The Art of Attraction XXVII

Doprawiony poncz


Miłość to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego.


   Junmyeon mruknął coś sennie, przewracając się na drugi bok, po czym przykrył się kołdrą po same uszy. Po chwili jednak dotarło do niego, że jego telefon wibruje pod poduszką i w panice rzucił się do sięgnięcia go. Biorąc pod uwagę to, że jeszcze nie do końca wydostał się z objęć Morfeusza, całkiem nieźle mu poszło, bo jedynie prawie spadł z łóżka. Całe szczęście, że w ostatniej chwili chwycił się ramy łóżka.
   Wciąż zaspany, odblokował ekran i od razu się ożywił. W końcu nie ma nic lepszego niż poranna wiadomość od Yifana! Odrzucił kołdrę i usiadł na łóżku, po czym wreszcie odczytał sms-a.
 
   Krasnalu, czas wstawać! W końcu dzisiaj wielki dzień! ^^

   Junmyeon jeszcze przez chwilę wpatrywał się w ekran telefonu, po czym ziewnął głośno. Inni zakochani mogli zwracać się do siebie per kochanie, kotku, tygrysku, żabko tudzież innymi tego typu zwrotami, a Yifan wymyślił coś oryginalnego! Co prawda geneza zdrobnienia Krasnal była troszkę niemiła, ale kto by się tym przejmował skoro teraz to nic nieznaczące słowo stało się pieszczotliwym przezwiskiem? Junmyeon wolał być nazywany Krasnalem niż jakimś kochaniem. Przynajmniej czuł się wyjątkowy. Nawet nie ma sensu doszukiwać się tu logiki - zakochani myślą w nieco inny sposób.
   Po chwili do pokoju wpadł Taemin, a za nim o wiele spokojniej wszedł Jinki. Tak czy siak obaj dopadli brata i niemal przygnietli go do łóżka, dusząc uściskami. Przekrzykiwali się nawzajem i jedynym co Jun był w stanie wyłapać była wiadomość o śniadaniu. Dodatkowo Tae krzyczał też coś o tym, że mama go wołała. W każdym razie o śniadaniu nie trzeba było Junmyeonowi dwa razy powtarzać. Błyskawicznie zerwał się z łóżka i jak co rano podbiegł do okna i jak to często bywa, pomachał Baekhyunowi. Żaden z nich nie wiedział jakim cudem prawie codziennie w tym samym momencie podchodzili do okna. Może po prostu to przez to, że wychowywali się razem odkąd skończyli trzy latka? Skoro przyjaciółki mogą funkcjonować niemal identycznie to dlaczego nie oni?
    Baekhyun ułożył z dłoni kształt serca i wytknął język, po czym błyskawicznie schował się za zasłoną. Jun roześmiał się głośno, machając jeszcze raz. Po chwili praktycznie rzucił się w stronę schodów, bo Taemin pewnie dalej łaskotałby go w stopę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zresztą, śniadanie to przecież najważniejszy posiłek dnia. Dodatkowo ten dzień miał być wyjątkowy, więc tym bardziej trzeba było się najeść. Dodajmy do tego fakt, że Jun był tak głodny, że zjadłby w tej chwili konia z kopytami.
   Wpadł do kuchni w podskokach, a za nim wbiegły kłócące się bliźniaki. Oczywiście znów poszło o to, który zajmie miejsce obok starszego brata. Junmyeon rozwiązał problem w dość banalny sposób, a mianowicie stwierdził, że usiądzie sam. Proste? Owszem, a do tego chłopcy szybko się uciszyli i zajęli swoje miejsca.
   - Dzień dobry! - przywitał się wesoło Junmyeon i pocałował mamę w policzek.
   - Coś dobry humor dzisiaj masz, słońce. - stwierdziła, unosząc brwi. Postawiła przed trójką chłopców po talerzu kanapek i uśmiechnęła się ciepło, głaszcząc Jinkiego po włosach. - Czyżbyś zmienił zdanie o balu?
   - No wiesz, jak już obie z panią Wu nas zmuszacie to postaram się mieć z tego jakąś frajdę. - Jun posłał kobiecie szeroki uśmiech i niemal wepchnął sobie do ust kanapkę. Pani Kim czasem żartowała z mężem, że łatwiej nastoletniego syna ubrać niż wykarmić. Chociaż w sumie odkąd Jun znalazł chłopaka, możnaby stwierdzić, że wydatki rozkładały się równomiernie, a do tego jakby wzrosły. Jednego kobiety mogą zazdrościć takim nastolatkom jak Jun, ich metabolizm jest po prostu zadziwiający. Wrzucają w siebie masę jedzenia, a ich figura jak była nienaganna tak jest.
   - Kochanie, przecież wiesz, że to wasze ostatnie chwile w liceum i zarówno ja jak i pani Wu chcemy żebyście niczego później nie żałowali. - Mama Junmyeona uśmiechnęła się ciepło do syna, po czym wzięła się za zmywanie naczyń.
   - Mówisz tak, jakbyśmy się mieli za tydzień pobrać, czy coś. - burknął Junmyeon.
   - Nie przesadzaj. - Pani Kim zaśmiała się serdecznie i wycelowała szmatką w syna. - Całe szczęście, że nie jesteś dziewczyną i nie muszę ci robić wykładu o zabezpieczeniach i dzieciach. - Junmyeon zakrztusił się herbatą, słysząc słowa mamy. Taemin od razu rzucił się do pomocy i przez dobrą chwilę klepał brata po plecach, żeby jakoś mu ulżyć.
   - Mamo! - jęknął Junmyeon, wciąż się krztusząc.
   - No co? Przecież nie powinieneś wstydzić się o czymś takim rozmawiać. - Czasem matki bywają okrutne i właśnie taka w tej chwili postanowiła być pani Kim. Nie ma to jak się trochę poznęcać nad nastoletnim synem.
   - Przestań! - Junmyeon schował czerwoną ze wstydu twarz w dłoniach.
   - Synek, przecież to normalne, że chcesz być z kimś blisko...
   - Mamo! Ja nie planuję... z Yifanem... nie teraz! - głos Junmyeona podskoczył o oktawę. Żeby tak własna matka! O takich rzeczach!
   Junmyeon odstawił talerz do zlewu i ostentacyjnie opuścił kuchnię. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że jego mama cicho się śmiała. Że też tak łatwo dał się podpuścić.
   Na szczęście dość szybko ochłonął, ale wciąż miał na twarzy rumieniec, który notabene tylko się zwiększał, gdy Jun pomyślał o zajściu w kuchni. Za tym wszystkim ciągnęły się wspomnienia co przyjemniejszych chwil z Yifanem, jak chociażby ta za miastem na masce samochodu. Tylko, że jakby tak się nad tym zastanowić to Jun jeszcze nie był gotowy na coś tak poważnego jak pierwszy raz. Może i wyolbrzymiał to wszystko, ale nie chciał kochać się na imprezie albo pod wpływem presji otoczenia. Chciał to zrobić kiedy będzie pewien, że to właśnie ten moment, z właściwą osobą, którą kocha. Nie to żeby wątpił w swoje uczucia do Yifana. W każdym razie to jeszcze nie był czas na seks i obaj dobrze o tym wiedzieli. Zresztą, wcale im się do tego nie spieszyło.
   Junmyeon napisał rozpaczliwego sms-a do Baekhyuna o tym, jak to jego własna matka zawstydza go przy śniadaniu i nie czekając na odpowiedź, postanowił się wykąpać. W końcu trzeba się odświeżyć przed imprezą. Fakt, że Jun zszedł na śniadanie o trzynastej i czas było się chociaż trochę ogarnąć, bo za jakieś cztery godziny miał przyjechać Yifan. Wiadomo, że nikt nie będzie się kąpał od razu przed imprezą. Chociaż może jednak? Tak czy siak, Junmyeon wyskoczył z ciuchów i wszedł pod prysznic. Szybko się wykąpał i założył pierwsze spodnie dresowe, które trafiły mu w ręce, po czym wrócił do pokoju i rzucił się z laptopem na łóżko, planując spędzić kolejne dwie godziny, przeglądając bezsensowne strony w internecie.
   W tym samym czasie w domu państwa Wu, Yifan wpadł do kuchni i z impetem otworzył drzwi lodówki. Złapał kilka rzeczy, które mógł pochłonąć bez bardziej skomplikowanych przygotowań i skierował się w stronę salonu, gdzie zauważył swoją mamę, siedzącą na kanapie.
   - Hej mamo! - przywitał się. Co prawda wyszło dość niewyraźnie, bo trzymał w zębach łyżeczkę, ale nie ważne.
   - Dzień dobry synku! - Pani Wu podeszła do syna i wyciągnęła mu z ust łyżeczkę. Yifan posłał jej szeroki uśmiech, a ona pogłaskała go po włosach, jak to zwykle lubią robić matki. - Zdajesz sobie sprawę jak on cię zmienił? - spytała, uśmiechając się czule. Była szczęśliwa, że Yifan wreszcie sobie kogoś znalazł. Kogoś, kto miał na niego tak dobry wpływ. Już dawno nie widziała syna tak szczęśliwym, jak ostatnimi czasy. Po tym jak Yifan skakał z kwiatka na kwiatek, nareszcie przyda się trochę spokoju.
   - Hmm? - Yifan przekrzywił delikatnie głowę, nie do końca kojarząc o co chodzi kobiecie. Najwyraźniej z rana jego mózg pracował w zwolnionym tempie.
   Oboje przysiedli na kanapie, a pani Wu skorzystała z okazji i podebrała synowi kubeczek truskawkowego jogurtu.
   - No Junmyeon. Powiedz mi, czy to ten właściwy? Jedyny? - spytała poważnie kobieta.
   Yifan zamilkł na chwilę, nie bardzo wiedząc jak na to odpowiedzieć. Ostatnimi czasy jego relacje z mamą bardzo się poprawiły i nie chodziło o to, że wstydził się z nią rozmawiać o związku z Junmyeonem. Po prostu musiał się chwilę nad tym zastanowić. Kochał swojego Krasnala i szczerze mówiąc, nie potrafił sobie wyobrazić ich rozłąki. Czy to jednak znaczyło, że Jun był tym, z którym miałby spędzić resztę życia? Trudno na to odpowiedzieć, zwłaszcza, że na dobrą sprawę Kris wciąż był tylko licealistą. Chociaż biorąc pod uwagę to, co był w stanie zrobić dla Suho, chyba już czegoś dowodziło.
   - Sam nie wiem, chyba tak... Dlaczego pytasz? - Yifan potarł dłońmi uda i zagryzł nerwowo wargę.
   - Po prostu chcę ci uświadomić, że jeżeli to coś poważnego, nie powinieneś mu nigdy dać powodu do zwątpienia. Zwłaszcza jeśli trafilibyście na różne studia. Nawet w te wakacje, kiedy wyjedziemy do Kanady nie możesz go zaniedbać, rozumiesz? - Pani Wu zaplotła ramiona na piersi i spojrzała surowo na syna.
   - No tak... Mam wrażenie, że przejmujesz się nim bardziej niż mną. - Yifan zaśmiał się, by rozluźnić atmosferę, a jego mama uśmiechnęła się ciepło, rozumiejąc, że czas na poważne rozmowy dobiegł końca.
   - Po prostu go polubiłam i nie chcę żebyś później przyprowadził do domu jakiegoś gbura. Junmyeonnie jest milutki i mogłabym być jego teściową.
   - Mamo! - Yifan spojrzał zszokowany na rodzicielkę i pokręcił zrezygnowany głową. Kolejny niedorzeczny pomysł matki. To już przesada żeby próbować go swatać w tym wieku. - Idę do siebie. - mruknął i zebrał wszystkie przekąski, które sobie przygotował.  Po powrocie do pokoju Yifan opadł na fotel i otworzył klapę laptopa, przy okazji zajadając się czymś, co miało mu robić za śniadanie. Zobaczył, że Junmyeon jest dostępny, więc postanowił jakoś zająć się do czasu kiedy przyjdzie pora na szykowanie się.
   Żaden z nich nawet nie zorientował się, kiedy przegadali ponad dwie godziny. Gdyby mama Junmyeona nie wpadła spanikowana do pokoju syna, krzycząc coś o tym, że jeżeli nie oderwie się od komputera to spóźni się na bal, pewnie wciąż siedzieliby przed komputerami. Obaj spanikowani rzucili się do łazienek i nie minęło sporo czasu, kiedy gotowy Yifan pożegnał się z rodzicami, obiecując, że będzie grzeczny i wsiadł do samochodu.
   Droga do domu Junmyeona niemiłosiernie mu się dłużyła. Chciał już zobaczyć swojego chłopaka i zabrać go na imprezę. Mógł tylko wyobrażać sobie Junmyeona w garniturze. Nie mógł doczekać się momentu, kiedy włoży mu kwiatek do butonierki i razem ruszą do szkoły. Wiedział, że to trochę tandetne i w ogóle, ale zupełnie się tym nie przejmował. To była ich ostatnia licealna impreza i mimo że wcześniej kompletnie nie mieli ochoty iść, teraz chcieli żeby była niezapomniana.
   Yifan zaparkował na poboczu przed domem państwa Kim i pomachał wesoło Baekhyunowi i Chanyeolowi, którzy akurat wychodzili z sąsiedniej posesji. To by chyba znaczyło, że on i Jun mają drobny poślizg, ale mówi się trudno.
   Pewnym krokiem ruszył w stronę drzwi i zapukał głośno. Niemal od razu otworzyły mu przekrzykujące się bliźniaki. Wprowadziły go do środka, a on przywitał się grzecznie z rodzicami Junmyeona. Przez chwilę z nimi porozmawiał, po czym do wszystkich dotarły odgłosy szybkich kroków na schodach i Yifan już nie był w stanie się skupić. Niemal wlepił wzrok w uśmiechającego się szeroko Junmyeona i w pewnego rodzaju transie włożył kwiatek do butonierki swojego chłopaka. Dopiero błysk flesza jakoś go otrzeźwił.
   - No zobacz jak oni razem uroczo wyglądają! - niemal pisnęła pani Kim i otarła drobną łezkę z kącika oka.  Mąż dyskretnie wskazał jej godzinę i odchrząknął znacząco. - No, lećcie już, bo się spóźnicie! Miłej zabawy!
   Yifan grzecznie się ukłonił i wymienił męski uścisk dłoni z ojcem Junmyeona, po czym obiecał odstawić ich pociechę całą i zdrową. Dobrze, że nikt nie wspomniał o godzinie policyjnej. W takim razie mieli nieme przyzwolenie żeby szaleć do białego rana.
   Po tym jak dotarli do szkoły, czekało ich jeszcze trochę formalności takich jak wspólne zdjęcie, czy oddanie głosów w różnych kategoriach, ale na szczęście wszystko poszło sprawnie i już po chwili siedzieli przy stoliku razem z resztą przyjaciół. Sehun i Kai wydawali się wyjątkowo podekscytowani faktem, że dzięki starszym chłopakom udało im się wkręcić na imprezę trzecioklasistów.
   Po posiłku i części oficjalnej wreszcie przyszła pora na prawdziwą zabawę. Co prawda nauczyciele wciąż pilnowali porządku, ale to wcale nie przeszkodziło Chenowi, Baekhyunowi i Chanyeolowi w dolaniu do ponczu czegoś co zawierało więcej procentów. Aktualnie stali przy misie i zaśmiewali się w najlepsze, popijając napój. Towarzyszyła im Minyeon, a także Minseok z Jieun. Luhan z Sehunem szaleli na parkiecie, a Kyungsoo i Jongin najwyraźniej zdążyli już łyknąć mikstury chłopaków, bo aktualnie stali w kącie sali i całowali się tak jakby od tego zależało życie wszystkich zebranych i w sumie całego świata. Tao i Lay'a prawdopodobnie możnaby znaleźć w łazience, albo przed szkołą, bo Tao wciąż lubił sobie zapalić na imprezie. Bal powoli się rozkręcał i wszyscy bawili się wyjątkowo dobrze. Wbrew obawą Junmyeona i Yifana, zabawa była naprawdę udana, chociaż to nie przeszkodziło im w wyrwaniu się po jakimś czasie z sali gimnastycznej. Obojgu trochę szumiało w głowach od alkoholu znajdującego się w ponczu i postanowili się nieco przewietrzyć. Wędrowali korytarzami, trzymając się za ręce i co chwila śmiejąc się z czegoś idiotycznego. Aktualnie wyjątkowo rozbawił ich kolor kafelków.
   Nawet się nie zorientowali kiedy dotarli pod drzwi schowka woźnego Choi. Yifan uśmiechnął się półgębkiem, przypominając sobie, co stało się tu ostatnim razem. Niewiele myśląc, przyciągnął do siebie Junmyeona i uśmiechnął się szeroko, gdy zaczęli kołysać się w rytm przytłumionych dźwięków jakiejś powolnej piosenki. Jun oparł głowę na klatce piersiowej Yifana i przymknął oczy, czując, że świat zaczyna coraz bardziej wirować. Nie był pewien czy to dlatego, że wypił poncz, czy może po prostu od bliskości Krisa. Prawdopodobnie to pierwsze, ale druga wersja wydawała się jakaś taka bardziej romantyczna od faktu, że najzwyczajniej w świecie się upił.
   - Kręci mi się w głowie. - jęknął, mocniej wtulając policzek w pierś Yifana. Kris tylko uśmiechnął się czule, przytulając mocniej swojego chłopaka. Przestał go kołysać i delikatnie cmoknął go w czubek głowy.
   - Chcesz tu chwilę posiedzieć, czy wrócimy na salę i to wytańczymy? - Kris zaśmiał się cicho i z trudem powstrzymał się przed potarganiem włosów Junmyeona. Gdyby nie fakt, że dziś Krasnal wyjątkowo postawił włosy, nie byłoby żadnych przeciwwskazań. No ale trudno.
   - Możemy tu jeszcze chwilę zostać? - Spytał cicho Jun, po czym odsunął się minimalnie od Yifana i spojrzał mu w twarz.
   - Jasne. Masz jakiś pomysł na spędzenie czasu? - Rzucił bezmyślnie Yifan.
   - Właściwie to tak. - mruknął Junmyeon i zanim zdążył się rozmyślić, wspiął się na palce i pocałował Yifana. Wszystko byłoby w normie, gdyby nie fakt, że nie odsunął się jak zwykle, tylko objął ramionami szyję Krisa i pogłębił pocałunek.
   Yifan bardzo szybko otrząsnął się z szoku i przejął kontrolę. Dłońmi przycisnął drobne ciało Junmyeona do siebie, żeby nie musiał aż tak się wyciągać, by dosięgnąć do jego ust. Dodatkowo sam nieznacznie się pochylił i już po chwili nie bardzo wiedział jak się nazywa. Musiał przyznać, że jego chłopak świetnie całował pod wpływem alkoholu. Nie to żeby na trzeźwo był zły. Po prostu alkohol pozwolił mu się trochę rozluźnić.
   Junmyeon mocniej zacisnął ramiona na karku Yifana i poczuł wszechogarniające go gorąco. Miał wrażenie, że znów jest na Sylwestrze. Może to nie złudzenia, skoro pod powiekami praktycznie widział fajerwerki? Serce biło mu jak oszalałe i tym razem nie czuł żadnej niepewności, bo wiedział, że jutro rano Yifan będzie przy nim.
   Yifan ostatni raz musnął usta Junmyeona i odsunął się minimalnie, pozwalając Krasnalowi wreszcie stanąć na całych stopach. Otarł kciukiem kącik ust swojego chłopaka i uśmiechnął się czule, schylając się by jeszcze raz cmoknąć te słodkie, napuchnięte od pocałunków usta.
   - Powinieneś częściej pić. - wymruczał w usta Junmyeona i zaśmiał się cicho, po czym nie mogąc się powstrzymać, znów przyciągnął go do pocałunku. Prawdopodobnie gdyby nie głośna paplanina Jongdae, dalej w spokoju by się całowali. Kris nawet wolał się nie zastanawiać kiedy Chen tu przylazł.
   - Mówiłem ci, że gdzieś się obściskują. - zadeklarował Jongdae, wskazując Baekhyunowi parę, która aktualnie nie mogła oderwać od siebie ust. W sumie rąk też. - Znajdźcie pokój! - wrzasnął, sprawiając, że Yifan i Junmyeon wreszcie się od siebie odsunęli. Oczywiście żaden z nich nie był z tego powodu jakoś specjalnie zadowolony.
   - Idźcie sobie. - rozkazał Yifan, dziwnie zachrypniętym głosem. Już dawno przestał przeklinać wyczucie przyjaciół, chociaż czasami wciąż miał ochotę ich wykopać i mieć Junmyeona tylko dla siebie.
   - O nie, nie pozbędziesz się nas! - krzyknął Baekhyun z bojową miną. - Wracacie na salę! - dodał i odwrócił się na pięcie, ciągnąc za sobą Jongdae, który gestami przekazywał przyjaciołom, że Baek wypił już naprawdę sporo.
   Junmyeon uśmiechnął się półgębkiem i niewiele myśląc, złapał za klapy marynarki Yifana i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. Zdecydowanie nie powinien więcej pić, ale w tym momencie mało go to obchodziło. Tak jakby wolał się skupić na pocałunku niż nad kontemplowaniu swojego stanu. Baekhyun tym czasem odwrócił się, by sprawdzić czy parka za nimi idzie i warknął zdenerwowany.
   - Możecie się ruszyć? - burknął, podchodząc do Junmyeona. Chwycił go za nadgarstek i pociągnął w stronę sali gimnastycznej, tym samym zmuszając też do powrotu Yifana.
   Kiedy wreszcie wrócili na salę, dopadł ich Chanyeol, który od razu oplótł Baekhyuna ramionami w pasie. Pocałował swojego chłopaka w policzek i podetknął mu pod nos szklankę ponczu, twierdząc, że powinien się trochę rozluźnić.
   Junmyeon z Yifanem natomiast błyskawicznie zniknęli na parkiecie, dochodząc do wniosku, że skoro już i tak Baek ich zaciągnął z powrotem na salę to mogą trochę poszaleć. Oczywiście i tak skończyło się na tym, że znaleźli jakiś ciemny kąt i tam wrócili do tego, co przerwali im Chen z Baekhyunem. Generalnie impreza upłynęła im na tańczeniu, całowaniu się i okazjonalnym toastom z przyjaciółmi.
   Około trzeciej nad ranem tłum powoli zaczął rzednąć, a o trzeciej cała dwunastka wyszła ze szkoły i każdy udał się w swoją stronę. Parami. I tak każdy wiedział jak to się prawdopodobnie skończy. Yifan chwycił Junmyeona za rękę i razem niespiesznie ruszyli w stronę domu państwa Kim. Byli kompletnie wykończeni, ale w taki przyjemny sposób. Jak to po imprezach zresztą.
   Trochę im zeszło zanim dotarli do domu Junmyeona. Chociaż zważywszy na to, że szli ślimaczym tempem i zatrzymywali się praktycznie przy wszystkim, co ich rozśmieszyło, i tak dość szybko wrócili. Jun z trudem otworzył drzwi i jakimś cudem, nikogo nie budząc, opadli na kanapę w salonie i zanim którykolwiek zdążył się zorientować, zasnęli przytuleni. Żeby chociaż się położyli, to nie zasnęli na siedząco.
   Pani Kim, którą obudziło głośne trzaśnięcie drzwiami, uśmiechnęła się czule i przykryła chłopców kocem. Jeszcze tylko odgarnęła obojgu włosy z twarzy i westchnęła wzruszona. Wyglądali tak słodko, że nie miała serca ich budzić i namawiać do zmiany pozycji. Wiedziała, że rano wstaną z bólem karków, ale w sumie będą mieli też kaca i zakwasy, więc jedna dolegliwość w tą czy w tą... niech już lepiej odpoczywają.
   Pani Kim jeszcze raz rzuciła okiem na syna wtulonego w swojego chłopaka, po czym szepnęła ciche 'dobranoc' i zgasiła światło. Czuła, że jutro będzie miała sporo roboty przy stawianiu tej dwójki na nogi.

*~*~*

Serdecznie witam nowych obserwatorów: KeroKero \(^.^)/, Choi Matao, Tatsuya Yuki i MinKyo Jung, a także wszystkich czytelników ^^
Sczerze mówiąc to chyba nie mam nic do powiedzenia xD
Przypominam tylko, że odpowiadam na komentarze w komentarzach (masakra to sformułowanie O.O) i tyle :P
Do następnego! 
XOXO