The Art of Attraction: Love Affair IX

Odciąć się, zapomnieć...


   Hoseok prychnął cicho, patrząc z daleka jak Taehyung śmieje się głośno, obejmując w pasie Junhee. Miał dość tego widoku i chęci rozszarpania dziewczyny. Jeszcze akurat dzisiaj, w dzień koncertu kiedy nie miał innego wyjścia tylko ich oglądać, musieli świętować zakończenie jej egzaminów. A żeby tak nie zdała!
   Tak bardzo chciał żeby chociaż częściowo odczuła jego ból. Właśnie przez to wiedział, że nie będzie żałował tego, co miał zamiar zrobić. Należało się jej, a co ważniejsze, zasłużył na to Taehyung.
   Kompletnie wyprany z wszelkich emocji czekał aż Tae wreszcie wyjdzie na papierosa i zostawi dziewczynę samą przy stoliku. Wystarczyło trochę cierpliwości, a już dosiadał się do Junhee. Przybrał zmartwiony wyraz twarzy i spojrzał jej poważnie w oczy.
   - Współczuję ci. - Stwierdził smutno.
   - Słucham?! - Junhee uniosła zdziwiona brwi, starając się nie okazać oburzenia. No pięknie, gość który najwyraźniej jej nie znosi teraz twierdzi, że jej współczuje. Świat stanął na głowie.
   - Wygrał zakład, więc niedługo cię porzuci jak to zrobił z masą innych... - Wytłumaczył, udając zatroskanego.
   - O czym ty mówisz?! - No dobra, teraz to facet przesadził. - Jaki niby zakład?! - Wiedziała, że nie powinna podnosić głosu, ale nie mogła się powstrzymać.
   - Oczywiście nie powinienem ci tego mówić, ale... - Hoseok powstrzymał wredny uśmieszek i nachylił się ku dziewczynie Taehyunga. Dzięki temu prostemu zdaniu, zaskarbił sobie jej zaufanie i teraz już łatwo będzie doprowadzić plan do końca. - ... Tae założył się z chłopakami, że przeleci cię w ciągu miesiąca. Z tego co widziałem to mu się udało, więc na twoim miejscu nie przyzwyczajałbym się do tego związku. - Dodał i poklepał ją współczująco po drobnej dłoni.
   Junhee po prostu opadła szczęka, a na twarzy wykwitły rumieńce wściekłości. Nie chciała wierzyć Hoseokowi, ale to co mówił niestety brzmiało racjonalnie. Do tego typowe zachowania Taehyunga wprost idealnie pasowały do schematu zakładu. Już od początku próbował zaciągnąć ją do łóżka, a ona była na tyle głupia, że dała się w to wrobić. Aż wstyd, że dała z siebie zrobić taką idiotkę.
   - Jak nie wierzysz to spytaj resztę chłopaków. - Hoseok westchnął ciężko. To wszystko było zbyt proste. Do tego już czuł słodki smak zemsty. Niesamowite uczucie.
   - Taehyung już nie żyje. - Warknęła wściekle dziewczyna. Nie było nic bardziej przerażającego od dziewczyny ze zdeptanymi uczuciami. Szykowało się piekło, a Hoseok tylko zacierał ręce. - Jak go zaraz dorwę...
   - Czekaj! - Hoseok złapał dziewczynę za nadgarstek, powstrzymując od urządzenia sceny na środku klubu. - Pomyśl o kolejnych dziewczynach, które by wykorzystał...
   - A co mnie obchodzą jakieś tam inne dziewczyny?! - Spytała zdenerwowana, ledwo nad sobą panując. Ten śmieć ją wykorzystał, zabrał jej dziewictwo i zdeptał serce, a Hoseok kazał jej czekać i myśleć o kolejnych zdzirach. Co to, to nie!
   - Nie chcesz dać mu nauczki? Myślisz, że to, że na niego nawrzeszczysz coś da? Tae z ulgą się ciebie pozbędzie i znajdzie nową. A może tak lepiej go zniszczyć? Wtedy już żadna nie będzie go chciała. - Hoseok uśmiechnął się znacząco. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że manipulowanie ludźmi może być tak przyjemne.
   Junhee z powrotem usiadła, dając sobie dosłownie parę sekund na przetrawienie propozycji. Hoseok miał rację. Co jej po tym, że rzuci Taehyunga i trochę się powydziera? Zupełnie co innego jeśli by go zmieszała z błotem. To dużo bardziej kusząca propozycja.
   - Zachowuj się jakbyś nic nie wiedziała, a potem rób swoje. - Poinstruował i podniósł się, wiedząc, że Tae zaraz wróci z papierosa. Lepiej żeby nie było żadnych dowodów na to, że rozmawiał z Junhee. - Wiem, że dasz sobie radę. - Stwierdził, puszczając oczko i tyle było go widać. Nawet było mu trochę szkoda dziewczyny, ale nie na tyle żeby poprzestać na tym co planował zrobić dalej. Wiedział, że przy najbliższej okazji uda mu się pogrążyć nie tylko Tae ale też Junhee. Nic nie smakuje tak dobrze jak zemsta.
   Wyszedł tylnymi drzwiami przed klub i w ostatniej chwili złapał V, kończącego palić. Oparł się o murowaną ścianę obok niego i wyciągnął papierosy z tylnej kieszeni spodni. Wziął jednego po czym bez słów zaproponował też Taehyungowi, który bez chwili namysłu skorzystał. Przez chwilę stali w ciszy, a w wilgotnym letnim powietrzu unosił się szary dym.
   - Dawno tego razem nie robiliśmy... - Stwierdził beznamiętnie Taehyung. Jego głos był zachrypnięty, oczy przymknięte i Hoseok znów miał wrażenie, że robi to specjalnie, dokładnie wiedząc jak na niego działa. Wypuścił gwałtownie dym z płuc i powiedział sobie, że już niedługo nie będzie musiał się powstrzymywać. Ktoś mądry pewnie powiedziałby, że to co czuje do Tae bardziej przypomina obsesję niż miłość, ale tylko by go wyśmiał. Nie on to sobie zgotował.
   - W końcu wiecznie jesteś z Junhee. - Odparł sucho, jednocześnie starając się nie pokazać zazdrości i wszystkich innych negatywnych emocji. Przy Taehyungu chciał być idealny, czysty niczym łza. Co z tego, że w środku aż kipiał z wściekłości.
   - Taaa... Już powoli mam tego dość. - Stwierdził beznamiętnie młodszy. - Stałe związki nie są dla mnie. Wolałbym się pobawić kimś nowym.
   To co mówił brzmiało tak okrutnie, że nawet Hoseok skrzywił się, patrząc z obrzydzeniem na przyjaciela. W tej chwili już nawet nie czuł, że zmieszanie z błotem Taehyunga jest czymś złym. Czuł, że należy mu się to jak nikomu innemu.
   A kiedy już żadna nie będzie go chciała, Tae przybiegnie z płaczem prosto w jego ramiona. Plan idealny.
   - Mną też się bawisz. - Stwierdził cicho, nie mogąc się powstrzymać. Przez to jedno stwierdzenie zapadła między nimi ciężka, niezręczna cisza. Taehyung otworzył powoli oczy i rzucił na ziemię niedopałek. Przeczesał dłonią blaknące lawendowe włosy i uśmiechnął się półgębkiem.
   - Nie bierz tego za bardzo do siebie. - Rzucił, patrząc bezwstydnie prosto w oczy Hoseoka. To co zrobił w tej chwili było okrutne i doskonale zdawał sobie sprawę, ale nie mógł się powstrzymać. Czerpał z tego chorą przyjemność. Przyglądanie się jak na twarzy Hoseoka pojawiają się kolejno szok, ból, wściekłość i jeszcze parę innych, typowych w takiej chwili emocji sprawiało mu dziką przyjemność. Chyba po prostu nie potrafił utrzymać ludzi blisko siebie. Możliwe że był sadystą. - Dopóki tego nie przyznałem było ci łatwiej, co? Czasem potwierdzanie swoich domysłów boli, wiesz? Sam to sobie zrobiłeś. - Dodał, chociaż wiedział, że nie powinno się kopać leżącego. Nie mógł przepuścić takiej okazji.
   - Jeszcze będziesz błagał... - Wycedził przez zęby Hoseok zanim zniknął w barze, trzaskając tylnymi drzwiami.
   Taehyung tylko uśmiechnął się półgębkiem, czując że niedługo może zrobić się jeszcze ciekawiej.

***

   Jimin oderwał wzrok od telefonu, słysząc otwierające się drzwi pokoju lekarza na urazówce.
   - I proszę następnym razem uważać w barach panie Min. - Rzucił na odchodnym lekarz, a Yoongi wywrócił oczami, zamykając bez słowa drzwi.
   - Chyba raczej powinieneś uważać na to co mówisz. - Rzucił lekko Jimin, ale zaraz uśmiech zszedł mu z twarzy, gdy natrafił na chłodny wzrok Yoongiego.
   - Lepiej jest mówić prawdę niż udawać, że wszystko jest w porządku. - Odburknął starszy i bez słowa ruszył do samochodu.
   - Hyung czekaj! - Jimin dogonił go dopiero na parkingu i skrzywił się, widząc specjalistyczny plaster na nosie starszego. Chyba wcześniej trochę przesadził. - Nie zaczynaj tego znowu, bo tak naprawdę o niczym nie masz pojęcia! Masz ból dupy, bo na mnie lecisz i co? Myślisz, że to daje ci prawo do wyzywania mnie i traktowania z góry?! Mógłbym ci walnąć jakąś łzawą bajeczkę jak to moi starzy nie mają hajsu i muszę to robić żeby się utrzymać, ale prawda jest taka, że tylko w tym jestem dobry. Jeśli tak bardzo cię to boli to droga wolna. Bierz dupę w troki i spierdalaj z mojego życia chociaż wolałbym żebyś tego nie robił. Tak czy siak nie trzymam cię, więc skoro aż tak ci to wszystko przeszkadza to co tu jeszcze robisz?! - Jimin zaplótł ramiona na piersi i posłał hyungowi stalowe spojrzenie. - A tylko spróbuj wyskoczyć z jakimś tekstem o sprzedawaniu się!
   Yoongi raptownie zamknął usta, bo już szykował się do rzucenia kolejną obelgą. Poza tym... Jimin miał rację.
   - Odwieź mnie. - Rzucił, dusząc w sobie wszystko, co miał ochotę w tej chwili powiedzieć.
   - Nie powiedziałeś magicznego słowa hyung. - Zanucił Jimin, szczerząc się jak głupi, bo udało mu się zamknąć usta wielkiemu Min Yoongiemu.
   - Proszę... - Burknął pod nosem starszy, wzdychając ciężko.
   - Co? Nie słyszałem? - Jimin parsknął śmiechem, widząc poirytowanego hyunga.
   - Rusz dupę i nie pierdol. - Warknął Yoongi, wsiadając do samochodu. Miał dość wszystkiego jak na dziś i jeszcze na dodatek ból promieniował mu od nosa na całą czaszkę. Wszystko było do dupy, a najgorsze było to, że Jimin dał mu nieźle do myślenia.
   Młodszy bez słowa wsiadł do samochodu i ruszył, kątem oka zerkając na pasażera. Yoongi siedział z zaciśniętymi powiekami i ściągniętymi brwiami. Po chwili schował twarz w dłoniach i odetchnął ciężko. Miał zdecydowanie za duży mętlik w głowie i potrzebował czegoś, co pomoże mu się wyłączyć. Potrzebował chwili bez myślenia o Jiminie, tym jak cholernie wielkim jest chamem, o swojej przyszłości i całym tym syfie, w którym aktualnie tkwił. Do tego nos bolał go niemiłosiernie i miło by było, gdyby tak mógł się od tego odciąć.
   Wyciągnął z portfela niewielką saszetkę z tabletkami wyglądającymi jak pudrowe cukierki i wyciągnął jedną, przyglądając się jej przez chwilę z krzywym uśmiechem.
   - Hyung... co to? - Spytał Jimin, zerkając co chwila w stronę starszego. Dopiero, gdy zatrzymał się na czerwonym, mógł mu się dokładnie przyjrzeć.
   - No na pewno nie paracetamol. - Stwierdził z rozbawieniem Yoongi i bez dłuższego namysłu włożył tabletkę pod język.
   Jimin zagryzł mocno wargi, ruszając, gdy światło zmieniło się na zielone. Nie podobało mu się to co widział, ale to w końcu nie jego życie i nie było sensu się wtrącać.
   - Po co to bierzesz? - Spytał drżącym głosem. Nie spodziewał się, że Yoongi może ćpać, ale z drugiej strony prawdopodobnie mało kto by go o to podejrzewał.
   - Bo cholernie boli mnie nos i aktualnie mam dość myślenia o tobie. - Odparł beznamiętnie starszy, opierając się wygodnie o zagłówek. Czuł jak jego serce zaczyna bić coraz szybciej, a w głowie zaczyna pojawiać się przyjemna pustka, uwalniając go od dręczącego szmeru myśli.
   Jimin nie miał pojęcia, że bezpośredniość Yoongiego może być tak... trudna. Tak naprawdę wiedział dokładnie co chłopak do niego czuje i co o nim myśli, ale szczerze mówiąc nie czuł się z tym ani trochę komfortowo. Z resztą kto czułby się dobrze wiedząc, że ktoś jednocześnie na ciebie leci i cię nienawidzi?
   Nie bardzo wiedział jak ma się zachować, zatrzymując się w pobliżu baru. Wyciągnął kluczyk ze stacyjki i wysiadł, nie oglądając się na hyunga. Zorientował się jednak, że Yoongi nie ma zamiaru nigdzie się ruszać, więc obszedł samochód i otworzył drzwi od strony pasażera. Zajrzał do środka i westchnął ciężko, widząc wpatrującego się w niego nieobecnym wzrokiem chłopaka.
   - Hyung wyłaź. - Jęknął zrezygnowany, wyciągając starszego z samochodu. Skończyło się na tym, że Yoongi musiał podeprzeć się o dach samochodu żeby jakoś stanąć na nogach. Jimin w tym czasie zamknął drzwi pasażera.
   - Jimin... - Zachrypnięty głos Yoongiego przerwał jego litanię przekleństw. Że też musiał zajmować się naćpanym gościem...
   Bez słowa odwrócił się w stronę starszego i nawet nie zdążył zakodować momentu kiedy chłopak pochylił się w jego stronę, opierając ciężar ciała o samochód. Uśmiechnął się leniwie, dając młodszemu chwilę na odnalezienie się w nowej sytuacji. Z zadowoleniem obserwował jak źrenice Jimina rozszerzają się, a on oblizuje usta. Nie protestował, a Yoongi nie był na tyle trzeźwo myślący żeby zastanowić się czy to co robi na pewno jest dobrym pomysłem. Po prostu płynął z prądem pragnień.
   Kiedy poczuł dłonie Jimina na swoich biodrach, pochylił się całkowicie i zaledwie musnął jego pełne wargi a już odsuwał się z sykiem.
   - Ach! Kurwa! - Warknął, trzymając się za nos, z którego promieniowały igiełki bólu. Nie przewidział, że całowanie się ze złamanym nosem nie jest najlepszym pomysłem.
   Chichot Jimina zagłuszył na chwilę odgłosy dochodzące z wnętrza baru. Chwilowo był jedyną rzeczą na której potrafił się skupić, pomijając oczywiście ból nosa.
   - Zatłukę cię za to... - Burknął wiedząc, że Jimin domyśli się o co chodzi. - Serio, wisisz mi za to coś naprawdę wielkiego.
   Młodszy tylko uśmiechnął się delikatnie i jak najostrożniej się dało, pocałował Yoongiego. Słodki buziak nie był tym czego najbardziej w tej chwili pragnął no ale musiał zadowolić się tym na co pozwalały okoliczności. W końcu nie będzie narzekał.
   - Hyung, przyjdź mnie obejrzeć. - Poprosił, przyciągając Yoongiego bliżej za szlówki od jeansów. Może gdyby zobaczył go w klubie na scenie zamiast w plenerze to jakoś by zrozumiał? W końcu praca striptizera nie polegała tylko na ściąganiu ciuchów i nie każdy mógł to robić, a Jimin miał do tego talent. Może gdyby Yoongi to pojął to nie byłoby problemu? No a na pewno miałby na niego większą ochotę. Już o to Jimin by się postarał.
   - Pytanie mnie o to w takiej chwili jest okrutne. - Wymruczał Yoongi, starając powstrzymać się od pocałowania młodszego po raz kolejny, bo wiedział, że nie skończy się to przyjemnie. Gdyby panował nad swoim językiem to mogliby uniknąć bójki i zamiast tego od razu przejść do przyjemniejszych rzeczy. No ale co się stało to się nie odstanie.
   - No weź... będzie fajnie. - Jimin uśmiechnął się słodko, próbując przekonać hyunga.
   To było tak pokręcone, że Yoongiemu odechciało się wrednych komentarzy. Koleś właśnie zapraszał go na wizytę w klubie, gdzie rozbiera się przed masą ryczących czterdziestek, uśmiechając się przy tym jak trzylatek. To chyba zakrawało już na jakieś zboczenie.
   - Nie wątpię, że ty będziesz miał frajdę. Gorzej ze mną. - Westchnął, ale obaj wiedzieli, że się ugiął. Może jednak nie był aż tak wredny i zimny na jakiego się kreował. A może to po prostu narkotyki? W każdym razie zgodził się i wolał nie zastanawiać się nad tym czy to się czasem nie skończy źle, bo jak już wcześniej Jiminowi powiedział, nienawidził się dzielić.

***
   Odgłosy nocnego miasta kompletnie pochłonęły Seokjina wracającego z baru. Nie miał ochoty siedzieć z resztą zespołu po występie. Nie był w nastroju. Zresztą atmosfera ostatnio była między nimi tak ciężka, że nie miał ochoty jeszcze bardziej się dobijać. Wystarczyło, że czuł się jak wrak po kłótni z Namjoonem. Kilka dni temu był na skraju i o mało nie zadzwonił żeby go przepraszać. Na szczęście się powstrzymał, ale i tak nie czuł się dobrze. Brakowało mu go, ale z drugiej strony chciał żeby Namjoon sam wyszedł z inicjatywą. Desperacko pragnął jakiegoś zapewnienia, że jemu też zależy, ale na nic takiego się nie zapowiadało.
   Bolało. Jakby miało nie boleć? Nagle zdał sobie sprawę, że ktoś z kim był przez tak długi czas, wcale o niego nie dbał. Okazało się, że tylko jemu zależało. Uświadomienie sobie tego wcale nie było łatwe.
   Zastanawiał się co takiego się stało, że tak nagle wszystko się posypało. Jeszcze wiosną wszystko było w porządku. Byli tylko grupką studentów, lubiących trochę poimprezować. Potem wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli. Rozumiał, że działo się tak w wypadku Taehyunga, bo on dopiero wyrwał się z domu, ale reszta? Co im nagle odbiło? Co jemu nagle odbiło?
   Nagle zapragnął wrócić do domu, do rodzinnego miasta. Chciał zobaczyć rodziców i usłyszeć od matki, że wszystko będzie w porządku. Chciał się do niej przytulić tak jak kiedyś, ale teraz był dorosły - przyszedł czas na radzenie sobie z problemami samodzielnie. Już niedługo odbierze dyplom i będzie szukał pracy. Nie mógł tak po prostu się poddać, bo nie wyszło mu z Namjoonem. To byłby przejaw słabości, a na to nie mógł sobie pozwolić.
   Tylko, że to wcale nie było takie proste. Dać odejść komuś kogo się kocha... W tym momencie nie był nawet pewny czy to na pewno miłość? Może zwykłe zauroczenie bądź przywiązanie? Ale czy przypadkiem wtedy odpuszczenie sobie Namjoona nie byłoby prostsze?
   Ktoś przejechał tuż przed nim na przejściu dla pieszych, o mało go nie potrącając, ale Jin nie mógł być już bardziej obojętny. Głowę miał zaprzątniętą tylko jednym i nawet nie potrafił zmusić się do przejmowania się czymś tak przyziemnym jak czerwone światło.
   Wchodząc do bloku był już na skraju wytrzymałości. Miał ochotę po prostu zamknąć się w mieszkaniu, włączyć ulubioną płytę i zasnąć. Chciał tylko chwili spokoju.
   Z ciężkim sercem wspinał się po schodach, uderzając beznamiętnie pałeczką w poręcz. Ostatnio nawet nie czuł przyjemności grając na perkusji. Nic nie cieszyło go tak jak wcześniej. Miał wrażenie, że kompletnie stracił chęci do robienia czegokolwiek i nie umiał sobie z tym poradzić. Nie było łatwo pogodzić się z tym, że wszystko straciło sens tylko przez odejście jednej osoby.
   Na swoim piętrze westchnął ciężko i skręcił w odpowiedni korytarz, wciąż beznamiętnie uderzając pałeczką o ściany. Ruch czyich stóp w korytarzu zwrócił jego uwagę, wyrywając z zamyślenia. Spojrzał przed siebie i serce podskoczyło mu do gardła, gdy ujrzał Namjoona stojącego przy jego drzwiach. Chłopak uśmiechnął się niepewnie, ale nie ruszył ze swojego miejsca. Czekał na reakcję starszego, bo to od niego wszystko zależało.
   Seokjin był rozdarty. Nie miał pojęcia czy powinien się cieszyć, bo w końcu Namjoon łaskawie się pokazał czy może wściekać, bo zrobił to dopiero teraz. Co jeśli przyszedł powiedzieć, że wszystko co było między nimi jest definitywnie skończone? A może chciał do niego wrócić? Co jeśli po prostu przyszedł po parę swoich rzeczy, które wciąż leżały gdzieś w mieszkaniu Jina?
   Te i jeszcze więcej pytań, na raz pojawiły się w głowie Seokjina. Jego serce biło mocno i szybko od nadmiaru adrenaliny, a on nawet nie starał się ukryć wszystkich emocji, które nim obecnie targały.
   - Hej... - Wychrypiał Namjoon. Najwyraźniej musiał długo pracować w studiu. Dawniej w takich momentach, Seokjin robił mu herbatę z miodem i kazał nie odzywać się pod groźbą sprzątania po następnej imprezie w jego mieszkaniu.
   - Hej. - Odparł cicho Jin. Nieśmiało spojrzał w oczy Namjoona i szybko odwrócił wzrok, nie mogąc wytrzymać intensywności spojrzenia chłopaka. Dlaczego czuł się tak skrępowany?
   - Możemy porozmawiać? - Spytał cicho Namjoon, a w jego głosie słychać było zdecydowanie. Brzmiał jak ktoś, kto podjął decyzję i był zdeterminowany by osiągnąć to, co sobie postanowił.
   Seokjin przez chwilę zastanawiał się czy napewno był gotowy na tą rozmowę. Z jednej strony tęsknił za Namjoonem, ale z drugiej... tak bardzo bał się tego co chłopak ma do powiedzenia. Nie wiedział czy ma wystarczająco dużo siły by przyjąć na spokojnie cokolwiek jego były ma do powiedzenia.
   - Umm... - Odchrząknął nieznacznie, wreszcie podejmując decyzję. - Jasne, wejdź.


*~*~*

Hej wszystkim! Piąteczka! Nie? No dobra... :c
Witam nowych obserwatorów: PrincessLuna, kim alex, Biały Kruk! <3

Taaa.... znów mi długo zeszło, znów było ciężko - nie będę kłamać. Muszę się zmuszać żeby pisać, ale naprawdę się staram! Znów zmienił mi się styl, wyszłam z formy i chyba powinnam nad tym popracować, ale tak bardzo brakuje mi motywacji ;_;

A podsumowując rozdział? Ćpanie "cukrowych puderków" (jak to określiła Dubu) nie jest dobre dzieciaki! Pamiętajcie <LOL> xD Taaa... sorry za to xD I możecie hejtować TaeTae, bo zasłużył... W sumie z Hobim są siebie warci lol No i jakby Was ktoś nie chciał, bo rozbieracie się dla hajsu to pamiętajcie! - złamcie temu komuś nos - zbliżenie gwarantowane hahahahahhahaha

Dobra, kończę pierdzielić głupoty, bo i tak nikt tego nie przeczyta lol xD 

Postaram się zebrać motywację i relatywnie szybko napisać nowy rozdział, ale niczego nie obiecuję ;)

Całusy! :*