My Crazy Love Story I

Be crazy. Be stupid. Be silly. Be what ever. 
Because life is to short to be anything but happy.

Poznaj moją trupę


   Baekhyun wyszedł za Junmyeonem z przyczepy i od razu osłonił oczy dłońmi. Wszystko przez rażące słońce a także fakt, że w przyczepie Krisa panował półmrok jak w jakiejś krypcie czy coś w ten deseń. Baek nie rwał się żeby tam wracać, a nawet jakby o tym marzył to i tak raczej nie był szczególnie mile widziany.
   - Naprawdę muszę zwiedzać ten cholerny cyrk? Wystarczy, że dasz mi jakieś mało wymagające zadanie z daleka od tych świrusów. - Byun zaplótł ramiona na piersi i spojrzał spode łba na Junmyeona, który wesoło podskakiwał w miejscu. Jego ogon poruszał się nieznacznie, a jasne włosy mierzwił lekki wiaterek, przez co co chwila strzygł uszami.
   - Nie ma mowy. - Jun odparł wesoło i uśmiechnął się zawadiacko. - Praca w cyrku wcale nie jest taka łatwa jak myślisz, nie dasz rady się utrzymać z dala od reszty. Poza tym nie po to kazałem cię uratować żebyś mi teraz nie dotrzymywał towarzystwa. No i nie martw się, jestem tu jedynym dziwakiem. 
   - No po prostu genialnie. To, że inni nie mają łusek nie znaczy, że nie mają problemów z głową.- burknął. Nie miał ochoty tu siedzieć i zaprzyjaźniać się z jakimiś świrusami. To przekraczało jego możliwości.
   - Jakby się nad tym głębiej zastanowić... w sumie możesz mieć rację. Najdziwniejsi są chyba treserzy. Chociaż może to w garderobie jest gorzej? Nieważne. - Jun pociągnął za sobą Baekhyuna w stronę namiotów i klatek ze zwierzętami. - Mogę mówić do ciebie Baek? To tak fajnie brzmi! W ogóle wiesz, że jak trochę przerobi się twoje imię to brzmi jak bekon? Zabawne, nie? - Blondynek zaśmiał się dźwięcznie, widząc jak jego nowy znajomy wywraca oczami.
   - Jasne, jak tam sobie wolisz. - Baekhyun westchnął ciężko i jeszcze raz rzucił okiem na Junmyeona. Chłopak, czy też kot - Baek nie był pewien jak powinien go definiować (może to po prostu jakaś hybryda?) - w każdym razie Jun był naprawdę niski i do tego drobny. Sprawiał wrażenie kogoś słabego, ale z tego co zauważył Baek, z łatwością był w stanie zmanipulować Krisa, który najwyraźniej był właścicielem tego całego bałaganu. 
   Sposób poruszania się Junmyeona również był specyficzny. Stawiał kroki z niebywałą gracją, nie robiąc przy tym prawie najmniejszego hałasu. W przeciwieństwie do Baekhyuna, który szurał butami po uklepanej ścieżce. Naprawdę dziwnie było się przyzwyczaić do faktu, że nie słyszy się kroków idącej obok osoby. 
   Za pierwszym razem, gdy blondynkowi wyrwało się ciche miauknięcie, Baek nie do końca wiedział jak ma zareagować. Z każdym kolejnym kocim odgłosem przechodził nad tym do porządku dziennego. Najwyraźniej kiedyś zrobił coś tak okropnego, że teraz musiał cierpieć męczarnie, więc starał się aż tak bardzo nie marudzić. Szczerze mówiąc, nie szło mu to.
   Z jednego z namiotów wyszło dwóch chłopaków. Nieco niższy blondyn obejmował w pasie wyższego z dość ekscentryczną fryzurą. Rozmawiali o czymś i ten o tęczowych włosach uśmiechał się słodko i kiwał zgodnie głową. Obaj mieli na sobie luźne dresy i koszulki bez rękawów, trochę jakby wybierali się na siłownię. Wyglądali niemal jak bliźniacy gdyby nie nieznaczna różnica wzrostu i trochę inne upodobanie co do koloru włosów.
   - Hej Luhan! - krzyknął Junmyeon i pomachał entuzjastycznie w stronę blondyna. Drugi w tym czasie już zdążył ruszyć w stronę największego z namiotów. Baek domyślił się, że to właśnie tam odbywają się przedstawienia. W końcu jeszcze jako dzieciak był w cyrku ze szkoły i pamiętał co nieco. 
   - Jak się ma nasz kochany Kiciuś? - Luhan potargał włosy Junmyeona i uśmiechnął się do Baekhyuna. - A ten to kto?
   - Baek, a w zasadzie Baekhyun, ale ja wole mówić na niego Baekkie. No i jest nowy. Będzie mi pomagał! - Jun uśmiechnął się szeroko, a ogonem o mało nie walnął swojego nowego kumpla.
   - Nareszcie Kris ci kogoś przydzielił, co? -Blondyn uniósł kciuk w górę, po czym zwrócił się do Baekhyuna. - Jestem Luhan. - Przedstawił się, wyciągając dłoń w stronę nowego znajomego, który uścisnął ją niepewnie. - Muszę lecieć na trening z bratem, ale pewnie jeszcze się spotkamy.  I jeszcze jedno! Junmyeon, szukał cię Kibum. Mówił coś o tym, że brakuje mu materiałów czy coś. - Luhan życzył im jeszcze miłego dnia i pobiegł w stronę innych namiotów.
   Junmyeon znów pociągnął za sobą Baeka, tym razem w stronę dość sporej przyczepy. Po drodze mijali najróżniejszej maści namioty.  Na dodatek minęło ich kilka osób, które witały się wesoło z Junem, przy okazji mówiąc mu, że czegoś brakuje lub co się zepsuło. Najwyraźniej hybryda była czymś w rodzaju chłopca na posyłki. Z tego co udało się wyłapać Baekhyunowi, był odpowiedzialny za załatwienie potrzebnych rzeczy dla tajemniczego Kibuma, pożywienia dla zwierząt, a także pomagał w kuchni i sprzątał. Jakby nie patrzeć, miał dużo na głowie, a teraz Baek miał mu w tym wszystkim pomagać. 
   Wreszcie dotarli do przyczepy, gdzie powinien siedzieć tajemniczy Kibum. Junmyeon odetchnął głęboko, jakby przygotowywał się na coś bardzo ciężkiego, po czym z impetem otworzył drzwi i wparował do środka. 
   Baekhyun zajrzał niepewnie do środka, a kiedy zobaczył tam tylko masę ciuchów, manekiny i sterty materiałów, odetchnął z ulgą i wszedł za blondynem. Po chwili zauważył też chłopaka uwijającego się gdzieś w głębi przyczepy, a także dziewczynę, która zdawała się być całkowicie pochłonięta szyciem. Jego uwagę przyciągnął wyjątkowo mocny, wręcz sceniczny makijaż. Może w cyrkach taka moda...
   - Nareszcie jesteś! - Spomiędzy wieszaków wybiegł wysoki blondyn z centymetrem krawieckim na szyi. Miał na sobie dość ekscentryczny strój. Baek wolałby nigdy więcej nie widzieć na raz tylu wzorów i kolorów na jednej osobie. - Skończył mi się materiał na kostiumy dla Luhana i Sehuna, a wiesz, że muszę je skończyć przed najbliższym przedstawieniem! Bez tego występ będzie niekompletny, pozbawiony uroku i... no nie, zaraz dostanę migreny. - Opadł na kanapę, dramatycznie przykładając dłoń do czoła. Dziewczyna, która do tej pory była pochłonięta szyciem, westchnęła ciężko.
   - Będziesz miał ten materiał jeszcze wieczorem. - Junmyeon wywrócił oczami i pomachał wesoło do dziewczyny, która dopiero zauważyła ich przybycie. - A tymczasem, Baek to Kibum i Luna. Są rodzeństwem, jeśli jeszcze nie zauważyłeś. No przyznaj, że podobni!  A! No i zajmują się kostiumami dla naszej trupy. Wiesz, te całe trykoty i w ogóle. Fajna sprawa. Mogę ci kilka pokazać! Nawet ja mam swój w razie czego. Taki który ukrywa mój ogon i uszy...
   - Nie dajesz mi pracować! - Przerwał mu Kibum, ruszając do drzwi, które po chwili za sobą zatrzasnął.
   - Taaaak... nasza Królowa jest trochę przewrażliwiona... - Luna wstała z miejsca i odłożyła na bok strój, który aktualnie szyła. - Miło mi cię poznać Baek. - Uśmiechnęła się ciepło do nowicjusza, po czym podała Junmyeonowi jakąś kartkę. - Jeszcze tego nam brakuje, więc jakby Krisowi udało się załatwić to do wieczora, byłoby super.
   - Powiem mu, a teraz zabieram Baeka i lecimy do zwierząt! Ale będzie ekstra! - Junmyeon chwycił Baekhyuna za nadgarstek i wyciągnął z przyczepy, puszczając się biegiem w przeciwną stronę niż ta, z której przyszli. 
   Pomysł odwiedzenia zwierząt nie brzmiał zachęcająco. Baek wcale nie miał ochoty zostać rozszarpanym przez jakiegoś lwa czy innego tygrysa! A co jak będzie musiał sprzątać końskie kupy czy coś takiego? Może mają tu słonie? Czym sobie zasłużył na coś takiego? Przecież jako mały chłopiec grzecznie bawił się samochodzikami, a teraz musi siedzieć w cyrku. Genialnie.
   - Spodobają ci się nasze zwierzaki! Osobiście uwielbiam się z nimi bawić, ale może to przez pokrewieństwo genetyczne? - Ogon Junmyeona poruszył się gwałtownie. Baek już po chwili przestał słuchać paplaniny hybrydy i zaczął rozglądać się po okolicy. Gdzieś dalej było jakieś miasto. Najwyraźniej to stamtąd mieli przychodzić widzowie. W sumie nie dziwił się, że nie rozbito cyrku w mieście. Gdyby ktoś zobaczył Junmyeona, pewnie nie obyłoby się bez badań genetycznych i takich tam świństw. - Ty mnie w ogóle słuchasz?!
   - Jakoś nie do końca. - Odburknął.
   - Pytałem czy lubisz dzikie zwierzęta. - Usłużnie powtórzył blondynek.
   - Nie. - Baek odetchnął głęboko żeby się uspokoić. Nadpobudliwość Junmyeona zaczynała działać mu na nerwy. Dodatkowo strach przed dzikimi zwierzętami tylko go nakręcał.
   - Jak to?! Nie lubisz tygrysów?! - Junmyeon nie mógł uwierzyć w to co słyszał. 
   - No nie koniecznie. - Baek wzruszył obojętnie ramionami. Bez słowa szedł za Junmyeonem. Z każdym krokiem ryk tygrysów stawał się coraz wyraźniejszy, przez co miał ochotę odwrócić się na pięcie i zwiewać jak najdalej stąd. 
   Po kilku krokach zza jednego z namiotów wyłoniły się potężne klatki, przenośny basen oraz kilku chłopaków. Jeden z nich, brunet, siedział na trawie leniwie głaszcząc ziewającego tygrysa, natomiast szatyn rzucał rybami z wiadra do basenu. Trzeci z nich, ten bez koszulki,  wpatrywał się nieobecnie w pochodnię, trzymaną w dłoni. Wyglądał jakby się zastanawiał czy ją zjeść. I niech ktoś teraz powie, że tu są normalni ludzie. Chyba w tej chwili nie przekonałby Baekhyuna.
   - Hej chłopaki! - Junmyeon puścił się biegiem w stronę dwóch tygrysów, które od razu poderwały swoje cielska z ziemi i dosłownie rzuciły się na blondynka. Początkowo wyglądało to jakby miały go pożreć, jednak już po chwili Baekhyun zauważył, że to wygląda bardziej jak zabawa małych kociąt, co i tak brzmiało nieprawdopodobnie jeśli na własne oczy widziało się dwa potwory delikatnie podgryzające drobnego chłopaka.
   Wzdrygnął się, gdy ktoś złapał go za ramię i błyskawicznie odwrócił, przyjmując pozycję obronną. Nie wiedział czy to przez niedawną ucieczkę czy przez pobyt w cyrku, ale bał się, że nieznajomy brunet zrobi mu krzywdę. Zwłaszcza, że dosłownie sekundę wcześniej chłopak bez koszulki praktycznie zionął ogniem.
   - Ty pewnie jesteś nowy? Baekhyun, tak? - Spytał szatyn i kontynuował, gdy Baek kiwnął głową. -  Jestem Zitao, ale i tak większość mówi Tao. Tresuję te maleństwa. - Kiwnął głową na tygrysy, które aktualnie zaczepiały Junmyeona, zapewne domagając się zabawy.
   - No nie wierzę... - wydusił Baek, taksując wzrokiem wysokiego Chińczyka o ostrych rysach twarzy i mrocznym spojrzeniu. Zaraz potem Tao się uśmiechnął i czar charyzmatycznego tresera tygrysów prysnął. Zamiast tego w Zitao Baek zobaczył uśmiechniętego chłopaka. Już wcale nie wydawał się taki przerażający jak chwilę wcześniej.
   Do Zitao i Baekhyuna dołączyło dwóch pozostałych chłopaków. Całe szczęście, że ten od ognia już zgasił swoją pochodnię (już pomińmy to, że własnymi ustami), bo Byunowi wcale nie podobał się pomysł stracenia brwi albo innych włosów.
   Drugi natomiast, wysoki i szczupły, co tu dużo mówić, śmierdział rybą. Nie to żeby Baek miał coś do ryb, ale zapach był lekko drażniący.
   - To jest Jonghyun, można powiedzieć, że piroman. W dzieciństwie sprzedawał zapałki. - Przedstawił niższego, umięśnionego kolegę Zitao.
   - Zabawne, tchórzu. - Odparł Jong.
   - Wcale nie jestem tchórzem! - Krzyknął oburzony Tao. Brakowało tylko żeby tupnął nogą, chociaż wyglądałoby to groteskowo w połączeniu z jego wcześniejszą groźną aparycją tresera dzikich kotów.
   - Czyżby? - Chłopak śmierdzący rybą uniósł brew. - To pewnie nie ruszy cię to, że masz we włosach pająka?
   Z ust Zitao wyrwał się głośny pisk, a zaraz po tym chłopak zaczął się miotać, próbując pozbyć się pająka z włosów. Wszyscy łącznie z Junmyeonem wybuchnęli głośnym śmiechem. Trzeba przyznać, że widok był naprawdę genialny.
   - Nasz nieustraszony i potężny Zitao! - Wykrztusił po chwili Jonghyun, trzymając się za brzuch. Otarł drobną łezkę z kącika oka i odetchnął głęboko. Jeszcze tylko Jun cicho chichotał, chowając twarz w grubym futrze jednego z tygrysów. - Nie poznałeś jeszcze Taemina. Jest tak dziki jak jego zwierzaki.
   - To jest coś bardziej dzikiego od tygrysów? - Spytał Baek z powątpiewaniem.
   - Chodziło mu o moje foki, ale miałeś prawo nie wiedzieć. - Taemin uśmiechnął się uroczo. - Może chcesz mi pomóc się nimi zajmować? Junmyeon strasznie nie lubi wody... 
   - No nie dziwne skoro jest kotem, geniuszu. - Burknął obrażony Tao.
   - Chyba spasuję. - Baek cofnął się niepewnie o kilka kroków.
   - No i widzisz, już się nowy dowiedział, że jesteś psychiczny. - Jong zaśmiał się głośno, zarzucając ramię na barki Baeka, przez co omal nie zgiął go w pół. Najwyraźniej był nie tylko piromanem, ale jeszcze jakimś pakerem.
   - Daj mu spokój. - Jun prychnął głośno, przez co Jong puścił Baekhyuna i odsunął się od niego z podniesionymi w obronnym geście ramionami.
   - Wyluzuj Kiciu. Byliście już u akrobatów? - wtrącił Tao, chcąc powstrzymać sprzeczkę, bo jak wiadomo wściekłe koty nigdy nie są przyjemne.
   - Jeszcze nie. Po drodze zajrzymy jeszcze do Jongina i dopiero wpadniemy na Arenę. - Junmyeon otworzył szeroko oczy, jakby nagle coś mu się przypomniało. Złapał Baekhyuna za nadgarstek i popędził przed siebie nawet się nie żegnając. Po drodze wpadli jeszcze do jakiegoś namiotu żeby chwycić kilka szabli i już biegli dalej.
   - Gdzie tak pędzimy? - wysapał Baekhyun. Ledwo mógł złapać oddech i najchętniej wyrwałby się Junmyeonowi, ale to wcale nie było takie proste.
   - Do Jongina. Miałem mu przynieść te sztylety na próbę. - Jakby tego było mało, Jun jeszcze przyspieszył.
   - Co on ma je połykać, czy jak?! 
   - No nie do końca. Raczej będzie nimi dźgał swoją asystentkę. - Junmyeon wzruszył beztrosko ramionami. 
   - Że co?! Wiedziałem, że jesteście psychiczni! - Baekhyun zatrzymał się gwałtownie, a że nie puścił Junmyeona to razem wylądowali na ziemi.
   - Wyluzuj! Przecież Jongin jest magikiem! Znaczy dokładniej to iluzjonistą i Tiffany nawet nie ma w tym pudle jak je Jong nakłuwa. - Junmyeon otrzepał swoje spodnie i pozbierał sztylety.
   - Może i tak jest, ale ja tam nie wchodzę. Nie chcę być świadkiem morderstwa. - Baekhyun zaplótł ręce na piersi co miało oznaczać, że nigdzie się nie rusza.
   - I tak ich potem poznasz. - Blondynek wzruszył ramionami i wszedł do jednego z namiotów. Już po chwili był z powrotem na zewnątrz, dając Baekhyunowi znak, że ma za nim ruszyć. Teraz definitywnie szli w stronę areny, gdzie mieli spotkać akrobatów. - Jak już wejdziemy do głównego namiotu to radzę ci strzec się naszego clowna Chanyeola. Jest zbyt... żywiołowy. - Jun wzdrygnął się, a jego ogon drgnął niespokojnie.
   - To jest ktoś bardziej nadpobudliwy od ciebie? - Baek uniósł jedną brew i zaśmiał się wrednie. Jun najwyraźniej nie wziął tego do siebie bo tylko potwierdził. Może jego kocie geny nie pozwalały mu zrozumieć sarkazmu? Tak przynajmniej podejrzewał Baek.
   Główny namiot był naprawdę wielki. Na widowni mogłoby zasiąść pewnie z tysiąc osób jak nie więcej. Po środku, odgrodzona ozdobnymi barierami, znajdowała się arena, czyli krótko okrągła, płaska scena. Siedziało tam w grupce paru roześmianych chłopaków. Kawałek od nich drobna blondynka rozmawiała z jakimś facetem z podkładką. Zupełnie jakby tym wszystkim zarządzał. 
   Wyżej, na trapezach, można było zauważyć kolejne osoby. Po linie spacerowała dwójka chłopaków, których Baek już wcześniej poznał. Luhan i Sehun czy jakoś tak im było. Musiał przyznać, że to co robili było imponujące. Co lepsze, wyglądało jakby się dopiero rozgrzewali. 
   Na trapezach, naprzeciwko siebie siedziało dwóch chłopaków, których Baekhyun jeszcze nie poznał. Jeden z nich, brunet o szerokim uśmiechu, bujał się beztrosko, najwyraźniej opowiadając o czymś rudzielcowi.
   - Ej Baekkie! - Jun brutalnie wyrwał swojego nowego pomocnika z zamyślenia. - Chodź! Musisz poznać Onew! - Chwycił Baeka za rękę i wskazał palcem na gościa z podkładką i długopisem.
   - Jasne... - odparł bez przekonania Baekhyun. Miał już chyba dość poznawania nowych ludzi. Poza tym, to co działo się w górze namiotu było pierwszym, co go do tej pory zainteresowało. Przebywanie na trapezie musiało być ekscytującym doświadczeniem. No ale na pewno on by się do tego nie nadawał.
   Junmyeon zaciągnął Baekhyuna do Onew i drobnej blondynki. Wyściskał gościa od podkładki i zaczął o czymś nawijać. Najwyraźniej to całe przedstawienie znajomego było tylko jakąś przykrywką czy coś.
   Baek wepchnął niedbale ręce w kieszenie spodni i zaczął się rozglądać po namiocie. Kątem oka zauważył jednak ukradkowe spojrzenia drobnej blondynki. Zdziwiony odwrócił się w jej stronę, przez co spłonęła uroczym rumieńcem. 
   - Um... - Odchrząknął, czując się dość niezręcznie. - Jestem Baekhyun, ale pewnie i tak wszyscy będą mówić na mnie Baek czy coś. - Uśmiechnął się blado i podał rękę dziewczynie.
   - Taeyeon. - Przedstawiła się, uśmiechając uroczo. - Co tu właściwie robisz? - Spytała, wpatrując się badawczo w nowo poznanego szatyna.
   - Pomagam Junmyeonowi. Tak właściwie to miał mnie komuś przedstawić. Może ja już do niego... - Baek podrapał się niepewnie po karku, przeklinając się w myślach.
   - Jasne. Mnie i tak czeka trening, więc do zobaczenia. -Taeyeon pomachała i z gracją ruszyła w stronę drabinki, prowadzącej na górę namiotu. W tym czasie Baekhyun zdążył już powędrować wzrokiem z powrotem w kierunku trapezów. Zobaczył tego samego chłopaka co wcześniej, tylko tym razem w locie co było jakiegoś rodzaju nowością. Wstrzymał oddech, kiedy zobaczył, że rudzielec zmierza w jego stronę głową w dół na drugim trapezie. Już miał krzyknąć, gdy na całe szczęście rudzielec złapał roześmianego partnera.
   Coś takiego nie mieściło się w głowie Baekhyuna. Wyglądało na ekstremalny test zaufania, chociaż tak naprawdę pewnie ćwiczyli to miesiącami. Chociaż kto wie? Może właśnie pierwszy raz to robili? Tak czy siak, ten trik miał w sobie coś niesamowitego. Coś, co sprawiało, że Baek zazdrościł akrobatom możliwości szybowania w powietrzu. Wydawało mu się, że są wolni i niezależni. Mieli coś czego sam pragnął.

*~*~*

Serdecznie witam nowych obserwatorów: Reiko Amane, kaissi, Baekhyunoo, Akira Kurosaki!!! <3
Wiem, że trochę czasu minęło odkąd coś dodawałam, ale wiecie jak jest - w końcu już o tym pisałam :P
A więc mamy wreszcie pierwszy rozdział MCLS ^^ Mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy. Z racji, że to początek, jeszcze zbyt wiele się nie dzieje, a postacie dopiero zyskują charakter i swój własny koloryt :D Miejmy nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej :P

XOXO