The Art of Attraction XXXVIII

Cały świat w ramionach


   Księżyc świecił jasno, nadając blasku lekkim falom. Na plaży nie było prawie żywej duszy, pomijając dwójkę młodych mężczyzn, siedzących na kocu. Wokół nich roznosiły się dźwięki cykad, razem z resztą doznań budując niesamowity klimat.
   Na kocu rozłożone były pyszne przekąski - ulubione dania Junmyeona, a do tego wokół w piasku porozstawiane były niewielkie świeczki. To wszystko przygotował Yifan, chcąc sprawić przyjemność swojej drugiej połówce. Tak na dobrą sprawę w czasie trwania roku akademickiego nie bardzo mieli czas na randki czy inne tego typu wyjścia, a wakacje okazały się idealną sposobnością do nadrobienia. Zwłaszcza wakacje w Vancouver.
   Junmyeon sięgnął po ulubione ciasteczko i przymknął zadowolony oczy. Miłe chwile z chłopakiem to jedno, a niebo w gębie to zupełnie inna sprawa. Coś jakby dwa różne stany szczęścia. Nawet nie wiadomo który lepszy.
   - Widzę, że ci smakuje. - wymruczał Yifan, wyciągając rękę by kciukiem zetrzeć resztki czekolady z kącika ust Junmyeona. Przy okazji skorzystał z chwilowego odlotu swojego Krasnala i cmoknął go czule w usta.
   Jun nagle drgnął, wybudzony ze słodkiego transu. Zamrugał kilkakrotnie, po czym zmarszczył brwi i posłał Yifanowi groźne spojrzenie.
   - Ukradłeś mi buziaka. - burknął z wyrzutem, jednak błyskawicznie się rozchmurzył. - Teraz musisz mi go oddać. - dodał, uśmiechając się przebiegle.
   - Nie powiem, że mi smutno z tego powodu. - Yifan zaśmiał się nisko, po czym pochylił się by ponownie pocałować ukochanego. Tym razem dłużej.
   Junmyeon zacisnął palce na jasnych włosach Krisa. Ich dłonie momentalnie znalazły drogę do siebie i splotły się w mocnym uścisku. Kto nie chciałby całować się nad brzegiem nocnego morza? To wręcz magiczne, niczym scena z baśni.
   - Brakuje tylko spadających gwiazd, co? - zażartował Junmyeon, kiedy już objęci wpatrywali się w nocny pejzaż nad morzem.
   - Wykraczesz, a ja mam już wszystko czego mógłbym sobie życzyć. - Yifan mocniej ścisnął drobną dłoń Junmyeona i uśmiechnął się zażenowany. Jak zwykle zresztą w takich chwilach.
   - Dobrze, że tylko ja wiem o tej twojej romantycznej stronie, bo chłopaki z drużyny nie daliby ci spokoju. - Jun zaśmiał się głośno, jednocześnie opierając głowę na ramieniu swojego chłopaka. Chyba obaj w takich chwilach robili wszystko by żartami zatuszować swoje zażenowanie niektórymi słowami, ale nie zmieniało to faktu, że randki takie jak ta najbardziej zapadały w pamięć.
   - Chyba będę musiał babci kupić jakiś super garnek czy coś, bo pomysł żebyśmy pilnowali ich domu był genialny. - odparł po chwili Yifan, zupełnie ignorując stwierdzenie Krasnala. Tylko jemu mógł pokazać te swoje głęboko skrywane, może nawet lekko zawstydzające, cechy. Przed nim nie miał tajemnic i szczerze mówiąc chciał by to Junmyeon był tym, kto będzie znał go lepiej niż on sam. Jeszcze nigdy nie był tak pewny tego, że chce z nim spędzić jeszcze sporo lat, jak w tej chwili. - Wiesz, że cię kocham? - spytał ni z tego ni z owego.
   - Jasne, że wiem. Raczej nie dajesz mi o tym zapomnieć. - Junmyeon ukrył stopniowo czerwieniejące policzki i zaśmiał się nerwowo, po czym odchrząknął. - Ja też. - wyszeptał niepewnie. Poczuł, że obejmujące go ramiona zaciskają się mocniej, a Yifan całuje go w czubek głowy.
   Kolejne minuty mijały w komfortowej ciszy, zmąconej jedynie odgłosami morza i cykad. Światło rzucane przez świeczki tańczyło na twarzach dwójki zakochanych, zmiękczając zwykle ostre rysy twarzy Yifana. Chociaż może to uczucie sprawiało, że przy Junmyeonie łagodniał?
   Podobno zakochani czasu nie liczą i w ich wypadku nie było inaczej. Żaden z nich nie wiedział jak długo siedzieli na plaży czy to rozmawiając, czy to milcząc. Było im zbyt przyjemnie żeby przejmować się godziną. Jednak wreszcie to chłód nocy dał im się we znaki i zmuszeni byli zebrać swój piknikowy zestaw i przenieść się do domku dziadków Yifana.
   W kuchni od razu zabrali się za sprzątanie, aczkolwiek nie było to do końca normalne zmywanie. Zanim Junmyeon zdążył wejść do domu, Yifan powstrzymał go, zasłaniając oczy, a sam przygotował kolejną część wieczoru. W całym domu porozstawiane były świeczki, które błyskawicznie zapalił. Stworzyło to wręcz niezapomniany klimat. W asyście takiej aury nawet zmywanie naczyń po pikniku wydawało się czymś idealnym.
   Obaj co chwilę rzucali sobie nawzajem ukradkowe spojrzenia. Całe szczęście, że wszystkie talerze przetrwały coś takiego, bo mniej uwagi nie mogli już im poświęcać.
   Junmyeon zagryzł wargi, wpatrując się w ukrytą w półcieniu postać Yifana. Może i wycierał w tej chwili naczynia, ale to wcale nie czyniło go mniej przystojnym. Był idealnym facetem i tyle. Jun wiele razy zastanawiał się dlaczego jest takim szczęściarzem. No bo w końcu nigdy wcześniej nie kochał i nie był kochanym. Czyżby miało być tak, że jego pierwsza miłość będzie jedyną i ostatnią? Byłby to piękny scenariusz. Nim zdążył zastanowić się nad tym, co robi, pociągnął Yifana za rękę i pocałował bez tchu. Poczuł dłonie obejmujące jego policzki i westchnął szczęśliwy. Nie wiedział co go dziś naszło, ale czuł wielką potrzebę bliskości Yifana i pokazania mu własnych uczuć.
   Przez ten mętlik w głowie zapomniał się i skończyło się tak, że ugryzł Yifana w wargę. Odsunął się od niego, patrząc w zażenowaniu na podłogę. Zagryzł mocno dolną wargę, czując, że zaraz spali się ze wstydu.
   - Hej Jun... nic się nie stało, widzisz? - Yifan wskazał na zaczerwienioną wargę i uśmiechnął się delikatnie, widząc przestraszone spojrzenie swojego chłopaka. - Jestem cały. - zaśmiał się cicho i cmoknął Junmyeona w usta, jednak zanim zdążył się odsunąć, drobne dłonie znalazły drogę na jego kark i w jasne włosy.
   I znów złączyli się w jednocześnie czułym i pełnym pasji pocałunku. Junmyeon czerpał niesamowitą przyjemność z faktu, że silne ramiona Yifana obejmowały go szczelnie w pasie, odbierając mu w ten sposób jakąkolwiek przestrzeń osobistą.
   - Junnie mógłbym tak bez końca i w ogóle, ale muszę skoczyć do łazienki. - Yifan zaśmiał się nerwowo i popędził w stronę toalety.
   Junmyeon rozejrzał się po pustej kuchni, obejmując się ramionami, po czym westchnął cicho i ruszył do sypialni dziadków Yifana. Usiadł po turecku na łóżku, palcem wodząc po lekko napuchniętych ustach. Jednocześnie wpatrywał się trochę nieprzytomnie w tańczący płomień. Po pokoju roznosił się przyjemny zapach kwiatów, najwyraźniej świeczki były zapachowe.
   Nie miał pojęcia co w niego dzisiaj wstąpiło. Przecież nie pierwszy raz całowali się w ten sposób, a jednak coś było nie tak. Czuł się inaczej. Miał wrażenie, że płomyczek łudząco podobny do tego ze świeczki zagościł w jego ciele i raczej nie zapowiadało się na to by miał sam zgasnąć. A przynajmniej nie na dobre. Nie był dzieckiem, zdawał sobie sprawę co to oznacza, ale dlaczego teraz, tutaj, a nie wcześniej czy później?
   Jego rozpędzone myśli zatrzymało dopiero wejście uśmiechniętego Yifana. Uniósł wzrok na swojego chłopaka i bezwiednie przysunął się na brzeg łóżka. Spojrzał głęboko w jego ciemne oczy jakby szukając pozwolenia, którego zresztą nie potrzebował, po czym kolejny już raz tej nocy przyciągnął go do pocałunku. Przez przypadek zderzyli się nosami, co skomentowali krótkim śmiechem i tym razem już nic nie powstrzymało ich od złączenia lekko napuchniętych warg.
   Po chwili, idąc z prądem wydarzeń, opadli na miękki materac, gubiąc się w słodyczy pieszczoty. Dłonie Yifana znalazły się przy głowie Junmyeona, a kolana po obu stronach bioder, sprawiając, że płomyczek w ciele Suho buchnął intensywniej. Ramiona automatycznie zacisnęły się na karku, jakby chcąc przyciągnąć ukochanego jeszcze bliżej.
   Głębokie, powolne pocałunki były czymś co wkrótce miało w pewien sposób zgubić Junmyeona. Świadomość, że tuż nad nim zawisł jego chłopak sprawiała, że chciał poczuć jego ciało w całości na swoim. Jego temperaturę, ciężar, bliskość. Wszystko. Uczucia, pragnienie i gorąc mieszały się w jedno, pozostawiając myśli Junmyeona w totalnym nieładzie. Westchnął głośno, gdy poczuł ciepłe wargi na czułym miejscu u podstawy szyi. Bezwiednie jego usta otworzyły się w niemym wyrazie rozkoszy, który jednak szybko zamaskował, zaciskając wargi w wąską linijkę. Mógł wyczuć, że Yifan w tej chwili się uśmiecha. Jego usta stykały się bez ruchu z rozgrzaną skórą Junmyeona. Nie tylko on miał w tej chwili mętlik w głowie. Yifan nie miał pojęcia czy może, czy powinien posunąć się dalej. Bardziej niż swoje potrzeby, cenił Junmyeona i nie miał zamiaru robić czegoś, na co nie byłby gotowy jego Krasnal.
   Musnął kilka razy delikatną skórę szyi swojego chłopaka, po czym przejechał nosem po całej jej długości i ucałował miejsce u podstawy ucha. Junmyeon odetchnął głęboko, chcąc uporać się z wszechogarniającym uczuciem rozkoszy. Wplótł palce we włosy Yifana, ciągnąc go wyżej, by znów móc poczuć jego wargi na swoich, pulsujących od pocałunków ustach.
   - Jun... - Wyszeptał wprost w jego wargi Yifan. - Jeśli nie jesteś gotowy, przestańmy w tym momencie. - poprosił, patrząc w lekko zamglone oczy Junmyeona. Nieraz o tym rozmawiali i do tej pory Jun twierdził, że nie jest gotowy na seks. Yifan to szanował i nigdy nie naciskał, bo przecież sam nie był jakimś frustratem seksualnym. Stosunek nie był mu do życia potrzebny jak powietrze, a raczej traktował to jako dodatek do związku, kolejny poziom zażyłości i okazania sobie miłości.
   Junmyeon zagryzł wargę, patrząc w dół. Czy wciąż się tego bał? Czy wciąż czuł niepewność?
   - Chcę tego. - Odparł pewnie, podnosząc wzrok. Spojrzał prosto w ciemne oczy Yifana, gdzie zobaczył uczucie mieszające się z pragnieniem. Wciąż nie był pewien czy jest na to gotowy, ale jednocześnie tego chciał. Jeszcze nigdy wcześniej nie czuł aż takiego pragnienia by dotykać i być dotykanym przez Yifana.
   - Wiesz, że jeśli się rozmyślisz, albo będzie bolało czy cokolwiek innego, przestaniemy, tak? - Upewnił się Yifan. Nie wybaczyłby sobie, gdyby przez niego Junmyeon kojarzył ich pierwszy raz jako coś nieprzyjemnego.
   - Wiem. - Junmyeon wziął głęboki wdech, po czym wypuścił z płuc powietrze, uśmiechając się szeroko. Widząc to, Yifan nie mógł powstrzymać się przed odwzajemnieniem gestu. Niespiesznie obaj usiedli z powrotem naprzeciwko siebie na materacu, wpatrując się w siebie z mieszanką uczucia i pożądania. Obaj stresowali się tym, co miało nastąpić, chociaż prawdopodobnie zupełnie niepotrzebnie.
   Tym razem to Yifan zainicjował pocałunek, jednocześnie wędrując dłońmi w okolice bioder Junmyeona. Miał wielką ochotę ściągnąć z niego koszulkę, ale zamiast tego postanowił dać mu się przyzwyczaić, błądząc pod nią rozgrzanymi dłońmi, poznając jego ciało jedynie zmysłem dotyku. Skóra Junmyeona była aksamitnie miękka i gładka. Yifan mógł wyczuć delikatne mięśnie, poruszające się intensywniej, gdy ich pocałunek stawał się bardziej namiętny. Czuł pod palcami mocno bijące serce.
   Junmyeon zadrżał lekko, gdy jego koszulka wreszcie została zdjęta. Nie było mu zimno, dłonie Yifana doskonale go ogrzewały. Chodziło bardziej o to, że znalazł się przed nim półnagi w łóżku. Czy się wstydził? Może trochę, ale jednocześnie nie mógł się doczekać kiedy on sam będzie mógł zrobić to samo z bokserką Krisa.
   - Teraz... daj mi... - zdołał wymruczeć między pocałunkami. Kilka razu udało im się zderzyć zębami czy przygryźć język drugiego, ale zbywali to krótkim parsknięciem czy uśmiechem. W końcu to nie było nic wyreżyserowanego żeby szło jak z płatka. W takiej chwili bardzo łatwo było stracić czujność i zderzyć się nosami jak właśnie w tej chwili. - Chyba będę miał rano siniaki. - zażartował Junmyeon, zaplatając ramiona na karku Yifana. Obaj uśmiechnęli się szeroko, powstrzymując wybuch śmiechu, po czym wrócili do przerwanej czynności. Dłonie Junmyeona powoli i niezgrabnie zsunęły się na umięśniony brzuch Krisa. Zatrzymały się tam na dłuższą chwilę, po czym niepewnie wkradły się pod bokserkę, jednocześnie nieznacznie ją podciągając. Ciepło bijące od ciała Yifana skutecznie ogrzewało chłodne od nerwów dłonie Junmyeona. Wiedział, że nie powinien się stresować, a jednak nie umiał się uspokoić na tyle, by palce przestały mu drżeć. Niepewnie przesunął dłońmi po wyrzeźbionym torsie swojego chłopaka, zahaczając przypadkowo o jeden z sutków, co wywołało cichy jęk Yifana. Speszony Jun chciał szybko odsunąć dłoń, jednak Yifan przytrzymał ją przy swojej klatce piersiowej, jednocześnie przerywając pocałunek. Sam delikatnie trącił jeden z sutków Junmyeona, chcąc pokazać mu jak przyjemne niesie to ze sobą doznanie.
   Jun zachłysnął się powietrzem, chcąc powstrzymać jęk, wydobywający się z jego gardła. Posłał Krisowi przestraszone spojrzenie i spuścił głowę zawstydzony. Jego dłonie zostały uwolnione z uścisku i opadły bezwładnie wzdłuż ciała.
   - Co się dzieje? - Yifan był widocznie zmartwiony zaistniałą sytuacją. Czy zrobił coś źle? Może jednak nie powinni...
   - Ja... - Junmyeon  zaplótł ramiona na piersi, chcąc się jakoś osłonić i pokręcił głową.
   - Nie wstydź się tego. - poprosił Yifan, odciągając powoli ręce Krasnala. - Ani swojego ciała ani jego reakcji. Proszę. - Yifan pocałował wierzch obu dłoni Junmyeona i ścisnął je mocniej by dodać mu otuchy. - Może jednak nie powinniśmy...
   - Nie. - zaoponował Jun. To, że się wstydził nie znaczyło, że nie chciał tego wszystkiego doświadczyć. - Chcę tego, ale po prostu... - Yifan pochylił się i delikatnie pocałował swojego chłopaka, przerywając mu w pół zdania.
   - Też się denerwuję. - na dowód pokazał mu swoje lekko drżące dłonie. Junmyeon spojrzał zdziwiony na swojego chłopaka, nie do końca wierząc w to, co widzi. Jakoś nie mieściło mu się w głowie, że jego Yifan mógł się w tej chwili stresować. Przecież zawsze był taki pewny siebie i w ogóle.
   - Jesteśmy beznadziejni. - zaśmiał się cicho i pewniejszy siebie ściągnął z Yifana bokserkę, po czym pocałował go.
   Znów opadli na miękki materac, ale tym razem nieco ośmielony Junmyeon błądził dłońmi po nagim torsie swojego chłopaka. Dotykanie jego gładkiej skóry było nieziemskim doznaniem. Kilka razy odważył się zahaczyć o sutki Yifana, dostając w zamian zduszony pocałunkiem jęk. Jednak nie na długo przejął inicjatywę, bo wraz z tym jak usta Krisa zawędrowały na jego szyję, poczuł dłonie na swoich biodrach, niebezpiecznie zbliżające się do gumki od bokserek i zamka spodenek. W tym momencie jego oddech stał się płytszy i to nie tylko ze względu na to, że Yifan umiejętnie całował czułe miejsce u podstawy szyi.
   Kris z wahaniem odpiął guzik spodni Junmyeona, jednocześnie odrywając się od jego szyi i patrząc mu głęboko w oczy, jakby szukając jakiegokolwiek sprzeciwu. Nie zauważył nic oprócz zaufania, więc drżącymi palcami rozsunął rozporek. Wciąż wpatrując się w ciemne oczy Junmyeona, włożył kciuki za gumkę bokserek i bardzo powoli zaczął je z niego zsuwać. Nim odważył się przenieść wzrok z twarzy swojego chłopaka, minęła dłuższa chwila. No ale przecież nigdzie im się nie spieszyło, a pokonywanie kolejnych drobnych barier wymagało cierpliwości.
    Wszystko stawało się powoli bardziej chaotyczne, ale przy tym nie pozbawione delikatności. Każdy dotyk, każde wymykające się z ust słowo czy też przeróżne odgłosy przeżywanej rozkoszy, były czymś nowym, do tej pory nieznanym. Poznawali siebie w pewien sposób na nowo. Pragnienia, o których do tej pory nie mieli pojęcia, wychodziły na jaw, a oni uczyli się je zaspokajać. Oczywiście nic nie wychodzi idealnie za pierwszym razem, jednak z czasem uda się niedociągnięcia zminimalizować, a nawet zlikwidować. Ból, który często towarzyszy pierwszym próbom szybko mija, a zamiast niego pojawia się coś czego nie da się opisać słowami. Bezbrzeżna rozkosz, poczucie bliskości i morze uczuć, które mieszają się razem wywołując mętlik w głowach zakochanych.
   Junmyeon odrzucił do tyłu głowę, czując nagłą potężną falę rozkoszy. Przed oczami mu pobielało, a z ust wydobyły się bezładne wyznania i niewyraźnie wymówione imię ukochanego. Przez chwilę nie wiedział gdzie jest czy co się z nim dzieje, a gdy wrócił na ziemię poczuł na policzku gorący oddech Yifana, który opadł obok niego na pościel. Obaj byli rozgrzani, na wpół przytomni i co najważniejsze, niezmiernie szczęśliwi.
   Jun przymknął oczy, uzmysławiając sobie, że właśnie Kris skradł jego kolejny pierwszy raz, a on nie miał nic przeciwko, by zabrał mu następne. Gdyby kiedyś odszedł, zabrałby ze sobą gigantyczną część Junmyeona i najpewniej niezmiernie by to bolało. Chyba nawet żaden z nich nie odważyłby się wyobrażać sobie czegoś takiego.
   Yifan wreszcie uniósł się na łokciu i ułożył tak by bez problemu móc objąć swojego Krasnala. Oparł brodę na czubku jego głowy i odetchnął głęboko. Uśmiech cisnął mu się na usta, a powieki ciążyły jak jeszcze nigdy. W pół śnie ucałował Junmyeona w czoło i nakrył ich kołdrą.
   - Kocham cię. - wyszeptał po raz kolejny tej nocy. Nigdy nie wyobrażał sobie, że spotka go takie szczęście. Kochać i być kochanym przez kogoś tak cudownego jak Junmyeon było czymś niewyobrażalnie pięknym. Chciał doświadczać tego uczucia codziennie przez resztę życia. Miał wrażenie, że jego miłość nigdy nie osłabnie, a wręcz będzie przybierać na sile z każdym dniem. Zdecydowanie był najszczęśliwszym mężczyzną na Ziemi, mogąc trzymać cały swój świat w ramionach.
   Rano pewnie będą się śmiać, że prezent od Baekhyuna i Chanyeola wreszcie na coś się przydał, ale teraz? Teraz nie mieli na to ani siły ani nastroju. Junmyeon nawet już cichutko chrapał wtulony w swojego chłopaka.
   Yifan wpatrywał się w sufit, palcami wodząc po nagim ramieniu swojego Krasnala. Chyba dopiero docierało do niego to, co się stało. Może to i dziwne, ale nagle zaczął się przejmować tym, że zrobili to w łóżku dziadków. Niby miejsce nie jest ważne, ale jak pomyślał sobie, że starsi ludzie mogliby się o tym dowiedzieć, automatycznie się zarumienił. Trochę teraz dziwnie będzie mu się patrzyło na dziadków. Chociaż pewnie Jun będzie czuł się jeszcze bardziej niezręcznie.

   Ale nie to w tym momencie powinno być najważniejsze. Chociaż w sumie dlaczego nie? Chyba był jeszcze zbyt oszołomiony żeby wspominać miniony wieczór, a w sumie też jeszcze trwającą noc. Czuł się kompletny i chyba to było w tym momencie najważniejsze. Wspomnienia zostawi sobie na poranek. Miło będzie się obudzić, przypominając sobie wszystkie wyznania Junmyeona i to, jak pięknie wyglądał tej nocy. Nie to żeby za dnia był jakiś brzydki. W każdym razie skradł serce Yifana i chyba to się właśnie liczyło. Oby wszystko było tak idealne jak przez cały miniony rok. Tylko tego pragnął Yifan. Reszta mogła przyjść z czasem, ale najważniejsze żeby był przy nim Junmyeon.

*~*~*

Serdecznie witam wszystkich czytających! ^^

Wiem, że sporo z Was czekało na ten rozdział, który notabene do samego końca trzymałam w jako takiej tajemnicy :P Do tego pewnie dużo osób spodziewało się czego innego, ale ja mam słabość do romantycznej atmosfery i wszystkiego co fluffowe :P Mam nadzieję, że taka wersja spodobała się wszystkim o wiele bardziej od innych tego typu scen ^^ 
No to za nami ostatni rozdział~ Już niedługo pożegnamy się z TAOA i mam nadzieję, że z wielgachnym uśmiechem powitamy My Crazy Love Story :D

Jakoś pod koniec sierpnia mój blog obchodzi urodzinki. To już drugie, więc chcę podziękować, że jesteście, czytacie i komentujecie ^^ Po prostu zwykłe dziękuję, które chyba mimo wszystko ma wielkie znaczenie ;) Wytrwajmy razem kolejny, trudny dla mnie (matura ;_;) rok! ^^
Kocham Was <3


XOXO