My Crazy Love Story [Prolog]


Be crazy. Be stupid. Be silly. Be whatever.
Because life is too short to be anything but happy.

Początek szaleństwa


   Sobotnie noce rządzą się swoimi prawami. Kobiety porzucają niewinność na rzecz wyrafinowanego seksapilu, a w mężczyzn wstępuje duch macho. Alkohol, używki, brudne interesy i tego typu sprawy ukazują się oczom z pozoru porządnych obywateli. W sobotnie noce każdy przybierał kolejną maskę, chcąc stać się kimś innym, lepszym - swoim alter ego.
   Pośród tego wszystkiego znajdował się Baekhyun. Z pozoru zwykły dwudziestolatek, a jednak w sobotnie noce stawał się kimś innym. Siadał przy barze ze swoim kumplem i popijali drinki, starając się sprawić wrażenie obojętnych na kobiece wdzięki, a tak naprawdę ich celem było wreszcie jakąś uwieść. Nie łatwo było to zrobić komuś o twarzy piętnastolatka i spojrzeniu zbitego psa. Jednak w sobotnie noce twarz Baekhyuna mogła być bardzo myląca. Często pod wpływem alkoholu nabierał odwagi i zadzierał z najbardziej nieodpowiednimi typami w okolicy.
   Jednej z tych sobotnich nocy na ulicach dało się słyszeć szybkie kroki, ciężki oddech i okrzyki wskazujące na pogoń. Baekhyun uciekał ile sił w nogach przed napakowanymi mężczyznami, którzy postanowili, że już najwyższy czas na spłacenie długów. Z przyczyn oczywistych Baek nie mógł tego zrobić, więc splunął w twarz jednemu z mężczyzn, a zaraz po tym puścił się biegiem by ratować się przed nadchodzącą karą.
   Skręcił w kolejną uliczkę, nie do końca wiedząc dokąd biegnie. Minął piekarnię na rogu, w której zawsze rano kupował bułki i wypadł na drogę, prowadzącą na jakiś ogrodzony, zwykle niezagospodarowany teren.
   Zorientował się, że kroki goniących go mężczyzn z każdą sekundą stawały się głośniejsze, więc niewiele myśląc skierował się w stronę ogrodzonej przestrzeni. Miał wrażenie, że widzi tam jakieś przyczepy czy namioty. Wydawało mu się, że uda mu się zyskać trochę przewagi kiedy już przedostanie się przez ogrodzenie.
   Nie oglądając się za siebie, przyspieszył, by jak najszybciej znaleźć się przy płocie. Błyskawicznie, wspiął się na ogrodzenie i zeskoczył, od razu pędząc w stronę namiotów. Kiedy usłyszał jak mężczyźni próbują wdrapać się na ogrodzenie, spanikowany gwałtownie skręcił w lewo, jednocześnie oglądając się za siebie. Kiedy wreszcie spojrzał przed siebie zdążył jedynie zarejestrować, że z impetem uderza w coś dużego i dość twardego. Potem była już tylko ciemność.

***

   Pierwszym, co po przebudzeniu uświadomił sobie Baekhyun był potworny ból głowy. Potem stopniowo docierało do niego, że leży na czymś względnie miękkim, a w dodatku jest mu za gorąco. Porwali go i pobili? Może zgwałcili? Na tę myśl wzdrygnął się i od razu poczuł dziwny ciężar na kolanach. Bał się otworzyć oczy, bo jakoś nie chciał widzieć jak czyjaś wielka pięść zbliża się żeby przyłożyć mu w twarz. Tylko, że ten tajemniczy ciężar w ogóle się nie ruszał. Zamiast uderzenia do uszu Baekhyuna dotarły odgłosy kroków, a po chwili słowa, które kompletnie go skołowały.
   - Co ty wyprawiasz Jun?! - zbeształ kogoś mężczyzna o niskim, głębokim głosie. Najprawdopodobniej chodził teraz w kółko po pomieszczeniu, w którym znajdował się Baekhyun. Na to przynajmniej wskazywał odgłos stawianych przez niego kroków.
   - Byłem ciekawy... - mruknął ze skruchą ten drugi. Prawdopodobnie znajdował się dużo bliżej Baeka, bo jego głos wydawał się głośniejszy. - Poza tym on się ruszył! - dodał na swoje usprawiedliwienie.
   - Już ci mówiłem, żebyś nie naruszał przestrzeni innych ludzi. - odburknął z pewnym wyrzutem Głęboki Głos.
   - Ale ja tylko chciałem się nim zaopiekować! - zaoponował gość o dużo bardziej delikatnym głosie i uderzył pięścią w brzuch nieznajomego, zapominając, że przecież siedzi mu na kolanach.
   Baekhyun gwałtownie otworzył oczy i chwycił się w pół. Przed oczami mignęła mu sylwetka drobnego chłopaka, a także coś długiego i futrzanego. Zdezorientowany wyprostował się, by znaleźć uciekającą osobę, ale nic nie zobaczył. Odwrócił głowę w drugą stronę i wrzasnął (trzeba przyznać, dość kobieco), bo nagle przed nim znalazła się twarz uroczego blondyna. Może i wszystko byłoby w porządku gdyby z czubka jego głowy nie wystawała para kremowych kocich uszu. Jedno z nich poruszyło się delikatnie, a blondynek zamrugał niewinnie, wpatrując się w Baekhyuna.
   - Junmyeon! - Warknął Głęboki Głos. Dopiero wtedy Baek sobie o nim przypomniał i spojrzał w jego stronę, przez chwilę zapominając, że z głowy blondyna wystaje para kocich uszu.
   Głęboki Głos okazał się wyjątkowo wysokim i dość atletycznie zbudowanym chłopakiem. Ciemne blond włosy opadały na czoło, sprawiając, że jego przeszywający wzrok stawał się jeszcze bardziej przerażający. Co jednak najdziwniejsze w tym wszystkim, był ubrany w dość ekscentryczny strój, delikatnie mówiąc. Raczej nikt normalny nie nosił fraka w fioletowo-białe paski, cylindra i koszuli z żabotem. Może to miały być jakiegoś rodzaju tortury czy coś?
   - Oj no przepraszam... - Blondynek z kocimi uszami spuścił smutno głowę i posłusznie ruszył w stronę gościa we fraku. Baekhyuna chyba już nawet nie był w stanie zdziwić ogon wystający spod szarej koszulki chłopaka.
   - Chyba nieźle wyrżnąłeś w przyczepę, skoro spałeś aż kilka dni. Już się martwiliśmy, że coś jest serio nie tak. - Głęboki Głos wreszcie zwrócił się do Baekhyuna, co zresztą ani trochę nie rozjaśniło sytuacji.
   - Co? - odparł tępo Baek. Nie miał pojęcia gdzie, z kim i dlaczego jest. No i co z tymi, którzy gonili go aż do pustego placu.
   - Nie powiedziałeś mu jak masz na imię. - prychnął blondynek z kocimi uszami, a jego kremowy ogon poruszył się gwałtownie. Był wyraźnie poirytowany postawą Głębokiego Głosu.
   - Racja... - odparł wyższy, drapiąc się niezręcznie po karku. - No to może zaczniemy od początku? - zaproponował i zbliżył się parę kroków do Baekhyuna. Za nim jak cień poruszył się blondynek. - Możesz mnie nazywać po prostu Kris, a ten tutaj to Junmyeon. - Gestem pokazał na burmuszącego się chłopaka. - Witamy w Cirque d'étoiles! - Coś w jego sposobie mówienia czy też w gestach (chociażby to, że uchylił kapelusz, delikatnie skłaniając głowę) przywodziło na myśl konferansjera czy też mistrza ceremonii.
   - Przepraszam, że niby gdzie ja jestem?! - Twarz Baekhyuna w żadnym wypadku nie wyrażała szczęścia. Bardziej przerażenie.
   - W cyrku. Tak dokładniej to w mojej przyczepie. - sprostował Kris. - Kilka dni temu obudziłeś mnie kiedy postanowiłeś zatrzymać się na mojej przyczepie, a że goniło cię paru gości to się ich pozbyliśmy i postanowiliśmy się tobą zająć. W sumie to Jun się uparł. Jak dla mnie to tylko kłopot, bo zająłeś mi kanapę. - Wyjaśnił, wzruszając ramionami.
   Baekhyun wpatrywał się w dwójkę nieznajomych z rozdziawioną buzią. Nie bardzo wiedział czy w takiej sytuacji ma uciekać, pytać czemu blondynek ma uszy i ogon, czy też zostać i pozwolić się sytuacji rozwijać. Jego mentalną bitwę przerwał Junmyeon, który nagle rzucił się żeby złapać latającą po przyczepie muchę. Nie było możliwości żeby Baek został tu choć chwilę dłużej.
   - Umm... dzięki za wszystko i tak dalej, ale ja już chyba będę wracać do domu. Mama pewnie się martwi i w ogóle. - zaczął się cofać w stronę drzwi, ale zanim chociażby postawił dwa kroki, znalazł się przy nim blondynek, po raz kolejny naruszając jego strefę osobistą.
   - Kris zapomniał ci powiedzieć, że przez te kilka dni już zdążyliśmy pojechać bardzo daleko od tamtego miasteczka no i teraz rozbiliśmy obóz w innym miejscu. - Junmyeon posłał Baekhyunowi szeroki uśmiech i pociągnął go za nadgarstek w stronę kanapy. - Poza tym musieliśmy stamtąd uciekać, bo ci goście powiedzieli, że rano wrócą i nas wszystkich wyrżną. Czy jakoś tak... Dobrze mówię Kris? - Odwrócił się w stronę wyższego, oczekując potwierdzenia własnych słów. Kris tylko kiwnął niemrawo głową. - Widzisz? Nie możesz tam wrócić. No i ja uważam, że będziesz tu do nas pasował! Mam już dość tego, że wiecznie ja wszystko załatwiam. Teraz przynajmniej będę miał pomoc. Co ty na to? - Posłał Baekhyunowi jeszcze jeden olśniewający uśmiech i popchnął go na kanapę.
   - Eeee...
   - Kris powiedz mu! - Blondynek zmarszczył brwi i wypchnął do przodu dolną wargę. W oczach wyższego pojawiło się coś na kształt rozczulenia, ale szybko wrócił do siebie i westchnął ciężko, jakby pytając cały świat czemu musi to wszystko znosić.
   - Tym razem muszę przyznać, że Junmyeon ma rację. Nie powinieneś wracać do domu. Po pierwsze, chcą cię tam dorwać jacyś psychopaci, a po drugie, spójrzmy prawdzie w oczy nie masz jak tego zrobić. Jesteś bez kasy, a poza tym przetransportowaliśmy cię na drugi kontynent. Trochę długo by trwało zanim byś wrócił. - Stwierdził bez cienia współczucia Kris. - U nas nigdy nie brakuje rąk do pracy, więc możesz pomagać dopóki nie trafimy w rejony bliższe twojemu miasteczku.
   - Kiedy to będzie? - Z ust Baeka wyrwało się podstawowe w takich chwilach pytanie.
   - Nie mam pojęcia. Kilka miesięcy, a maksymalnie rok. - Odparł Kris, oglądając swój cylinder.
   Baekhyun zamrugał kilkakrotnie, nie do końca wierząc w to, co słyszy. Wychodziło na to, że będzie musiał pracować w cyrku, co samo w sobie było czymś okropnym. Do tego nie miał pojęcia jak i kiedy wróci do domu. Genialnie. Matka go zabije o ile nie zrobią tego wcześniej jakieś lwy czy inne tygrysy, którym pewnie będzie musiał czyścić klatki.
   - To zostaniesz? - Junmyeon wpatrywał się w niego intensywnie, jednocześnie bawiąc się własnym ogonem.
   - Innego wyjścia nie mam. - odparł ponuro Baekhyun. Zignorował to, że obok niego Junmyeon zaczął skakać z radości, krzycząc coś o tym, że będzie miał towarzysza. Kątem oka zauważył, że Kris wpatruje się w niego badawczo, ale szczerze mówiąc, było mu wszystko jedno. Wpakował się w niezłe bagno i teraz musi jakoś to przetrwać, żeby wrócić do domu. Genialnie.

*~*~*

Serdecznie witam nowych obserwatorów! ^^ Akira Suzuki, Nina, Daria Anna, Echo, Zuza Jamróz - nie bójcie się udzielać hahahaha <3
Właśnie wróciłam z Teatru Wielkiego i szybciutko przed spaniem dodaję Prolog ^^ Może nie ma tu gigantycznie dużo akcji, no ale jakoś trzeba zacząć. Mam nadzieję, że Was zaciekawiłam i cierpliwie będziecie czekać na ciąg dalszy! ^^ Miejmy nadzieję, że szkoła mi na to pozwoli :P
Całuję wszystkich! :*