwili, gdy wreszcie otrząsnął się z drobnego szoku. Suho rzucił mu pytające spojrzenie i uśmiechnął się delikatnie. - Mam na imię Yifan. - Na chwilę znów zapadła cisza, którą niecierpliwie przerwał blondyn. Musiał dowiedzieć się czegoś więcej o tym chłopaku. - Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem, jesteś tu na wakacjach?
   - Niedawno tu... przyjechałem. - odparł chłopak, mocząc opuszki palców w słonej wodzie.
   - Może chciałbyś, no wiesz, zobaczyć miasto? - Yifan czuł, że bardziej tandetny już być nie może. Miał wrażenie, że chłopak go wyśmieje.
   - Wolałbym zobaczyć coś ciekawego nad morzem. - westchnął Suho, rozcierając pomiędzy palcami morską wodę. Yifan nie wnikał w jego preferencje. Chciał po prostu się do niego zbliżyć.
   W roztargnieniu zerknął na zegarek i zerwał się na równe nogi, zauważając, że jeżeli się nie pospieszy to nie zdąży na wykład. Poprawił na nosie okulary, chwycił pusty kubek po kawie i zatrzymał się w pół kroku zdając sobie sprawę, że Suho wpatruje się w niego z zaciekawieniem.
   - Spóźnię się. Będziesz tu jutro? O tej samej porze. - Yifan posłał chłopakowi błagalne spojrzenie. Naprawdę chciał go znów zobaczyć.
   Suho kiwnął niepewnie głową, a Yifan z szerokim uśmiechem puścił się biegiem w stronę uczelni, po drodze wyrzucając kubek po kawie. Czuł się wyjątkowo podekscytowany na myśl o jutrzejszym spotkaniu z Suho.
   Zignorował pytające spojrzenie Luhana i szybko zajął swoje miejsce. Pierwszy raz od ponad tygodnia był w stanie jasno myśleć i skupić się na wykładzie. Czuł się świetnie, mając przed sobą perspektywę kolejnego spotkania z Suho.
   Po skończonych wykładach wybrał się z Luhanem i Yixingiem, ich kumplem studiującym literaturę chińską, na coś do jedzenia, a potem jeszcze Lu postanowił wyrwać jakąś laskę na piątek. Skończyło się na tym, że Yifan wrócił lekko podchmielony około północy, mając nadzieję, że Tao i dziadkowie już śpią, bo chybaby go zabili za jazdę w takim stanie.
   W sobotni poranek obudził się z lekkim bólem głowy, ale nie było to na tyle niewygodne, żeby nie dał rady zwlec się z łóżka. Wziął szybki prysznic i wskoczył w jakieś lekkie ciuchy, po czym ruszył do kuchni, z której dobiegały zachęcające zapachy. Najwyraźniej babcia już zdążyła wziąć się za śniadanie.
   Yifan przywitał się z dziadkami, poczochrał włosy Tao i nalał sobie kawy do ulubionego kubka. Chwilę potem babcia postawiła przed braćmi śniadanie i sama z dziadkiem usiadła do posiłku.
   - Fannie, pomógłbyś mi później z tymi starymi książkami w składziku? - spytała starsza kobieta nakładając Tao dodatkową porcję ryżu.
   - Jasne babciu. - odparł Yifan z pełnymi ustami.
   - Macie na dziś jakieś plany? - Dziadek chłopców mrugnął porozumiewawczo, na co obaj jęknęli zażenowani.
   - Nasz kochany Tao pewnie spotka się z tą uroczą Yuri, prawda kochany? - Tao wywrócił jedynie oczami, słysząc słowa babci, ale niestety nie udało mu się ukryć drobnego rumieńca. Starsza kobieta musiała przyznać, że bardzo cieszyła się z pierwszej miłości wnuka. - A ty Yifan?
   - Pewnie poszwędam się po plaży albo coś. - odparł obojętnie blondyn, pomimo że w środku czuł się podekscytowany jak nigdy.
   - Chyba nie w pobliżu Wschodnich Skał? - Kobieta nagle jakby się spięła.
   - Qian, nie przesadzaj kochanie. Yifan jest dorosły i wie co robi. Poza tym... już dawno nic się tam nie wydarzyło. - Dziadek chłopców pogładził czule dłoń żony i posłał Yifanowi ostrzegawcze spojrzenie.
   - Babciu przecież wiesz, że tam nie chodzę. - gładko skłamał blondyn. Zignorował badawcze spojrzenie kobiety i  odstawił miseczkę do zlewu, po czym pożegnał się i ruszył nad morze.
   Tym razem spotkał Suho siedzącego na tak zwanych Wschodnich Skałach. Chłopak beztrosko machał nogami co chwila mocząc je w słonej wodzie. Wyglądał jeszcze delikatniej, bardziej krucho niż wcześniej. Yifan bał się do niego zbliżyć, mając wrażenie, że chłopak ucieknie niczym spłoszone zwierzę, gdy tylko się do niego zbliży. Mimo wszystko nie mógł się powstrzymać. Z lekkim wahaniem ruszył w stronę bruneta. Bez problemu wspiął się na wygładzone przez wodę kamienie i po chwili znalazł się obok Suho.
   Przez chwilę siedzieli w ciszy, rozkoszując się odgłosami morza, ciepłem promieni słonecznych i chłodem morskiej wody. Nie rozmawiali zbyt wiele, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Pogoda była piękna, towarzystwo miłe i spokojne... czego chcieć więcej?
   Yifan wreszcie postanowił przerwać ciszę, pytając o jakieś nic nieznaczące błahostki. Głos Suho był dla niego muzyką. Gdy słuchał prostych słów wydobywających się z ust chłopaka, czuł się odurzony. Wtedy istniał tylko Suho i jego czekoladowe oczy, w które Yifan mógł się wpatrywać godzinami.
   Wraz z kolejnymi spotkaniami, brunet trochę bardziej się otwierał. Po kilku tygodniach potrafił rozmawiać z Yifanem o studiach, rodzinie, pasjach. Blondyn był tak oczarowany chłopakiem, że nawet nie zwracał uwagi na to, że wciąż niewiele o nim wie. Tak samo jak nie zauważał tego, że spędzał na plaży koło Wschodnich Skał niemal każdą wolną chwilę.
   Kilka tygodni po tym, jak pierwszy raz zobaczył Suho, leżeli razem na piasku, wpatrując się w gwiazdy rozsypane na niebie. Tej nocy księżyc świecił wyjątkowo jasno i Yifan miał wrażenie, że blada twarz chłopaka lśni, jakby była pokryta drobinkami szlachetnych kamieni. Westchnął cicho, przenosząc wzrok z powrotem na niebo. W obecności Suho czuł się tak lekko i przyjemnie... Miał wrażenie, że jest kompletny, ale nie wiedział dlaczego.
   - Chciałbym już zawsze móc oglądać nocne niebo w ten sposób. - Suho westchnął smutno, wpatrując się roziskrzonymi oczami w gwiazdy.
   - Co masz na myśli? - spytał nieznacznie zaalarmowany Yifan. Nie za bardzo rozumiał sens słów chłopaka.
   - Chodzi mi o to, że... - Suho przymknął powieki, po czym pokręcił delikatnie głową. - To nie ma znaczenia.
   - Suho, proszę. - Yifan usiadł na piasku i spojrzał prosto w czekoladowe oczy bruneta. Bezwiednie bawił się sznurkiem jego bluzy, czekając aż wreszcie powie o co naprawdę mu chodziło.
   - Po prostu boję się, że nie zawsze będę mógł tak spokojnie leżeć na piasku i po prostu marzyć. - Suho również usiadł po turecku, naprzeciw Yifana. Nieśmiało podniósł wzrok i zaraz znów spuścił go na swoje dłonie.
   Yifan poczuł szybsze bicie serca i dziwną potrzebę dotknięcia Suho. Miał ochotę sprawdzić, czy jego dłonie są tak delikatne, na jakie wyglądają. Z wahaniem opuszkami palców pogładził alabastrową skórę przedramienia chłopaka, by po chwili chwycić jego dłoń. Brunet spiął się delikatnie. Wyglądał jakby przeraziła go bliskość Yifana. Dłonie w uścisku blondyna drżały delikatnie.
   Yifan uśmiechnął się czule i pogładził delikatnie miękki policzek Suho, sprawiając, że chłopak podniósł na niego przerażone spojrzenie. Zagryzł niepewnie dolną wargę, po czym odwrócił wzrok.
   - Yifan nie... powinieneś już iść. - wyszeptał z niemałym trudem.
   Blondyn zamarł, czując denerwujące kłucie w klatce piersiowej. Nie spodziewał się, że nawet tak delikatne odrzucenie może kiedyś być tak bolesne. Westchnął ciężko i niechętnie odsunął dłoń od twarzy chłopaka.
   - Suho... - zaczął nieco zachrypniętym od emocji głosem.
   - Yifan nie teraz. - Suho spojrzał błagalnie na blondyna. Wyglądał na tak smutnego, że Yifan nie miał serca zmuszać go do czegokolwiek. Z ciężkim sercem wstał z piasku i z trudem ruszył w stronę samochodu. - Daj mi... daj mi pomyśleć. - dodał cicho Suho, obejmując kolana ramionami.
   Yifan zatrzymał się na promenadzie i obejrzał za siebie, chcąc sprawdzić czy Suho wciąż siedzi na piasku. Ku jego zdziwieniu chłopak brodził po kostki w morzu.  Wokół jego sylwetki lśniły dziwne kulki, jakby krople? Wyglądał jakby należał do tej plaży, do morza. Jakby był częścią tego krajobrazu. Po prostu wyglądał pięknie. Przez to Yifanowi było jeszcze ciężej wrócić do domu. Miał jednak nadzieję, że pomimo dzisiejszego zajścia ich kontakt nie urwie się zupełnie.
   Siadając za kierownicą miał wrażenie, że zostawia na plaży część siebie. Już tęsknił za delikatnym głosem Suho, za jego eterycznym wyglądem... Czuł się jak narkoman na głodzie, a minęło zaledwie parę minut od ich rozstania.
   Nie bardzo wiedział jak znalazł się w domu. W wejściu od razu natknął się na babcię, która stała w przedpokoju z założonymi na piersi rękoma. To nigdy nie zwiastowało niczego przyjemnego.
   - Yifan, myślę że musimy porozmawiać. - Kobieta skierowała swoje kroki w stronę salonu, a blondyn nie mając nawet siły się wykręcać, ruszył za nią. Ciężko usiadł na fotelu naprzeciw kobiety i rzucił jej zmęczone spojrzenie. Po tym, co stało się na plaży miał ochotę tylko zamknąć się w swoim i Tao pokoju, mając nadzieję, że młodszy już dawno śpi, zamiast prowadzić całonocne rozmowy z Yuri. - Wiesz w ogóle dlaczego nie chciałam, żebyś przebywał w pobliżu Wschodnich Skał? - spytała po dłuższej chwili ciszy kobieta.
   - Kiedyś zginął tam jakiś chłopak. - mruknął Yifan z trudem powstrzymując się przed wywróceniem oczami. Za każdym razem, gdy szedł na plażę, babcia ostrzegała go przed Wschodnimi Skałami, twierdząc że jest tam niebezpiecznie. Blondyn kompletnie w to nie wierzył. W końcu chodził tam już od dłuższego czasu i wciąż był w jednym kawałku.
   - Wiesz dlaczego zginął? - Qian spojrzała na wnuczka ze smutkiem w oczach. Czuła, że z Yifanem dzieje się coś niepokojącego.
   - Potknął się i rozwalił głowę na skałach? - Ironiczny uśmiech pojawił się na twarzy blondyna.
   - Yifan! Jak możesz tak drwić z czyjejś śmierci?! - Kobieta zerwała się na równe nogi, celując palcem we wnuka. Nie mogła uwierzyć w takie zuchwalstwo chłopaka. - Od zawsze Wschodnie Skały były niebezpieczne z powodu dawnych istot, które upatrzyły sobie to miejsce. - Dodała ciszej, patrząc z rozczarowaniem na wnuka. Jeszcze nigdy nie zachowywał się w taki sposób.
   - Czy wy wszyscy musicie gadać te brednie? Najpierw na studiach zmuszają nas do słuchania o jakiś popierdolonych wymysłach naćpanych ziołem idiotów, a teraz jeszcze ty? - Yifan zerwał się z fotela i zniknął w swoim i Tao pokoju, uprzednio zatrzaskując za sobą drzwi. Miał gdzieś to, że Zitao akurat szeptał słodkie słówka do telefonu. Nie przejmując się ubraniami, rzucił się na łóżko. Chciał tylko zasnąć i odciąć się od dzisiejszych wydarzeń.

***

   Przez kolejne kilka dni Yifan nie odwiedzał Wschodnich Skał, co wcale nie sprawiało, że czuł się lepiej. Tęsknił za Suho. Chciał móc znowu posiedzieć z nim na piasku, pobrodzić w wodzie, porozmawiać, pomilczeć, a jednocześnie nachodziły go wątpliwości. Dlaczego zawsze spotykał Suho na plaży? Zawsze przy Wschodnich Skałach, nigdy w innym miejscu. Na dobrą sprawę nie wiedział o nim praktycznie nic. Znał tylko jego imię, o ile w ogóle to było imię. Nie miał pojęcia ile chłopak ma lat, co robi na wyspie, co lubi (z wyjątkiem siedzenie na plaży i morskiej wody). Nie wiedział nic, a jednak nie powstrzymywało to jego serca przed szybszym biciem na samą myśl o drobnym brunecie z plaży. Jego delikatny głos był dla Yifana niczym narkotyk. Był gotów zrobić wszystko, by tylko jeszcze raz usłyszeć parę słów z tych pięknych, drobnych ust. Czy można to było nazwać miłością? Możliwe, ale Yifan nie chciał analizować swoich uczuć. Jedyne o czym całymi dniami myślał to Suho.
   Sięgnął z tylnego siedzenia sportową torbę i ruszył w stronę boiska, gdzie umówił się z Tao i jeszcze kilkoma innymi chłopakami. Miał nadzieję, że choć na chwilę zapomni o drobnym brunecie, którego smutny wzrok sprawiał, że Yifan był gotowy rzucić się w ogień.
   Wywrócił oczami, widząc Tao szczerzącego się do drobnej blondynki, siedzącej na ławce przy boisku. Pierwsza miłość brata momentami bywała naprawdę denerwująca. Trzeba znać granicę w ilości słodkich słów szeptanych do ucha dziewczyny.
   - Mieliśmy grać, Romeo. - Yifan uderzył Tao w tył głowy i sięgnął po leżącą na ziemi piłkę, po czym wycelował nią do kosza. W oczach Yuri dało się zauważyć uznanie, a Zitao jedynie zagryzł zęby, obiecując sobie, że jeszcze zaimponuje dziewczynie.
   Chwycił piłkę i wykonał efektowny wsad do przeciwległego kosza. Yuri uniosła w górę kciuki i przesłała Tao buziaka, przez co chłopak jakby nabrał pewności siebie. Chwilę potem dotarła reszta ich znajomych i zaczęli grać na poważnie. Gdzieś w trakcie większość z nich porzuciła koszulki. Nie dziwne, zważywszy na co najmniej trzydziestostopniowy upał.
   W pewnym momencie piłka wypadła poza boisko i Yifan automatycznie ruszył, by ją przynieść. Z daleka dochodziły do niego wesołe krzyki przyjaciół. Chciał jak najszybciej do nich wrócić. Schylił się po piłkę i ze zdziwieniem zauważył parę czarnych trampek. Zmarszczył brwi, niespiesznie się podnosząc. Jeśli to jakiś wkurzający dzieciak to tym razem nie będzie się powstrzymywał od powiedzenia paru niemiłych słów.
   - Yifan... - Delikatny, cichy głos sprawił, że blondyn momentalnie podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko na widok Suho. Chłopak wpatrywał się w niego nieśmiało, za wszelką cenę starając się omijać wzrokiem nagi tors Yifana. - Myślałem... myślałem, że moglibyśmy się gdzieś przejść. Kiedyś obiecałeś pokazać mi miasto.
   Yifan uśmiechnął się szeroko, kompletnie zapominając o trzymanej w dłoniach piłce i czekających na boisku kumplach. Serce biło mu w zawrotnym tempie. Mogąc znów usłyszeć melodyjny głos Suho czuł się szczęśliwy jak jeszcze nigdy.
   Nie tłumacząc zbyt wiele przyjaciołom, zabrał swoje rzeczy i chwilę potem już byli z Suho na promenadzie. Wiedząc, że chłopak kocha morze, Yifan postanowił zabrać go do jednej z kawiarenek blisko plaży. Resztę dnia spędzili spacerując przy brzegu. Tym razem rozmawiali o zwykłych, przyziemnych sprawach. Yifan był zaskoczony tym, jak Suho się przed nim otworzył. Prawdopodobnie w trakcie całej ich znajomości nie usłyszał tylu słów, co tego jednego popołudnia. Aż ciężko było mu go wieczorem opuszczać. Wracając do domu znów zastanawiał się dlaczego Suho praktycznie zawsze jest na plaży bądź w jej pobliżu.

***

   - Gdzie zniknąłeś w sobotę? Przyniosłeś piłkę i zwiałeś. - Luhan wydął dolną wargę, rozpierając się na krzesełku w sali wykładowej.
   - Czy to ważne? - mruknął Yifan, starając się jakoś zbyć Luhana. Nie wiedzieć czemu nie chciał, by ktokolwiek dowiedział się o Suho.
   - No raczej. Chciałbym wiedzieć gdzie znika mój kumpel, wyglądając jakby wziął niezłą dawkę koki. - Luhan uniósł kącik ust w krzywym uśmiechu.
   - Miałem parę spraw do załatwienia.
   - Tak nagle? - Jedna z brwi Luhana powędrowała w górę, zdradzając powątpiewanie.
   - Panie Xiao, panie Wu... czy muszę panom przypominać, że zajęcia już się zaczęły? - Profesor prowadzący zajęcia z historii wyspy zaplótł ramiona na piersi i spojrzał znacząco na dwójkę niepokornych studentów.
   - No już niech się pan tak nie ciska. - Luhan wywrócił oczami i posłał nauczycielowi dość niemiłe spojrzenie. Yifan natomiast spuścił wzrok na kolejny szkic, który nieświadomie stworzył. Para dużych, ciemnych oczu, patrzących z lekkim przestrachem i niepewnością. Suho zawsze wyglądał jakby się czegoś obawiał. Yifan był ciekaw czego.
   - Skoro już postanowiliście pozwolić innym słuchać, może zaczniemy? Dziś chciałbym porozmawiać z wami o legendzie związanej ze Wschodnimi Skałami. - Yifan bezwiednie uniósł głowę, automatycznie czując zaciekawienie. Ostatnimi czasy, mógł słuchać o wszystkim co choć w niewielkim stopniu łączyło się z Suho. - Na pewno większość z was wie, że w tamtym miejscu dobrych kilka lat temu zginął młody chłopak. Uprzedzając wasze żarty, nie był pijany. Sekcja zwłok wykazała zupełną trzeźwość. Rodzina zeznała, że przez ostatnie kilka tygodni życia zachowywał się wyjątkowo dziwnie. Jednak nie będziemy się w tym wypadku rozwodzić nad możliwymi powodami samobójstwa, gdyż każdy, kto zna historię Wschodnich Skał doskonale wie, dlaczego chłopak skoczył. Pewnie większość z was zastanawia się dlaczego dziadkowie wiecznie ostrzegają przed tym miejscem. Odpowiedź jest prosta. Wypadek sprzed kilku lat utwierdził wszystkich w przekonaniu, że mityczne istoty nawiedzające to miejsce powróciły, a spotkania z nimi nigdy nie były bezpieczne. Wręcz przeciwnie, jeszcze nie słyszałem ani nie czytałem o kimś, kto przeżyłby spotkanie z nimi. Nie są to krwiożercze bestie. Tak naprawdę ich jedyną bronią jest głos i wygląd. Ktoś wie o kogo może chodzić?
   - Wampiry? - spytała jedna z dziewczyn siedzących z tyłu klasy.
   - Tylko na tyle was stać? Doprawdy, jesteście mało kreatywni. - Profesor zaśmiał się cicho.
   - Wilkołaki?
   - Postarajcie się trochę.
   Yifan zmarszczył brwi, mając niejasne przeczucie, że opis mu do czegoś pasuje. Najgorsze, że nie był w stanie się na niczym skupić. Jakiś cichy głosik kazał mu wyjść z klasy i iść na plażę, do Suho. Pragnął chwycić drobne ciało w ramiona, poznać smak wąskich ust, sprawić by wreszcie te wielkie oczy nie patrzyły na niego z przestrachem.
   - Może duchy?
   - Zimno.
   - Elfy.
   - W ogóle się nie staracie. - Profesor pokręcił zrezygnowany głową.
   - Nimfy.
   - To już bliżej.
   - Rekiny piły! - krzyknął jakiś idiota w kapturze.
   - Zamknij się pajacu. - Brunetka siedząca za nim, uderzyła go w głowę.
   Yifan bębnił palcami w blat stolika. Czuł, że nie wytrzyma ani chwili dłużej. Miał wrażenie, że zaraz oszaleje, jeśli nie znajdzie się przy Suho.
   - Trytony.
   - Zaraz odgadniecie. Jestem z was dumny. - Profesor pokiwał z uznaniem głową, a Yifan wplótł dłonie w blond włosy, nie mogąc dłużej wytrzymać. Dziwny głos szeptał w kółko jedno słowo, którego chłopak nie chciał przyswoić.
   Luhan spojrzał zaniepokojony na przyjaciela. Coś niedobrego działo się z Yifanem. Wydawał się blady jak nigdy, a do tego przypominał szaleńca.
   - Nikt nie ma pomysłu? - Profesor rozejrzał się po sali i z nadzieją wskazał niepozorną dziewczynę, unoszącą dłoń. - Tak?
   - To... to syreny. - nieśmiało szepnęła. Yifan zerwał się z krzesła i niemal biegiem ruszył w stronę wyjścia z sali. Nie był w stanie wytrzymać dłużej z dala od Suho. Musiał w tej chwili znaleźć się w pobliżu Wschodnich Skał.
   - Panie Wu, gdzie pan się wybiera? - Profesor próbował zatrzymać studenta, ale nie był w stanie.
   Yifan wybiegł z sali jak w amoku. Nie wiedział jak trafił do samochodu, ani jak dotarł na plażę. Jedyne, co było w tej chwili jasne to niesamowicie silna potrzeba porwania Suho w ramiona.
   I to jedno słowo...
   Niczym szaleniec rozglądał się po plaży, szukając znajomej postaci. Suho nie było ani na bujaczce przy brzegu, ani na plaży... Nawet nie brodził w wodzie, wpatrując się w falujące morze. Yifan tracił nadzieję. Musiał, po prostu musiał zobaczyć Suho.
   Wreszcie zauważył drobną postać stojącą na skałach. Chłopak wpatrywał się w przejrzystą wodę, z pewnego rodzaju tęsknotą. Wyglądał jakby miał się za chwilę rzucić ze skał wprost w morskie odmęty.
   Yifan bez zastanowienia rzucił się w kierunku skał. Od bruneta dzieliło go już zaledwie kilka kroków, gdy dotarło do niego znaczenie słów profesora. Mimo wszystko porwał w ramiona drobną postać, przyciskając do siebie wątłe ciało, jakby właśnie trzymał cały swój świat.
   Suho nabrał gwałtownie powietrza, przerażony. Z trudem obrócił się w ramionach Yifana i poczuł nagłą ulgę. Bał się, że ktoś się wszystkiego domyślił i postanowił go ukarać za zbrodnie jego pobratymców.
   Yifan ujął w dłonie bladą twarz Suho, gładząc delikatnie lekko zaróżowione policzki. Po raz kolejny tonął w głębi smutnych oczu chłopaka. W tej chwili otaczający ich świat stracił jakiekolwiek znaczenie i liczył się tylko Suho. Blondyn jeszcze nigdy nie czuł czegoś tak silnego i obezwładniającego. Miał wrażenie, że wszystko co łączyło go z dotychczasowym życiem prysło, a pozostał tylko ten drobny chłopak w jego ramionach.
   - Kocham cię. - wyszeptał, pochylając się nad drobną postacią.
   - Yifan... - Płaczliwy głos Suho powinien zaalarmować blondyna, ale niestety było za późno. Bliskość chłopaka pozbawiła blondyna resztek rozsądku. - Nie możesz.
   - Shhh. - Yifan uciszył Suho, przykładając palec do jego miękkich ust. Zaraz potem gwałtownie wpił się w wargi bruneta, jedną ręką przyciskając do siebie drobne ciało.
   Suho starał się odepchnąć blondyna, ale z racji jego postury niewiele był w stanie zrobić. Panikował. To nie powinno się wydarzyć. Nie dziś i nie w tym miejscu. Po raz kolejny zawładną nim strach i żal z powodu jego pochodzenia.
   - Yifan... zginiesz. - wydukał, pomiędzy pocałunkami. -Jestem...
   - Wiem... syreną. - wymruczał Yifan, przenosząc pocałunki na bladą szyję chłopaka. Suho odchylił głowę, pozwalając z gardła uciec przeciągłym jękom. Czuł obrzydzenie do samego siebie. Z powodu jego natury, młody chłopak praktycznie oszalał.
   Starał się odsunąć od Yifana, jednak z każdym krokiem zbliżał się do krańcu skał. Dłonie blondyna błądziły po jego ciele, gorące pocałunki rozgrzewały niemal każdy milimetr skóry. Zachowywał się jak szaleniec.
   - Yifan, błagam. - jęknął Suho, czując pod stopami szorstką krawędź skały.
   - Kocham cię... - Yifan postąpił krok do przodu, chcąc znaleźć się bliżej ukochanego przez co obaj stracili równowagę i runęli prosto do morskiej wody. Niebo nagle pociemniało, a fale niespodziewanie wzmogły się, gdy Suho zwinął się pod wodą w konwulsjach, czując że jego nogi ponownie przekształcają się w ogon. Wiedział, że to koniec. Jego siostry i bracia nie pozwolą mu ocalić Yifana.
   - Yifan, posłuchaj mnie. - Spojrzał spanikowany na blondyna, który wynurzył się dosłownie przed chwilą spod powierzchni wody i wciąż był w stanie się na niej utrzymać. - Przepraszam za to, co za chwilę się stanie.
   Blondyn zmarszczył brwi, zauważając, że twarz Suho jakby zbladła. Cała jego postać wydawała się powoli tracić wyraz, blaknąć. Nie rozumiał nic z tego, co mówił do niego brunet.
   - Kocham cię i przepraszam. - Spanikowany Suho oplótł ramionami szyję Yifana i desperacko wpił się w jego usta, wiedząc że nie uniknie kary, na którą świadomie skazał ich oboje.
   Yifan poczuł lodowato zimne dłonie zaciskające się na jego kostkach i jęknął prosto w usta Suho. Przerażony otworzył oczy tylko po to, by zobaczyć niknący cień chłopaka, którego kochał. Wokół nich na wodzie unosiła się piana przypominająca kolorem blady odcień skóry Suho. Smutne oczy, bruneta były ostatnim, co Yifan zobaczył, zanim poczuł gwałtowne szarpnięcie. Coś silnego wciągnęło go pod wodę, a on nawet nie miał siły walczyć o życie. Chciał wołać Suho, bo tylko to się w tej chwili dla niego liczyło.
   Woda błyskawicznie napełniła jego płuca, gdy bezmyślnie otworzył usta, chcąc krzyczeć. Całe jego ciało stawało się dziwnie ciężkie, a w płucach czuł bolesne kłucie. Świadomość powoli go opuszczała, a on nie robił nic żeby się ratować. Jego życie straciło sens.
   Nie wiedział czy to wyobraźnia przed śmiercią płata mu figle, kiedy poczuł na piersi coś na kształt dotyku drobnej dłoni. Zresztą czy to ważne? I tak nie miał już po co żyć.

***

   Luhan westchnął ciężko. Ponad tydzień temu dziadkowie Yifana zgłosili zaginięcie wnuka. Nikt nie wiedział co stało się z blondynem po tym jak w amoku wybiegł z zajęć. Nie wiadomo, co mogło mu strzelić do głowy.
   Nawet nie wiedział kiedy dotarł na plażę w pobliżu Wschodnich Skał. Momentalnie przypomniał sobie o legendzie związanej z tym miejscem. Nigdy nie wierzył w takie głupstwa, ale najwyraźniej instynkt kazał mu przyjść w to miejsce.
   Wątpiąc w słuszność swojego postępowania, wdrapał się na skały i postanowił przynajmniej przyjrzeć się okolicy. Nie bywał tu często, a widok był wyjątkowo przyjemny dla oka. Poza tym, podobno właśnie tu lubiły przebywać syreny. Może uda mu się spotkać jakąś seksowną laskę z ogonem?
   Luhan zaśmiał się cicho z własnego żartu. Nie było czegoś takiego jak syreny. To tylko jakieś brednie wymyślone przez starych ludzi nudzących się w domu.
   Wędrował bez celu po skałach aż dotarł na skraj niewielkiego urwiska. Coś błyszczącego przyciągnęło jego wzrok, więc nie zastanawiając się długo, ruszył w tamta stronę. Nie wiedział kiedy stał się aż tak ciekawski.
   W szparze pomiędzy dwoma kamieniami zauważył niewielki wisiorek. Ostrożnie wydobył go ze szczeliny i uniósł na wysokość oczu. Na srebrnym łańcuszku zawieszona była niewielka łezka, może kropla, rzeźbiona w specyficzne wzory. Miał wrażenie, że już gdzieś to widział. Zmarszczył brwi, starając się sobie przypomnieć gdzie.
   Obrócił łańcuszek w dłoniach i ze zdziwieniem zauważył, że z drugiej strony jest coś wygrawerowane. Przyjrzał się uważniej ozdobnemu pismu, po kolei odczytując kolejne litery składające się w nieznane mu czteroliterowe słowo.
   Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej pogiętą kartkę. Właściwie to rysunek, który ukradł Yifanowi dobry miesiąc temu. Szkic przedstawiał drobnego chłopaka o delikatnych rysach, wielkich oczach i wąskich ustach. Na szyi zawieszony miał naszyjnik łudząco przypominający ten w dłoni Luhana. Pod rysunkiem znajdował się podpis wykonany niezgrabnym pismem Yifana.
   Suho, nieznajomy z plaży w okolicach Wschodnich Skał.

*~*~*

Hej, hej~ Wiem, że to nie kolejny rozdział TAOA, ale z racji tego, że dziś oficjalnie stałam się dorosła (looool xD) chciałam dodać coś trochę poważniejszego. Na ile mi się to udało, to już wy ocenicie :P
Opowiadanie zainspirowane piosenką EXO - Baby don't cry, która nawiązuje do historii Małej Syrenki, ale oczywiście tej z baśni, a nie Disney'owskiej :P Mam nadzieję, że dramat w moim wykonaniu nie był aż taki straszny + to najdłuższy post jaki kiedykolwiek napisałam! Uwierzycie? Niewiele brakowało do 6tys słów *^* Chyba mogę to uznać za jakiegoś rodzaju sukces...
Na koniec chcę serdecznie powitać SanJoon i zachęcić wszystkich do wyrażenia opinii~ 
XOXO

8 komentarzy:

  1. Dobra to to muszę skomentować ;p
    Krisho do tego zainspirowane Małą syrenką to musi mi się podobać ^^ (mówiłam ci, że to była moja ulubiona baśń jak byłam mała? ;p chociaż za ta Disneyowską nie przepadałam..). To było... bardzo osobliwe (?). Nie płakałam jak czytałam (chociaż łzy mi napłynęły) ale jest mi smutno teraz. Biedny Suho ;c tak, właśnie jego mi szkoda a nie Krisa (o dziwo ;p)... to musi być straszne nie móc się zakochać. A raczej wiedzieć, że jest to z góry skazane na porażkę... ehh
    Muszę dodać, że jak czytałam o Tao i jego wielkiej pierwszej miłości Yuri to nie mogłam się przestać szczerzyć haha ;p jaką ty jesteś kochaną unni ;pp
    Luhan taki wredny <3 to o tym już gadałyśmy ale i tak no rozwala mnie takie jego przedstawienie ;p
    To chyba tyle...
    jeszcze raz (po raz chyba 5 o.O) STO LAT! <3 i jeszcze więcej tak udanych opowiadań ^^ saranghae ;*
    Całusy,
    Dubu ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiązanie Małej syrenki z Krisho, piękny prezent po ciężkim dniu.
    Po przeczytaniu tego one shota czuję pewien żal, smutek.. Wiem, że to dramat, ale jakoś bardziej szkoda mi Suho. Głównie dlatego, że nie był w stanie pokochać Yifana..
    Postać Luhana :D Taka kochana z niego paskuda.
    To na koniec wszystkiego najlepszego Unni! <3 Mam wrażenie, że specjalnie wszyscy urodzili się w lutym, a ja jedyna w maju xDD Do-bi jeszcze tylko dwa miesiące, wytrzymasz.
    HWAITING! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój bo...zancdfunenkfcuuscefufuy my fucking feels! Dżizas, Krisho, dramat, syreny, JEZU!
    Zastanawiam się, dlaczego moją reakcją na cokolwiek co napiszesz o EXO jest ogromna fala feelsów...może ja jestem jakaś nienormalna? Ja nie wiem ;;
    Więc...tak. Zabiłaś mnie tym. Poważnie. Umarłam i to piszę jako duch. Będę straszyć siostrę w nocy, yaay!
    Obejrzałam sobie z matką Sierociniec, posikałam się w majty oglądając - to horror, patrzę, coś wrzuciłaś. Myślę sobie "o, może to TAOA, ogarnę się po tym przerażającym filmie", otwieram, czytam...jeszcze nigdy w życiu się tak nie myliłam. Newa ewa.
    Spoko, żebyś słyszała to moje kwiknięcie jak byłam przy fragmencie jak się sobie przedstawiali...żenua, że ja się tym Krisho tak podniecam. Po prostu żal mi siebie samej, serio. Najpierw kwiknęłam jak zarzynany bestialsko chomik, a potem miałam takie "OMG TO BĘDZIE KRISHOOO ndnuenkubfyrfb". Bez komentarza.
    No więc tego...może wyjaśnię, czemu mi się to tak kurewsko spodobało - otóż ja po prostu uwielbiam, mam absolutną obsesję i kocham bezwarunkowo wszelkie klimaty supernatural, zwłaszcza te owiane jakąś nutką tajemniczości, sekretu. I przerażające. Dlatego też jestem zagorzałą fanką starego konceptu eksoł xd więc jeśli chodzi o tematykę, to tu mnie masz, kobieto xd akcja normalnie jak z filmu, Suho jako syrena podbił moje serce (po raz kolejny, jak on to robi, mały sukinkot), a Kris...mój boże. Dlaczego on tak bardzo pasuje mi do tej roli? Zresztą $uszki też ;;
    Geez, czemu ty mi to zrobiłaś, Krisho jako nieszczęśliwa, że tak powiem międzygatunkowa miłość, to jest za wiele ;; zdecydowanie to będzie jeden z moich ulubionych ff supernatural o egzo ;w;
    Dramaty jak widać idą ci bardzo dobrze, kobieto. Ten krótko mówiąc mnie poruszył, i to mocno. To właśnie chyba powinny robić dramty ;p i chociaż moje serce mające dość angsów prostestuje, proszę o więcej. Choć może o troszkę dłuższe opowiadanie, znaczy, kilkuczęściowe?
    A i dobra, muszę to napisać - LUHAN WYRYWAJĄCY LASKI XDDD serio, nie mogę z tego XD ja wiem, że on jest normalnym facetem, nawet nie jest tak gejowski jak co poniektórzy, dziewczyny miał i tak dalej, ale za każdym razem jak wyobrażam sobie taką scenę, to widzę tylko i wyłącznie tą akcję z ostatniego odcinka Showtime, gdzie wydurniał się z Tao XD sorry not sorry, Luhannie XD
    Dobra, porwana przez ogromniastą falę feelsów powiem tylko - ten fic ma w sobie jakąś magię, ja nie wiem jak ty to robisz, ale historia wciąga i oczarowuje ^^
    Sto lat, staruszko <3 XD i miłego oblewania dowodu ^^
    A tak w ogóle to wiesz, że dobiłaś umierającego? Prawie padłam trupem po dwunastym odcinku Showtime, ledwo się wyrwałam z objęć śmierci z nadmiaru krisho feelsów, a ty tu piszesz coś takiego... więc...bycie duchem jest fajne XD
    Weny *u*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urwa, ale długi wyszedł ten komentarz O.O

      Usuń
  4. Zacznę od bardzo spóźnionego - STO LAT!
    A teraz komentuję :)
    Jeżeli chodziło ci o napisanie czegoś "dojrzalszego" jak to ujęłaś to jak najbardziej się spisałaś, chociaż osobiście uważam, że wszystko co piszesz jest na swój sposób dojrzałe, dlatego nie powinnaś uważać swojej inne twórczości za coś mniej... poważnego.
    Co do one shota - ogólnie to się zakochałam. Piękna historia i nawet Suho mi nie przeszkadza, ale chyba przeczytałabym to jako dłuższe opowiadanie, bo można tutaj naprawdę rozwinąć uczucia jakie oboje czuli. Mimo wszystko były one tutaj widoczne i niezaprzeczalnie uwielbiam moment, gdy Kris nie wie co ze sobą zrobić i po prostu biegnie na plażę, do Suho - to było takie romantyczne, chociaż miało okropny koniec :(
    Czekam na kolejny TAOA i dużo weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu zabrałam się za nadrabianie i mam nadzieję, że wybaczysz mi to spóźnienie ;<
    Zacznę od życzeń. Bardzo spóźnionych, ale szczerych~! :3 Co prawda nie jestem w tym najlepsza, dlatego powiem tylko kilka słów. Życzę ci aby wszystkie twoje plany sie spełniły, abyś była zdrowa, szczęśliwa oraz mam nadzieję, że impreza się udała :3 Ogólnie wszystkiego najlepszego i wszystkiego co sobie wymarzysz~!
    A teraz przechodząc do treści opowiadania :
    Bardzo piękne ale i bardzo smutne. W sumie liczyłam na szczęśliwe zakończenie, chociaż kto wie czy takie nie było? Może Kris jakimś cudem przeżył i żyje pod wodą z Suho... nie wiadomo nigdy, dlatego cieszę się z takiego otwartego zakończenia, bo jednak jeśli chodzi o czytanie to wole happy endy xd
    Przy wzmiance o jakże ciekawym kierunku studiów przypomniało mi się, że narzeczona mojego brata miała na studiach "nauke o chmurach" ... Czasami są takie głupie kierunki xD Ale.. ech, strasznie mi smutno, chociaż też kilka razy się uśmiechnęłam.
    Tao w roli brata krisa... to nawet urocze <3 ( chociaż mój chory umysł juz tworzy jakieś kazirodcze scenariusze xD ) Ciekawi mnie o co dokładnie chodziło z tym zakazem czy czymś co złamał Suho... chodziło o to, że wyszedł na ląd albo zakochał się w człowieku? To on był tym chłopakiem co zginął czy może przez niego zginął? Ech, tyle pytań mi sie kłębi w głowie na które chyba będę musiałą sobie odpowiedzieć sama i dorobić nieco scenariuszu xD
    Kurcze, kiedy czytałam, miałam tyle rzeczy do napisania, ale kiedy doszło co do czego, to jakoś nie umiem nic z siebie wycisnąć... przepraszam ;< Następnym razem postaram się bardziej~!
    Pozostaje mi życzyć weny i jeszcze raz sto lat! A tymczasem dobranoc~!

    OdpowiedzUsuń
  6. Unni, jeśli jeszcze raz mi powiesz, że piszesz nudno, to przyjadę do ciebie i cię wyszarpię, kurwa czaisz?!-.-'
    Dobra, keep calm and calm down...~
    Już parę razy mi się zdarzyło czytać super natural, ale to było takie inne. Wyjątkowe, wiesz? Pomimo iż już wcześniej mi mówiłaś tak mniej więcej o tym shocie i się domyślałam, o co będzie chodzić, to i tak czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Trochę mogłam się poczuć jak YiFan - od odczuwał fascynację Suho, a ja tym, co będzie się dalej działo. Już sam początek był przepiękny. Sam sposób, w jaki opisałaś ich pierwsze "spotkanie" był naprawdę wciągający. Co prawda parę dni temu jak zaczęłam czytać tego shota, to mi bezczelnie przerwali i dopiero dzisiaj mogłam w sumie się w to zagłębić. Shot jest długi, a mi czytanie zabrało zaskakująco niedużo czasu. A wiesz czemu? Bo nie czuło się w ogóle tej duże ilości słów. Wszystko było płynne.
    Co do bohaterów - wiesz dobrze, że nie lubię YiFana, a tutaj (o dziwo) jego postać mi się naprawdę bardzo podobała. Taka inna niż zazwyczaj^^ To, jak stopniowo uświadamiał sobie, że kocha Suho, było przeboskie*.* Moje krishofeelsy działały na najwyższych obrotach XD Luhan - taki sukowaty XD Podobało mi się c: I nie zrobiłaś z niego geja :o Ale to też było miłą odmianą po tym, jak we wszystkich opowiadaniach naokoło Lu jest homo~ A Suho... Wiesz, że ja mam do niego zawsze pozytywne podejście^^ Nawet w FA go lubię, pomimo że jest "tym złym". Było widać, że mu przykro, bo od początku wiedział jak to wszystko się skończy. Scena na Wchodnich Skałach, ta jak YiFan wybiegł z wykładów - isnfjdnsn, tutaj dostałam napadu fangirlingu i cukrzycy na raz*^* Nawet nie wiesz, jak bardzo moje serducho potrzebowało jakiejś takiej sceny*.* Cudnie^^ I jeszcze bohaterowie poboczni... CZAS NA PODJARKĘ.
    KCNSKDJDIFID, ZROBIŁAŚ TAORI, CZY TAM YUTAO, JAK KTO WOLI, NIEWAŻNE. POWIEDZ, ŻE TO BYŁO DLA MNIE*.* POWIEDZ!^^ JEJKU, NAWET NIE WIESZ JAK MI SIĘ MORDKA CIESZYŁA, JAK CZYTAŁAM TE FRAGMENTY:>
    Sorry za capslocka, ale no... Sytuacja tego wymagała XD
    I jeszcze się zatrzymam nad opisami. One chyba najbardziej przyczyniły się do tego, że shot miał taką bajkową i magiczną aurę^^ Mówiłam ci już kiedyś, że kocham czytać twoje opisy? Jeśli tak, to się powtórzyłam, ale trudno XD
    Nie wiem, co mogłabym ci tu jeszcze napisać._. Shot mi się tak podobał, że nawet sobie nie wyobrażasz^^ Cud, że dałam radę napisać cokolwiek :o
    A! No i to, jak się to wszystko skończyło. Cieszę się, że tak to wyglądało. Miałam ostatnio ogromny niedosyt smutnych zakończeń, a ty coś takiego stworzyłaś:> Luuubię to~ c: Może i jestem w tym momencie okrutna, ale co tam XD Ty mnie rozumiesz:')
    To by chyba było na tyle^^ Wiesz co? Chyba jedna z najlepszych rzeczy, jakie napisałaś, Unni <3
    Pozdrawiam cię serdecznie^^
    Twój Diabełek~ <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, no i zapomniałam napisać, że nie wiem czemu, ale cały czas nuciła mi się piosenka z 'Tytanika' i aż ją sobie włączyłam O.O

      Usuń